Cudowny obrazek z Nocnego Marka

W wpisach na stronie miasta oraz na ulotkach wrzucanych do skrzynek – oprócz informacji o utrudnieniach drogowych – znalazła się zachęta dla mieszkańców, by kibicować biegaczom. I takich niesamowitych kibiców spotkałem na rogu Ceglanej i Księżycowej. W to miejsce przyszła bodaj sześcioosobowa rodzina, przygotowana na medal, do której dołączyli kolejni spacerowicze/rowerzyści.

Po pierwsze, miała ze sobą transparent z napisem „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Po drugie, przyniosła na miejsce przenośne nagłośnienie (wraz z mikrofonem), włączając biegaczom znane, rytmiczne przeboje. Po trzecie, chyba najważniejsze, wszyscy klaskali, dopingowali, słowem – byli głośni w dobrym znaczeniu tego słowa.

Warto było oglądać reakcje biegaczy. Uśmiech – murowany. Ba, część z nich machała, a jeden z uczestników koniecznie chciał wszystkim przybić piątki. Mam nadzieję, że za rok ich też spotkam – tym razem już jako biegacz.

Ps. Powinienem też napisać o małej dziewczynce z pomponami, którymi równą godzinę wymachiwała biegaczom. I kierowcach, którzy – z jednym niechlubnym wyjątkiem – zachowali się przyzwoicie i rozumieli, że w czasie biegu nie należy jechać pod prąd.

Warto być upartym

Tagi

, , ,

Kropla drąży skałę nie siłą, lecz częstym padaniem. To łacińskie powiedzenie idealnie oddaje (prawie) zakończoną happy endem walkę o ekrany akustyczne wzdłuż obwodnicy.

To był wrzesień 2013 r. Cieszyliśmy się, że obwodnica Marek zostanie wybudowana – taka zapowiedź padła w sejmowym expose. Wybraliśmy się na spotkanie z inwestorem – Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad. To potężna państwowa instytucja, która zarządza i buduje ekspresówki i autostrady. Jako mieszkaniec ulicy Ząbkowskiej byłem ciekaw kluczowego dla nas tematu – ochrony przed hałasem. Wszak obwodnica miała przebiegać przez tereny, które od wielu lat były zabudowane. I tu spotkała nas niemiła niespodzianka – okazało się, że ekranów jest mało i że są niskie. Już wtedy założyliśmy, że będzie głośno, o czym przekonaliśmy się po otwarciu obwodnicy.

Ale zanim do otwarcia obwodnicy doszło, zaczęliśmy robić pozytywne zamieszanie wokół tego problemu. Nie było łatwo, bo opinia publiczna była przeciwna ekranom (pretekstem była trasa Warszawa-Łódź, gdzie ekranów rzeczywiście mogło być za dużo). Ale działaliśmy. Zbieraliśmy podpisy pod petycją do wojewody, robiliśmy spotkania z GDDKiA, wysyłaliśmy pisma do „różnych świętych”. Gdyby nas wówczas posłuchano, uniknięto by dzisiejszych kosztów związanych z dobudowaniem ekranów. Stale jednak słyszeliśmy jeden przekaz: zrobimy badania po oddaniu trasy, jeśli zostaną przekroczone normy hałasu, dobudujemy ekrany.

Uczciwie trzeba przyznać z ręką na sercu: GDDKiA zrobiła naprawdę szerokie badania. Przekroczenia norm hałasu wyszły w wielu miejscach. GDDKiA wyłoniła wykonawcę robót, które na naszych oczach są wreszcie realizowane. Wreszcie, bo od spotkania w mareckim ratuszu w 2013 r. minęło ponad 8 lat. Warto być upartym i nie składać broni. Na naszych oczach ekrany są dobudowywane i podwyższane. Mamy nadzieję, że istotną ulgę odczują mieszkańcy osiedli Pałacowa, Szpitalna, Kosynierów. Że ciszej będzie przy Wiejskiej, Ząbkowskiej, Pomorskiej, Warmińskiej, Curie-Skłodowskiej.

