Dwie sceny – podobny motyw

Ulica Szkolna. Jadę samochodem. Ścieżka rowerowa jest już oddana. Korzysta z niej mnóstwo uczniów „Dwójki”. Tymczasem po jezdni pędzi rowerzysta. Zwalniam, opuszczam szybę i grzecznie podpowiadam, że ma już do dyspozycji szlak dla jednośladu. W odpowiedzi słyszę, że jest… niebezpieczny i dlatego obywatel pedałuje po jezdni przeznaczonej dla aut. Dodam – bez odblasku i bez kasku.

Skrzyżowanie Sowińskiego i Sportowej. Uwieczniam przygotowane przez mieszkańców rondo filtrujące. Obok jedzie rowerzystka – nie ścieżką rowerową, ale główną jezdnią. Już nie zaczepiam. Tylko się zastanawiam – to przyzwyczajenie, brak akceptacji nowości czy też głupota. Dodam – i ta „bohaterka” również jechała bez kamizelki odblaskowej i kasku.

Te dwie osoby – oprócz zachowania – łączy też wiek. Miały na pewno grubo po 30/40. Cała nadzieja w tym, że młodzi szybciej złapią, do czego służy droga rowerowa. A może nie tylko młodzi? Gdy w niedzielny poranek biegałem wzdłuż Sowińskiego, małżeństwo w średnim wieku, na dwóch rowerach, korzystało z dobrodziejstwa ścieżki. I pomyśleć, że za kilkanaście miesięcy będą mogli dojechać przez Zieleniec do obwodnicy, a potem do samego Radzymina.

 

Izajasz 52,13-53,12

On wyrósł przed nami jak młode drzewo i jakby korzeń z wyschniętej ziemi. Nie miał On wdzięku ani też blasku, aby na Niego popatrzeć, ani wyglądu, by się nam podobał. Wzgardzony i odepchnięty przez ludzi, Mąż boleści, oswojony z cierpieniem, jak ktoś, przed kim się twarze zakrywa, wzgardzony tak, iż mieliśmy Go za nic. Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go za skazańca uznali, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie. Wszyscyśmy pobłądzili jak owce, każdy z nas się obrócił ku własnej drodze, a Pan zwalił na Niego winy nas wszystkich.

Wszystkiego dobrego na nadchodzące święta. Obyśmy pamiętali o tym, co jest najważniejsze…

#Żywyekran

Otwarcie obwodnicy będzie mieć dla mnie słodko-gorzki smak. Zapytacie dlaczego? No przecież Aleja Piłsudskiego zostanie odkorkowana, a przejazd z jednego końca Marek na drugi zajmie kilka minut, a nie kilkadziesiąt. „Hej stary, przecież z Orychem i Ostaszem zorganizowaliście cukierkową akcję, budowa jest na ukończeniu, więc skąd ten gorzki smak? – zapytał znajomy, gdy podzieliłem się z nim swoją refleksją.

Gdy staraliśmy się o budowę obwodnicy, wiedzieliśmy, że będziemy chronieni ekranami akustycznymi. Wprawdzie nie takimi wysokimi jak na Trasie Toruńskiej, ale na całej długości trasy przez Marki. To dawało szansę, że ci, którzy będą mieszkać przy drodze, nie zginą w hałasie, wytwarzanym przez co najmniej 60 tys. pojazdów, pędzących co najmniej 100 km/h. Nadzieja prysła jak bańka mydlana. Gdy wybuchła afera z ekranami na trasie Warszawa Łódź, GDDKiA zaczęła redukować ich długość i wysokość. Ale nie na trasie do Łodzi, ale w Markach i to w terenie zurbanizowanym. Od początku wysyłaliśmy sygnały – zastanówcie się, to jest nie w porządku, nie możecie popadać ze skrajności w skrajność. Zbieraliśmy podpisy, pielgrzymowaliśmy do polityków, pisaliśmy pisma – trafiliśmy na beton. Ba, burmistrz napisał do resortu infrastruktury, że miasto będzie partycypować w budowie ekranów. I co? I nic.

