Szukam tego, co nas może łączyć

I znów słyszę słowa kultowego utworu Kultu – moja ulica murem podzielona. Jak to w metaforze – nie ulica, ale ojczyzna. To samo przeżywaliśmy latem – podczas wyborów prezydenckich. Z dzisiejszej perspektywy mam wrażenie, że skala napięcia była jednak trochę mniejsza. I tak sobie kopiemy (bez wartościowania i wskazywania kto winien) te okopy coraz głębiej, a zasieki gęstnieją. Najgorsze jest to, że nawet w naszych najbliższych rodzinach potrafimy sobie skoczyć do gardła albo… przestać się do siebie w ogóle odzywać. Gdzieś w Warszawie, gdzieś w Szczecinie, gdzieś w Markach.

Szukam tego, co nas może łączyć. Tak, pewnie wiecie, że jestem zakręcony na punkcie mareckich spraw i że tu szukam punktów styku. Kilka razy pokazywaliśmy – jako lokalna społeczność – że potrafimy wznieść się ponad podziały. Wtedy, gdy walczyliśmy o obwodnicę wtedy, gdy zapaliliśmy znicze wzdłuż Piłsudskiego po katastrofie smoleńskiej, wtedy, gdy walczyliśmy w internecie o place zabaw dla mareckich dzieci.

Jest okazja, by – mimo tego że pewnie stoimy po dwóch stronach barykady – możemy coś wspólnie zrobić. Od czegoś trzeba zacząć. Więc, jeśli chcecie na chwilę pomyśleć o czymś wspólnym ponad podziałami, weźcie i zerknijcie tutaj  Nawet jak się Wam to wyda „od czapy”. Ale od czegoś trzeba zacząć.

Handlowy paradoks

Na pograniczu Marek, Ząbek i Warszawy działa sobie prężnie centrum (centra) handlowe. Na terenie Marek znajduje się m.in. hipermarket Auchan, w Ząbkach – market budowlany Obi, a w Warszawie – Ikea, Leroy Merlin, Meble Agata czy Decathlon. Dlaczego o tym piszę? Ano z powodu ostatnich decyzji rządu. Marki i Ząbki znajdują się w strefie żółtej. A to oznacza, że w punktach handlowych nie ma (jeszcze?) limitu osób, które mogą wejść do sklepu. Co innego Warszawa – stolica znajduje się w strefie czerwonej. Limit wejść to pięć osób na jedną kasę. W tej sytuacji intuicja mi podpowiada, że to będą złote czasy dla okołowarszawskich placówek handlowych… Oby tylko nie ze szkodą dla zdrowia kupujących i sprzedających…

Ps. Dzień po wpisie okazało się, że w strefie czerwonej duże sklepy mają inny limit – 1 osoba na 15 mkw.

Znów oberwiemy

Nie lubię generalizacji, ale mam wrażenie, że u wielu kierowców, którzy opuszczają odcinkowy pomiar prędkości, jest pokusa, żeby „depnąć”. Proszę o wybaczenie tych, którzy tak nie robią, niemniej powyższa teza wynika z osobistych obserwacji. Ale jaki to ma za związek z Markami? – słusznie zapytacie. Ano ma. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad wnioskuje o wprowadzenie odcinkowego pomiaru prędkości od węzła Konotopa do węzła Marki. Nie będą wnikał, czy to dobry pomysł w arterii, która często tonie korkach. Może mieć jednak NEGATYWNE SKUTKI dla tych mieszkańców Marek, którzy mieszkają wzdłuż trasy za węzłem Marki (w kierunku Radzymina). Chodzi oczywiście o hałas, który będzie potęgowany przez tych kierowców, którzy po minięciu odcinkowego pomiaru wcisną gaz do dechy… Czyli znów -jako mieszkańcy – oberwiemy. Wciąż jeszcze przez brak lub za niskie ekrany, a za jakiś czas – za kolejne przekroczenia norm hałasu. I tu padnie kultowe pytanie – jak żyć? Zada je kilka tysięcy osób, które żyją nie tylko w Markach, ale sąsiednich Ząbkach i Zielonce.

Paderewskiego i Malinowa 2.0

15 września minął termin składania pomysłów do programu rewitalizacji, który przygotowuje nasze miasto. Można było zgłaszać projekty miękkie (czyli np. wydarzenia robione przez i dla mieszkańców) albo twarde (o charakterze infrastrukturalnym). W sumie, skoro mam pomysł, to dlaczego by go nie zgłosić? W końcu hasło „Marki Włącz się” zobowiązuje.

I tak się narodziła „Paderewskiego i Malinowa 2.0”. Dobrze kojarzycie – to są dwie ulice, które okalają marecki bazar. To miejsce, które coraz mocniej tętni życiem – targowisko działa bowiem już nie dwa, ale trzy dni w tygodniu (wtorek, piątek, sobota).