Martwimy się wciąż o rejon ulicy Szkolnej. Tam nadal pozostanie dziura w ekranach. Nie wiemy, czy inwestor zamierza je uzupełnić podczas budowy wlotu do Wschodniej Obwodnicy Warszawy (to właśnie ta lokalizacja). Byłoby to dość racjonalne działanie – biorąc pod uwagę doświadczenia z trasą Marki-Radzymin. Wolelibyśmy nie poświęcać kolejnej dekady na walkę o zmniejszenie hałasu…

Artykuł pochodzi z kwietniowego wydania Ekspresu Mareckiego

Na szczęście… nie wyszło

Kiedy coś się nie udaje, nie jesteśmy zadowoleni. Ale po roku może okazać się, że… w sumie będzie lepiej niż w pierwotnie zakładaliśmy.

Rok temu złożyłem do budżetu obywatelskiego wniosek o sfrezowanie i ułożenie nowej nawierzchni asfaltowej w ulicy Ząbkowskiej. Sąsiedzi, którzy podpisali się pod wnioskiem, pytali: a dlaczego nie remont z chodnikiem. W sumie racja. Tu jednak chodziło o koszty. Trzeba było coś wybrać, żeby zmieścić się w limicie wyznaczonym przez Marecki Budżet Obywatelski (MBO) – albo jezdnia, albo chodnik. A ja – będąc kierowcą – wybrałem nowy asfalt na Ząbkowskiej.

Wniosek nie został jednak dopuszczony pod głosowanie. Na przeszkodzie stanęły kwestie własnościowe. Inwestycje z MBO można realizować tam, gdzie jest miasto ma pełną własność gruntu. Widocznie w Ząbkowskiej tak nie było. Oczywiście nie wiem, czy – gdyby dopuszczono wniosek – przeszedłby on w ubiegłorocznym wrześniowym głosowaniu. Pewnie jakieś widoki by na to były, biorąc pod uwagę, że w badaniach mieszkańcy Marek przede wszystkim wskazują na problemy związanie z budową lub modernizacją infrastruktury, a Ząbkowska jest uczęszczaną arterią. Tak czy owak niedosyt, po odrzuceniu wniosku do MBO, pozostał.

Ale nie ma tego „złego”, co by na dobre nie wyszło. Niedawno okazało się, że Ząbkowska będzie jednak remontowana. I to w szerszym zakresie niż we wniosku do MBO (oprócz nowej jezdni – chodniki i oświetlenie). Miejski wniosek został zakwalifikowany do rządowego dofinansowania, które „na dziś” pokrywałoby ponad 90 proc. kosztów budowlanych.

Niedawno sąsiadka, którą spotkaliśmy na spacerze, zapytała, kiedy ruszą roboty. Intuicja mi podpowiada: cierpliwości. Najpierw przetarg, potem projekt, wykrystalizowanie spraw własnościowych (pewnie ZRID) i wreszcie roboty budowlane. Zakładam, biorąc pod uwagę wszystkie procedury, że robotników na Ząbkowskiej zobaczymy w 2024 r.  Wytrzymam 🙂

Ps. Kolejny wniosek do MBO przygotowali moi najbliżsi. Ciekaw jestem, czy przejdzie przez sito i zostanie poddany pod głosowanie. Dlatego nic nie napiszę więcej, żeby nie zapeszyć.

Mała rzecz (naprawiona) i jak cieszy!

Tagi

, ,

Czasami drobne rzeczy potrafią skomplikować codzienne życie. Weźmy pilot od auta. Generalnie dość solidna konstrukcja. Ale z czasem okazuje się, że ma swoje wady. Na przykład łączenie metalu z plastikiem, które warunkuje zachowanie pilota w pęku z kluczami. Łączenie poszło w drobiazgi, w związku z czym właściciel pilota musiał odrębnie nosić kluczyki, odrębnie pilota. Dość wkurzająca sytuacja, prawda? Na dodatek grożąca zgubieniem tego małego, acz ważnego urządzenia….

Pierwsza myśl – trzeba wymienić obudowę. Poszukiwania w internecie i jest. Tylko ta kwota. Malutkie plastikowe pudełeczko (z metalową rurką) kosztuje z przesyłką ponad 70 dych. Fakt – w tych czasach żadnym cenom w handlu (także internetowym) nie należy się dziwić. Mimo tego nie zamówiłem…

Potem się okazało, że dobrze zrobiłem. Znajomy, gdy zobaczył rozwalonego pilota, podsunął trop i rozwiązanie.