Dlatego nie dziwię się determinacji mieszkańców okolic Szpitalnej, Szkolnej, Wojskiego, Pałacowej. To oni będę najbardziej narażeni na hałas z obwodnicy. Na początku kwietnia ustawili żywy ekran – w miejscu, gdzie nie będzie tych prawdziwych, w odległości kilkudziesięciu metrów od bloków zamieszkiwanych przez setki (o ile nie tysiące) osób. Informacja poszła w świat. Czy ktoś ją usłyszy? Czy zniknie w hałasie wytwarzanym przez tysiące TIRów jadących z i do Białegostoku… Dodajmy, ze chodzi o niewielkie pieniądze. Budowa obwodnicy to prawie 740 mln zł. Koszt uzupełnienia ekranów – 1,3 proc. tej kwoty.

 

Kilka minut w ważnej sprawie

Kochani!  W tym roku miałem zaszczyt (bo tak to traktuję) otrzymać zaproszenie do społecznej pracy przy Mareckim Budżecie Obywatelskim. Rozpoczęliśmy dyskusję nad tegoroczną konstrukcją tego niezwykłego przedsięwzięcia. To Wy zaproponujcie i wybierzecie projekty, które zrealizujemy w 2018 r. W zespole ds. budżetu obywatelskiego zasiadają przedstawiciele mieszkańców, organizacji pozarządowych, rady miasta oraz burmistrza. Będziemy mądrzejsi Waszą wiedzą – zapraszam Was do wypełnienia ankiety, która pokaże nam, w którą stronę mamy zmierzać. Potrzeba na to zaledwie kilku minut. Dlatego proszę – kliknijcie w ten LINK i pokażcie nam, co jest dobre, a co należy zmienić. Serdecznie dziękuję!

Kupą Mości Panowie (i oczywiście Panie)

Na mareckim Facebooku powstała nowa grupa – Ekrany Akustyczne dla Obwodnicy Marek. Jej twórcami są osoby, mieszkające przy ul. Szpitalnej. Akurat ta część Marek jest najbardziej narażona na hałas z obwodnicy, gdyż… tu ekranów inwestor – GDDKiA – nie przewidział. To znaczy przewidział, ale w 2013 r. usunął. Proponuję dołączać się do tej grupy. Nasze działania (pisma, petycja, wizyty u polityków i w GDDKiA) na razie nie przyniosły rezultatów. Cieszę się, że powstaje społeczność, która – daj Boże – przemówi jednym. mocniejszym głosem.

Cieszę się, że wśród założycieli grupy nie ma przeciwników budowy obwodnicy. Ta trasa jest miastu po prostu potrzebna. Nie możemy się jednak zgodzić, by w terenie zurbanizowanym, w niewielkiej odległości od trasy szybkiego ruchu, nie było ŻADNYCH OSŁON AKUSTYCZNYCH. Tymczasem tak jest w przypadku ulic: Szpitalnej, Wiejskiej (i pewnie Pałacowej) oraz Szkolnej (na wysokości Pogodnego Osiedla i Kościoła). Tak więc – w myśl zasady – Kupą Mości Panowie (i oczywiście Panie) połączmy wysiłki na rzecz tak naprawdę kilku tysięcy mieszkańców zamieszkujących w bezpośrednim sąsiedztwie trasy.