Doszedłem do wniosku, że warto kontynuować zmiany w tym rejonie miasta. Remont kamienic Briggsów jest już na półmetku, a Pomnik X Powieszonych przeistoczył się w Skwer Pamięci Narodowej. Więc może poddać gruntownemu liftingowi te dwie ulice? W ramach projektu „Paderewskiego i Malinowa 2.0” zaproponowałem trzy działania:
– otwarcie wjazdu z Piłsudskiego w Paderewskiego
– remont chodników i nawierzchni asfaltowej
– rozbudowę oświetlenie przy ul. Paderewskiego (okolice Skweru Pamięci Narodowej) i wymianę lamp przy obu ulicach – z sodowych na ledowe.

Wniosek został złożony. Jeśli Wam się podoba, 3majcie kciuki za jego dalsze losy.

#PosklejaćPolskę

W sąsiednim mieście znajduje się uczęszczane rondo. Nic dziwnego, że zwolennicy obu kandydatów na prezydenta upatrzyli sobie miejsce na umieszczenie bannerów. Jednego dnia został pocięty pierwszy plakat. Następnego dnia – drugi. Pomyślałem – jakie to symboliczne, jak wiele nas dzieli – mówimy tym samym językiem, mieszkamy obok siebie, ale patrzymy z niechęcią/nienawiścią na innego, gdy dowiadujemy się, że głosuje na tego, kogo nie lubimy.

Piszę te słowa na kilka dni przed II turą wyborów. Akurat teraz, gdy emocje sięgają zenitu. W chwili, gdy różnice procentowe między oboma kandydatami prawdopodobnie są minimalne. W poniedziałek/wtorek ponad 9 mln mieszkańców Polski będzie triumfować, kolejne 9 mln przeżywać porażkę. Czy będziemy potrafili podać sobie dłonie? Czy będziemy potrafili usiąść do stołu i normalnie porozmawiać? Takie niewesołe konkluzje popłynęły po rozmowie z Ewą. A może do kolejnych wyborów jest jednak daleko, dlatego nie ma co na ten temat deliberować, bo czas leczy rany…

Nie uleczy. A działać już trzeba. Bo z tego, że jesteśmy podzieleni cieszą się upadli aniołowie i wielki sąsiad ze wschodu. Jak nas posklejać? Jak #PosklejaćPolskę?

Z rozrzewnieniem i pewnie do końca życia będę wracał do projektu, który w 2009 r. połączył  różnych mieszkańców mojego miasta we wspólnym celu – pokojowym wskazaniu rządzącym, że i kierowcy, i mieszkańcy potrzebują obwodnicy. Udało się. W sumie w projekcie wzięło udział 11 tys. osób z wówczas 25 tysięcznego miasta. Byliśmy wtedy zjednoczeni tak mocno jak teraz podzieleni. Może więc i teraz trzeba zacząć od czegoś wspólnego na lokalnym podwórku, tak – zaraz po wyborach… Poszukać tego, co łączy? A może do tego potrzeba nam projektów ogólnopolskich – takich jak kiedyś Szlachetna Paczka? Co na ten temat sądzicie?

Woda i śmieci – jak policzyłem opłatę za odpady

W środę (10 czerwca) Rada Miasta przegłosowała przejście na system rozliczania opłat za śmieci poprzez wskazania zużycia wody. Żeby wszedł on w życie, potrzebne są jeszcze akceptacje ze strony wojewody i Regionalnej Izby Obrachunkowej. Nie czekając na te decyzje postanowiłem sprawdzić, jak wyglądałyby moje opłaty za wywóz i zagospodarowanie odpadów w drugiej połowie tego roku. Od kilku lat jestem abonentem Internetowego Biura Obsługi Klienta Wodociągu Mareckiego (IBO). Mam więc możliwość podejrzenia wcześniejszych rachunków za wodę. Te osoby, które nie mają IBO lub nie zbierają faktur, otrzymają zestawienie w formie papierowej od spółki.

Krok pierwszy

Podstawą wyliczenia opłaty będzie zużycie wody w wybranym, ciągłym, liczącym co najmniej 81 dni okresie z 2019 r. Innymi słowy, możemy sobie wybrać, czy chcemy liczyć na bazie rozliczeń z zimy, wiosny czy jesieni (bo lata pewnie nikt nie będzie chciał uwzględniać). Przejrzałem swoje dokumenty i wybrałem okres od 26 stycznia 2019 r. do 23 kwietnia 2019 r. (nie zahaczam ani o 2018, ani o 2020). W tym czasie moje zużycie wyniosło odpowiednio: 11 m. sześc., 9 m. sześć oraz 13 m. sześc. Czyli łącznie sięgnęło 33 m. sześc. wody.