– Nie kupuj, napraw!

– Ale gdzie?

– No jak to gdzie? W Markach!

I rzeczywiście, naprawy się podjął pan Łukasz, który prowadzi zakład przy Orzeszkowej. Generalnie zajmuje się naprawą dużych plastików – takich jak uszkodzone części samochodowej karoserii. Jestem jednak wdzięczny, że zechciał się pochylić nad tym drobiazgiem i… zrobił to. Ba, zrobił to tak, że w pilocie nie ma już żadnych metalowych części, a całość jest zrobiona w plastiku. Dodajmy – bardzo solidnie i taniej. Wygląda na to, że będzie dłuuuugo służyć.

Dlaczego o tym pisze? Zanim coś kupimy, zanim zlecimy jakąś naprawę, rozejrzyjmy się po okolicy. Może akurat będzie to ktoś z Marek? A tak przy okazji – zgodnie z filozofią „zerowaste” – pilot dostał drugie życie…

Drugie życie pilota

Jak strój kąpielowy dla dziecka połączył dwie rodziny

W ubiegłym tygodniu Irina przyszła do magazynu na ul. Dużej. Dla siebie, dziecka i męża potrzebowała podstawowych rzeczy. Trafiła na moją żonę – wolontariusza pracującego jak dziesiątki innych osób w szkole na Pustelniku. Irina wzięła ze sobą kołdry, koce, pościel, ręczniki, chemię, bieliznę, żywność, maskotki. Szukała dla córki kostium kąpielowego (na basen do szkoły), którego jednak wśród darów nie było, czy zasłon. I wtedy był to prosty odruch serca – umówiliśmy się na następny dzień, zabraliśmy mamę z córką do sportowego sklepu i sami kupiliśmy dla dziecka strój na basen oraz daliśmy im zasłony i obrusy. Kupiliśmy też warzywa, owoce, wędliny, sery (czyli produkty, których nie ma w magazynie). Irina i jej mąż bardzo prosili też o biurko dla dziecka, które dzięki ludziom dobrej woli trafiło do nich w sobotę. Czujemy, że przynajmniej przez jakiś (pewnie dłuższy) czas, pomożemy tej rodzinie.

Dlaczego o tym piszę? Bo może to jest pomysł dla wielu z nas. Gdyby jedna polska rodzina otoczyła opieką i wsparciem jedną ukraińską. Sięgając po stare, oklepane powiedzenie – na początku potrzebna będzie dla nich ryba, ale róbmy wszystko, by nauczyli się sami trzymać wędkę… W przypadku Iriny widać chęć działania. Mają wynajęte mieszkanie. Dziecko jest już zapisane do mareckiej szkoły. Mąż pójdzie na naukę języka. Ale wielu rzeczy nie znają, wielu rzeczy muszą się nauczyć, wiele rzeczy zorganizować. Również tych najprostszych – z topografii aglomeracji warszawskiej czy z wiedzy, jak trafić do lekarza. Ale – koniec końców – im szybciej znajdą pracę, tym lepiej odnajdą się w polskich warunkach.

Modlę się – jak wielu innych, by wojna szybko się zakończyła. Być może jednak potrwa znacznie dłużej. Być może część osób z Ukrainy nie będzie miała, gdzie wrócić. Na pewno cześć zostanie z nami. Na pewno czekają nas tutaj, w Polsce, trudne chwile. W świecie mediów społecznościowych łatwo jest wywołać niechęć do jakiejś grupy, zwłaszcza jeśli zabierają się za to profesjonalne grupy zza wschodniej granicy lub szkodliwi idioci znad Wisły. Im więcej wysiłku włożymy teraz, w pomaganie uchodźcom (nie wiemy – jak długo), tym szybciej ułatwimy tym ludziom aklimatyzację w przyjaznym kraju, tym szybciej wyeliminujemy ryzyko konfliktów. A zyskamy osoby, które będą wdzięczne, że znalazły tu bezpieczny dach na głową.

Co się zmieni w deklaracjach odpadowych

Tagi

, , ,

Są dwie ważne informacje dla tych naszych sąsiadów, którzy samodzielnie składają deklarację śmieciową (deadline minie 24 lutego).