Zaskoczony/zauroczony

Od roku powinienem był sobie zrobić okulary. Takie do pracy przy komputerze, przy którym pewnie wszyscy spędzamy (zbyt) dużą część naszego czasu. W lutym się zmobilizowałem, skończyłem badania i otrzymałem receptę. Wówczas pojawił się dylemat – gdzie to zrobić dobrze nie nadwyrężając kieszeni. Pierwsza myśl – jedna z sieciowek. Patrząc na doświadczenia rodziny – miało być tanio, zawsze wychodziło dość drogo. U drugiego optyka, mniejszej firmy ulokowanej w jednym z centrów handlowych, usłyszałem z kolei, że do oprawek, które sobie już wybrałem, trzeba zrobić specjalne szkła. Czyli cena razy dwa. Potem zrobiłem research wśród znajomych. Jeden z tropów podpowiedzieli mi Karolina i Jacek. Idź na Sportową – poradzili. Faktycznie, przy przychodni dziecięcej znajduje się malutka dziupla, w której działa salon optyczny. Wpadłem tam któregoś dnia. I byłem naprawdę mile zaskoczony/zauroczony. Nie tylko możliwością przebierania w oprawkach (a podobno to domena pań), ale również bardzo sensowną obsługą i, koniec końców, ceną. W rezultacie zapłaciłem połowę tego, co proponowano u innych optyków. Poszliśmy za ciosem. Moja Żona powinna była też wymienić szkła. Wybraliśmy się ponownie na Sportową. Byłem ciekaw opinii małżonki, która w takich kwestiach jest dość wymagająca. Ujęła ją fantastyczna obsługa, w tym – sensowne doradztwo. Na koniec zapytałem Panią z salonu optycznego, czy mogę polecać jej usługi (nie zaznaczając gdzie i jak). A ponieważ uzyskałem odpowiedź twierdzącą, niniejszym to czynię, oczywiście mając na nosie nowe okulary 🙂

Żal mi mieszkańców Szpitalnej

szpitalna1Nie będę się wymądrzał i pisał – trzeba było sprawdzać, co się kupuje. Tak byłoby najprościej zamknąć temat wszystkich mieszkań/domów znajdujących się w pobliżu planowanej obwodnicy, w tym przede wszystkim z ul. Szpitalnej. Nowy blok (kilkaset osób) znajduje się bardzo blisko ekspresówki, od ruchliwego szlaku (co najmniej 60 tys. pojazdów na dobę, w tym tiry) oddzielał go jedynie rachityczny lasek. Którego już nie ma. Właściciel terenu – zgodnie z nowym prawem – zrobił tam wycinkę. Ten lasek dawał mieszkańcom Szpitalnej jakąś minimalną nadzieję na zmniejszenie uciążliwości dobiegających z esósemki. Bo musicie Państwo wiedzieć, że tam nie będzie ekranów akustycznych. To znaczy: one kiedyś w dokumentacji były, ale po wybuchu afery z obudowaną ekranami trasą Warszawa Łódź wyleciały – mimo naszych protestów – z dokumentacji środowiskowej dla Marek. I nie jest to niestety jednostkowy przypadek. Jest coraz więcej miejscowości w Polsce, których mieszkańcy budzą się, że przy autostradach i ekspresówkach nie ma ekranów. My w Markach nie zaspaliśmy. Od razu po wycince (modne słowo ostatnio) osłon składaliśmy pisma, zbieraliśmy podpisy, odwiedzaliśmy urzędników i posłów różnej maści. Co tu dużo mówić – jak na razie walimy grochem o ścianę. I będziemy walić – aż do skutku…

szpitalna2Ostatnio dwóch mieszkańców Marek złożyło pisma w sprawie rozszerzenia zakresu badania hałasu po oddaniu obwodnicy. Czy możecie uwierzyć, ze przewidziane miejsca kontroli decybeli znajdowały się tylko za ekranami? Nie było tam badania na wysokości Wiejskiej czy Szpitalnej, nie było na wysokości Szkolnej, w pobliżu Pogodnego Osiedla, które też musi się (na razie) obejść bez osłon akustycznych. Czy pismo odniesie skutek i chociaż zostaną przeprowadzone badania? Nie odpowiem na to pytanie. Przypomina mi się szmonces, w którym Pan Bóg mówi do modlącego się o wygraną na loterii Samuela: daj mi szansę, kup los. Los kupiliśmy, ale wiecie jakie jest prawdopodobieństwo wygranej… No chyba że Opatrzność nam pomoże….