Krok drugi

Teraz sprawdzam liczbę dni w wybranym przeze mnie okresie (26 stycznia – 23 kwietnia 2019). Wychodzi odpowiednio:
6 (styczeń) + 28 (luty) + 31 (marzec) + 23 (kwiecień) = łącznie 88 dni.

Krok trzeci

Teraz obliczam średnie dzienne zużycie wody. Wykonuje proste działanie:

33 m. sześc : 88 dni = 0,375 m. sześc. na dobę (wynik tego działania potrzebujemy w całości, nie zaokrąglamy)

Krok czwarty

Uzyskany powyżej wynik mnożymy teraz przez średnią liczbę dni w miesiącu: w 2019 r. ten wskaźnik wynosił 30,42. A zatem mnożymy teraz średnie, dobowe zużycie wody razy powyższy wskaźnik:

0,375 m. sześc. * 30,42 = 11,4075  m. sześc.

W tym wypadku przepisy mówią, że ważny jest wynik do dwóch miejsc po przecinku. Czyli ostatecznie 11,40 m. sześc. (nie zaokrąglamy)

Krok piąty

To już ostatni element obliczania opłaty śmieciowej. Poprzedni wynik (czyli policzone średnie miesięczne zużycie wody) mnożymy razy stawkę opłaty śmieciowej, czyli 11,22 zł

11,40 m. sześc. * 11,22 zł = 127,908 zł

I w tym wypadku ważny jest wynik po dwóch miejscach po przecinku. Czyli opłata śmieciowa w moim wypadku wyniesie 127,90 gr. UWAGA! NIE MNOŻYMY JUŻ JEJ PRZEZ LICZBĘ OSÓB W GOSPODARSTWIE DOMOWYM.

 

Remont? Jaki „remont”?!

„Uwielbiam” takie komentarze. Po co robią remont Piłsudskiego, skoro niedawno był robiony? To zapewne miało być pytanie retoryczne. Szkoda, że przed jego postawieniem osoba nie zadała sobie pytania, cóż to był za „remont”. I specjalnie biorę to słowo w cudzysłów. Prace, wykonywane na zlecenie GDDKiA i będące częścią kontraktu na obwodnicę Marek, polegały na naprawie studzienek kanalizacyjnych i położeniu nowej warstwy asfaltu, notabene wyższego niż poprzednio, co widać przy przejściach dla pieszych. Czyli robiono go tak, jakby – mimo otwarcia obwodnicy – Piłsudskiego pozostawała tranzytówką. I nie mam żalu o to do GDDKiA  – takie miała zadanie, tak to zrealizowała. Tylko, że nam – lokalnym pieszym, rowerzystom i kierowcom – taki „remont” niewiele daje. Ot, takie pudrowanie inwestycji z XX wieku.

Na pierwszy rzut oka najbardziej powinni być zadowoleni kierowcy. Nowy asfalt, pruć można (mimo ograniczeń i nieoznakowanych patroli, które znalazły tu prawdziwy raj). Powinni, ale nie wszyscy. Zwróćcie Państwo uwagę, ile ulic nadal jest zamkniętych, z ilu ulic nie da się wjechać na Piłsudskiego? Wymieniać? Proszę bardzo – Leśna, Paderewskiego, Zajączka, Grunwaldzka, Szymanowskiego…. Warto tracić czas w korkach przy Szkolnej, Fabrycznej lub Lisa-Kuli? A w jakim stanie znajduje się oświetlenie wzdłuż Piłsudskiego? Widać, a raczej słabo widać, gdy się zrobi ciemno. Miejsca do parkowania? Wyłącznie w systemie naturalnym. A ma być ich około 650.

Weźmy teraz pieszych. Chodniki pamiętają poprzednie stulecie. W niektórych miejscach ich szerokość jest tak niewielka, że przejazd z wózkiem dla dzieci jest nie lada wyzwaniem. A jak spadnie deszcz, to lepiej nie stać w pobliżu przejść. W niektórych miejscach nowy asfalt znajduje się na wysokości chodnika. A rowerzyści? Ci, co mają odwagę, jeżdżą po głównej jezdni, pewnie z duszą na ramieniu. Ci, którzy nie chcą ryzykować, jadą po chodniku. Dlatego uważam, że powinniśmy otworzyć boczne ulice, zmodernizować oświetlenie, wybudować drogi rowerowe i zmodernizować chodniki. Tym bardziej, że mamy do tego unijne dofinansowanie. Nie od razu, ale na raty – zaczynając od projektu oraz prac budowlanych na Strudze.