Pierwsza ma znaczenie techniczne. W poprzednich dwóch edycjach składania deklaracji należało obliczyć opłatę na podstawie co najmniej 81 dniowego zużycia wody. W tegorocznej edycji tego wymogu nie ma. Może więc ten okres wynieść mniej niż 81 dni, może też więcej. Grunt, by były to trzy następujące po sobie okresy rozrachunkowe, podczas których zostało odnotowane zużycie wody. Zachęcam do dołączenia do Internetowego Biura Obsługi Klienta Wodociągu Mareckiego – tam znajdziecie roczne zestawienie lub faktury za 2021 r.

Druga informacja ma znaczenie dla tych, którzy mają większe rodziny lub zużywają więcej wody. W ubiegłym roku parlament wprowadził drugi limit dla metody od wody. Oprócz jednostkowej stawki maksymalnej za metr sześcienny została wprowadzona maksymalna opłata miesięczna. Wynosi ona – co do grosza – 149 zł 68 gr. Jeśli więc komuś w obliczeniach wyjdzie więcej niż 149 zł 68 gr, to i tak zapłaci 149 zł 68 gr.

Przyznam, że mam mieszane uczucia względem tego ostatniego rozwiązania. No bo z jednej strony jest to gwiazdka z nieba np. dla nieformalnych hoteli robotniczych, gdzie mieszka 20 chłopa, a rachunki za śmieci będą wyglądały jak za cztery osoby. Ale jest też druga strona medalu – opiekunowie osób niepełnosprawnych siłą rzeczy muszą zużywać więcej wody. Dla nich takie rozwiązanie jest jak najbardziej na miejscu.

Co do zasady – uważam, że dobrze się stało, że Marki pozostaną przy wodzie. Można na ten rodzaj rozliczeń narzekać, ale mimo wszystko w największym stopniu oddaje stopień, w jakim dana nieruchomość jest zamieszkana.

Nie byłoby go, gdyby

Na początku była lektura „Przewodnika dla seniorów”. A potem pandemia. Ta pierwsza był inspiracją do zrobienia podobnego vademecum – tyle, że dla nowych mieszkańców. Ta druga, skazując na pracę zdalną, dodała kreatywności. Tak po prostu – nie potrafię usiąść w kąciku i czekać aż mi zapał przejdzie. I tak narodził się pomysł napisania przewodnika dla nowych mieszkańców, który w listopadzie zmaterializował się w formie książkowej.

Nie byłoby go, gdyby nie moja żona. Była i jest uważnym czytelnikiem z niekwestionowanym atutem – większym dystansem do spraw mareckich. Czasem porządkowała chaos myślowy, często kierowała mnie na właściwie tory.

Nie byłoby go, gdyby nie koleżanki z Wydziału Aktywności Lokalnej oraz Wydziału Promocji, Zdrowia i Sportu – nie tylko zasilały sugestiami (czasami iskrzyło – tak, tak), ale również doprowadziły vademecum do finalnej formy

Nie byłoby go, gdyby nie przyjaciele z różnych instytucji miejskich, z którymi często konsultowałem ostateczne zapisy przewodnika

Nie byłoby go, gdyby nie Tomek, który to wszystko przygotował graficznie i wykazał się morzem cierpliwości przy nieustannych zmianach

Nie byłoby go, gdyby nie moi szefowie, którzy zapalili zielone światło i dopingowali

Nie byłoby go, gdyby nie Wy, mieszkańcy – zwłaszcza Ci nowi, bo to Wam jest dedykowana ta publikacja.

Dziękuję za wszystkie komentarze i uwagi. Tak na gorąco – jeśli starczy sił i możliwości, w kolejnym wydaniu powinienem przygotować rozdział o mareckich organizacjach pozarządowych.

Kto następny?

Przyznam, że na początku podchodziłem sceptycznie do tego pomysłu. W październiku Andrzej Nadolski, który przejął stery akcji „Św. Mikołaj mieszka w Markach” powiedział mi, że jest taka idea, by w tym roku listy do najsłynniejszego świętego napisali też seniorzy. Moje wątpliwości związane były z tym, czy damy radę znaleźć tylu darczyńców. Pamiętam lata, w których staraliśmy się znaleźć chętnych na wszystkie listy tylko i wyłącznie od dzieci. Pan Bóg z góry patrzył i nie dopuścił do tego, by zabrakło darczyńców.