Ubodzy krewni

Gdzieś w internecie mignęło mi zdanie, że Warszawa na powiększeniu nie straci, bo dołączają do niej bogate gminy. To mnie skusiło do refleksji na temat zamożności gmin, której mają stać się częścią wielkiej Warszawy. Jak to zmierzyć? Bogactwem są ludzie (sprawni samorządowcy, aktywni mieszkańcy), bogactwem są rzeczy materialne (wartość nieruchomości i spółek należących do gminy), symbolem  bogactwa może być wreszcie budżet (np. wielomiliardowy Warszawy). Żeby to wszystko policzyć, trzeba byłoby napisać prawdopodobnie pracę doktorską.

Na swój użytek sięgnąłem po ubiegłoroczny ranking zamożności, który co roku publikuje dwutygodnik samorządowy „Wspólnota” przygotowany przez profesora Pawła Swianiewicza, byłego doradcę prezydenta ds. samorządów, i Julitę Łukomską. Autorzy wzięli pod lupę dochody gmin, powiatów i województw i podzielili je przez liczbę mieszkańców. Tak powstał ranking, z którego wynika, że najbogatszym samorządem w naszym kraju kolejny raz jest Kleszczów (prawie 44 tys. zł per capita), czyli wieś z woj. łódzkiego. No, ale ona ma kopalnię i elektrownię na swoim terenie.

Wróćmy do stołecznego wianuszka metropolitarnego. Oczywiście – patrząc przez pryzmat wielkich liczb – najbogatsza będzie Warszawa. Ale już w przeliczeniu na jednego mieszkańca pokonuje ją… znowu wieś. To Lesznowola, której dochody wyniosły 7,2 tys. zł. Wynik Warszawy też niemały, bo sięgający 6,8 tys. zł. Zwłaszcza w porównaniu z Markami, które znajdują się w dolnej części poniższej tabeli. Jeszcze nie przekroczyliśmy 3 tys. zł na głowę, ale może w kolejnej edycji rankingu  tak się stanie. Tak czy owak nadal będziemy (???)  ubogimi krewnymi… Oczywiście tylko w wymiarze finansowym, bo w społecznym na pewno bylibyśmy wyżej w takim zestawieniu.

bogaci-i-biednni

Z Warszawy do Warszawy

ulotkaaaaW przypadku ustawy metropolitarnej staram się eksplorować wątki, które wypłyną pewnie nieco później.  Wczoraj wspominałem o konfliktach społecznych, dziś moje myśli kieruję w stronę dochodów z PIT. Z deklaracji twórców projektu wynika, że gminy z wianuszka zachowają odrębność finansową. To oznacza, że nadal jedną z podstaw budżetu Marek będą udziały w podatku dochodowym od osób fizycznych. To jest rzecz, która w żadnym stopniu nie dotyka Kowalskiego – PIT i tak płaci (jeśli nie pracuje na czarno), samorząd czerpie z tego profity. Jest jeden warunek – musi wskazać jako miejsce zamieszkania Marki.

Po prawdopodobnym wprowadzeniu ustawy metropolitarnej motywacja do zmiany miejsca zamieszkania może zacząć spadać, zwłaszcza dla byłych warszawiaków. Myślenie może być takie – po co mam się przemeldowywać, skoro z powrotem (za sprawą ustawodawcy) jestem w Warszawie. Świeżo upieczeni mieszkańcy mogą zacząć myśleć, że jest jeden wspólny stołeczny worek, więc po co zawracać sobie głowę formalnościami? Tym trudniejsza robota przed lokalnym samorządem, by uświadamiać, że choć nowy obywatel będzie mieszkał w powiększonej Warszawie, to jednak w tej części, która potrzebuje jego udziału w PIT. Czyli mamy jeszcze jeden powód do tego, by pielęgnować odrębność i tożsamość.

 Ps. Na razie ważniejsza sprawa. Rozpoczynają się konsultacje w sprawie przebudowy Alei Piłsudskiego. Więcej TUTAJ Warto być