I tak na koniec. Nie liczę na szybki remont ulicy, przy której mieszkam. Nie będę brał udziału w fejsbukowej licytacji „moja ulica jest ważniejsza niż twoja”. Ale uważam, że Piłsudskiego należy zrobić. Bo korzysta z niej praktycznie każdy z nas.

Poniższy tekst jest wyłącznie prywatną opinią autora

Koniec rynku wykonawcy

Gdy czytasz media społecznościowe, coraz częściej spotykasz się z twierdzeniem, że kończy się rynek pracownika. Dla niezorientowanych – to sytuacja, kiedy na rynku pracy warunki dyktuje zatrudniany. Przyszedł COVID-19 i sytuacja zaczęła się zmieniać. Zamiast myśleć o podwyżce pracownik zaczyna martwić się o to, czy nadal będzie mieć robotę. Ale nie tylko to zmienił koronawirus.

Kończy się także (chyba) rynek wykonawcy. Widzieliśmy go  jeszcze nie tak dawno w naszym mieście. Do przetargów stawała jedna – dwie firmy, które w ofercie wpisywały kwoty nie mieszczące się w kosztorysie miasta. Samorząd musiał podejmować decyzję – czy rezygnować z inwestycji, czy też dokładać do budżetu zamówienia. Dziś mam wrażenie, że na jakiś czas pożegnamy się z taką sytuacją…

W środę i czwartek nasze miasto otwierało oferty w dwóch, małych przetargach infrastrukturalnych. W pierwszym postępowaniu wpłynęły trzy oferty, a najtańsza była na poziomie 50 proc. kosztorysu. W drugim – siedem ofert. Ale tu było jeszcze ciekawiej. Najtańsza oferta jest na poziomie 37 proc. kosztorysu. I nie jest to wyjątkowa propozycja w tym przetargu. Kolejne firmy są niewiele droższe…

Taka sytuacja oczywiście jest na rękę zamawiającemu. Większa konkurencja wygłodzonych firm to szansa na tańszą ofertę. Problemem dla wszystkich samorządów jest jednak ich własna sytuacja finansowa, czyli przede wszystkim spadające udziały w podatkach pobieranych przez państwo. Tak więc dla wszystkich zdrowsza byłaby względna równowaga rynkowa, a nie silna przewaga jednej strony.

Przez kuchnię do serca (ofiarodawcy)

Mała Klaudia cierpi. Potrzebuje operacji, którą można zrealizować w Belgii. Jej znajomi i jej nieznajomi starają się jej pomóc. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze dużo – prawie 150 tys. zł. Tymczasem czas goni – z powodów medycznych do operacji zostały niewiele ponad dwa miesiące. Najpiękniejsze jest to, że tu nie ma załamywania rąk. Raczej – są nowe pomysły jak pomagać. Tu kreatywnością wykazała się Agata, z którą mam zaszczyt współpracować. Nie tylko pomaga w zbiórce dla Klaudii, ale sama przygotowuje podziękowania dla ofiarodawców dziewczynki. W jej kuchni powstają tortille, które otrzymują ci, którzy wsparli charytatywny projekt. Brawo za pomysł, zapał i poświęcony czas. Chciałoby się zmodyfikować stare porzekadło „przez kuchnię do serca – tyle, że ofiarodawcy…

Ps. Dorzuciłem się do zbiórki, czy możesz dorzucić się również Ty?

Szczegóły na https://www.siepomaga.pl/klaudia-sobczak?fbclid=IwAR2GnOki7r-_DS3dSrKbQK021negyP65yKP4xXqEFlN176Zy8GQ-HVnAwaY

Zaskocz mnie pozytywnie!

Strabag, który kończy „esósemkę”,  powoli rozkręca się. Takim poletkiem obserwacji jest skrzyżowanie Ząbkowskiej ze Szpitalną, tuż pod wiaduktem obwodnicy. Kształtu nabierają ścieżki rowerowe i chodniki. Ale tym, co pewnie ucieszy wielu mieszkańców, będzie powrót oświetlenia pod obwodnicą. Od czasu wybudowania szybkiej drogi panują tu egipskie ciemności. Jesienią lub zimą – brrrr… Jakieś dwa tygodnie temu pojawiło się okablowanie pod latarnie wzdłuż Szpitalnej, wczoraj lub dziś – wzdłuż Ząbkowskiej. Można powiedzieć – tak być powinno, ale ile rzeczy w naszym kraju powinno być, a nie ma… To ja jeszcze pomarzę… A może jeszcze przy okazji odbudujemy chodnik pod wiaduktem wzdłuż Ząbkowskiej? I asfalt zniszczony przez ciężarówki wiozące materiały na nasyp? Generalna Dyrekcjo, zaskocz mnie (i nie tylko) pozytywnie!