Chyba mogę o sobie powiedzieć „Człowieku małej wiary”. Dziś (23 listopada) ponad 200 listów znalazło się w eterze. I już znalazło się ponad 100 Św. Mikołajów z Marek (i pewnie nie tylko).  Żona zaczęła przeglądać listy i w tym roku wzruszyły ją te od seniorów. Najstarsze pokolenie mieszkańców naszego miasta prosi o niewyszukane rzeczy: kawę na święta, wędlinę, kołdrę czy nawet papier toaletowy. Najpierw pomyśleliśmy o jednym, potem o dwóch, na końcu stanęło na trzech listach. Jesteśmy już po rezerwacji. Kto następny? https://www.facebook.com/MikolajMarki/posts/2107769516052783

Garść liczb po egzaminie ósmoklasisty

Po internecie krąży taki obrazek, w którym wściekłe dziecko, po rozdaniu świadectw, ochrzania swoich rodziców, że za mało się postarali (w domyśle odrabiali za nie lekcje w czasie zdalnego nauczania), bo inni uczniowie mają czerwony pasek. Były jednak takie dni, kiedy uczniowie byli skazani na samodzielną pracę. Mam tu na myśli egzamin ósmoklasisty. Są już tegoroczne wyniki i można je – w kontekście Marek – pozestawiać z ogólnokrajowymi i powiatowymi. Tu jedna uwaga metodologiczna – brałem pod uwagę klasyczną średnią jak i medianę. W czym różnica? Średnia zbiera wszystkie wyniki, mediana to też rodzaj średniej, ale jest bardziej odpornej na najbardziej odstające wyniki. A zatem do rzeczy:

Dane ogólnokrajowe (maksymalnie można było uzyskać 100 proc.)

Przedmiot           Średnia      Mediana

Język polski         60               62

Matematyka       47               44

Język angielski   66               73

Dane z Marek

Przedmiot           Średnia      Mediana

Język polski         68             71

Matematyka       51             48

Język angielski   73            84

Liderzy powiatu

Przedmiot           Średnia      Mediana

Język polski

Ząbki          69     71

Marki         68     71

Klembów 67       69

Matematyka

Ząbki           55     56

Zielonka     54     52

Kobyłka     53      52

Angielski

Ząbki           76     89

Zielonka     74     87

Marki i Kobyłka 73      84

Puenty – poza jednym spostrzeżeniem – nie będzie. To był taki dziwny rok, że do wszelkich liczb/wyników podchodziłbym z dystansem. A Waszym dzieciom życzę, aby dostały się do szkół, o których marzą. Niech odpoczywają w te wakacje, mając nadzieję, że kolejny rok szkolny będzie normalny.

Bez ZRIDu ani rusz

Ze smuteczkiem zdjąłem z blogu górną ilustrację na blogu z hasłem „Ząbkowska jak nowa”. Niestety, wniosek do budżetu obywatelskiego o remont nawierzchni tej ulicy nie został zaakceptowany. Stało się to, czego najbardziej się obawiałem. Sytuacja własnościowa tej ulicy nie jest niestety klarowna, co blokuje inwestycje (z wyjątkiem napraw bieżących). I to jest główna przeszkoda, by wniosek mógł być poddany pod wrześniowe głosowanie.

Żałuję, ale nie mam do nikogo ani żalu, ani pretensji. Tak niestety jest z wieloma ulicami w naszym mieście. Często jedyny sposobem ich realizacji jest przeprowadzenie długotrwałej procedury ZRID (uzyskania zezwolenia na realizację inwestycji drogowej).

Dziękuję wszystkim, którzy podpisali się pod wnioskiem, dziękuję wszystkim którzy potencjalnie chcieli na niego głosować. I proszę – tak czy owak weźcie udział we wrześniowym głosowaniu. Czekam z niecierpliwością na listę projektów dopuszczonych do głosowania. Na pewno coś z nich wybiorę/wybierzemy! A w przyszłym roku – na pewno coś wymyślę!