#PosklejaćPolskę

W sąsiednim mieście znajduje się uczęszczane rondo. Nic dziwnego, że zwolennicy obu kandydatów na prezydenta upatrzyli sobie miejsce na umieszczenie bannerów. Jednego dnia został pocięty pierwszy plakat. Następnego dnia – drugi. Pomyślałem – jakie to symboliczne, jak wiele nas dzieli – mówimy tym samym językiem, mieszkamy obok siebie, ale patrzymy z niechęcią/nienawiścią na innego, gdy dowiadujemy się, że głosuje na tego, kogo nie lubimy.

Piszę te słowa na kilka dni przed II turą wyborów. Akurat teraz, gdy emocje sięgają zenitu. W chwili, gdy różnice procentowe między oboma kandydatami prawdopodobnie są minimalne. W poniedziałek/wtorek ponad 9 mln mieszkańców Polski będzie triumfować, kolejne 9 mln przeżywać porażkę. Czy będziemy potrafili podać sobie dłonie? Czy będziemy potrafili usiąść do stołu i normalnie porozmawiać? Takie niewesołe konkluzje popłynęły po rozmowie z Ewą. A może do kolejnych wyborów jest jednak daleko, dlatego nie ma co na ten temat deliberować, bo czas leczy rany…

Nie uleczy. A działać już trzeba. Bo z tego, że jesteśmy podzieleni cieszą się upadli aniołowie i wielki sąsiad ze wschodu. Jak nas posklejać? Jak #PosklejaćPolskę?

Z rozrzewnieniem i pewnie do końca życia będę wracał do projektu, który w 2009 r. połączył  różnych mieszkańców mojego miasta we wspólnym celu – pokojowym wskazaniu rządzącym, że i kierowcy, i mieszkańcy potrzebują obwodnicy. Udało się. W sumie w projekcie wzięło udział 11 tys. osób z wówczas 25 tysięcznego miasta. Byliśmy wtedy zjednoczeni tak mocno jak teraz podzieleni. Może więc i teraz trzeba zacząć od czegoś wspólnego na lokalnym podwórku, tak – zaraz po wyborach… Poszukać tego, co łączy? A może do tego potrzeba nam projektów ogólnopolskich – takich jak kiedyś Szlachetna Paczka? Co na ten temat sądzicie?

Woda i śmieci – jak policzyłem opłatę za odpady

W środę (10 czerwca) Rada Miasta przegłosowała przejście na system rozliczania opłat za śmieci poprzez wskazania zużycia wody. Żeby wszedł on w życie, potrzebne są jeszcze akceptacje ze strony wojewody i Regionalnej Izby Obrachunkowej. Nie czekając na te decyzje postanowiłem sprawdzić, jak wyglądałyby moje opłaty za wywóz i zagospodarowanie odpadów w drugiej połowie tego roku. Od kilku lat jestem abonentem Internetowego Biura Obsługi Klienta Wodociągu Mareckiego (IBO). Mam więc możliwość podejrzenia wcześniejszych rachunków za wodę. Te osoby, które nie mają IBO lub nie zbierają faktur, otrzymają zestawienie w formie papierowej od spółki.

Krok pierwszy

Podstawą wyliczenia opłaty będzie zużycie wody w wybranym, ciągłym, liczącym co najmniej 81 dni okresie z 2019 r. Innymi słowy, możemy sobie wybrać, czy chcemy liczyć na bazie rozliczeń z zimy, wiosny czy jesieni (bo lata pewnie nikt nie będzie chciał uwzględniać). Przejrzałem swoje dokumenty i wybrałem okres od 26 stycznia 2019 r. do 23 kwietnia 2019 r. (nie zahaczam ani o 2018, ani o 2020). W tym czasie moje zużycie wyniosło odpowiednio: 11 m. sześc., 9 m. sześć oraz 13 m. sześc. Czyli łącznie sięgnęło 33 m. sześc. wody.

Krok drugi

Teraz sprawdzam liczbę dni w wybranym przeze mnie okresie (26 stycznia – 23 kwietnia 2019). Wychodzi odpowiednio:
6 (styczeń) + 28 (luty) + 31 (marzec) + 23 (kwiecień) = łącznie 88 dni.

Krok trzeci

Teraz obliczam średnie dzienne zużycie wody. Wykonuje proste działanie:

33 m. sześc : 88 dni = 0,375 m. sześc. na dobę (wynik tego działania potrzebujemy w całości, nie zaokrąglamy)

Krok czwarty

Uzyskany powyżej wynik mnożymy teraz przez średnią liczbę dni w miesiącu: w 2019 r. ten wskaźnik wynosił 30,42. A zatem mnożymy teraz średnie, dobowe zużycie wody razy powyższy wskaźnik:

0,375 m. sześc. * 30,42 = 11,4075  m. sześc.

W tym wypadku przepisy mówią, że ważny jest wynik do dwóch miejsc po przecinku. Czyli ostatecznie 11,40 m. sześc. (nie zaokrąglamy)

Krok piąty

To już ostatni element obliczania opłaty śmieciowej. Poprzedni wynik (czyli policzone średnie miesięczne zużycie wody) mnożymy razy stawkę opłaty śmieciowej, czyli 11,22 zł

11,40 m. sześc. * 11,22 zł = 127,908 zł

I w tym wypadku ważny jest wynik po dwóch miejscach po przecinku. Czyli opłata śmieciowa w moim wypadku wyniesie 127,90 gr. UWAGA! NIE MNOŻYMY JUŻ JEJ PRZEZ LICZBĘ OSÓB W GOSPODARSTWIE DOMOWYM.

 

Remont? Jaki „remont”?!

„Uwielbiam” takie komentarze. Po co robią remont Piłsudskiego, skoro niedawno był robiony? To zapewne miało być pytanie retoryczne. Szkoda, że przed jego postawieniem osoba nie zadała sobie pytania, cóż to był za „remont”. I specjalnie biorę to słowo w cudzysłów. Prace, wykonywane na zlecenie GDDKiA i będące częścią kontraktu na obwodnicę Marek, polegały na naprawie studzienek kanalizacyjnych i położeniu nowej warstwy asfaltu, notabene wyższego niż poprzednio, co widać przy przejściach dla pieszych. Czyli robiono go tak, jakby – mimo otwarcia obwodnicy – Piłsudskiego pozostawała tranzytówką. I nie mam żalu o to do GDDKiA  – takie miała zadanie, tak to zrealizowała. Tylko, że nam – lokalnym pieszym, rowerzystom i kierowcom – taki „remont” niewiele daje. Ot, takie pudrowanie inwestycji z XX wieku.

Na pierwszy rzut oka najbardziej powinni być zadowoleni kierowcy. Nowy asfalt, pruć można (mimo ograniczeń i nieoznakowanych patroli, które znalazły tu prawdziwy raj). Powinni, ale nie wszyscy. Zwróćcie Państwo uwagę, ile ulic nadal jest zamkniętych, z ilu ulic nie da się wjechać na Piłsudskiego? Wymieniać? Proszę bardzo – Leśna, Paderewskiego, Zajączka, Grunwaldzka, Szymanowskiego…. Warto tracić czas w korkach przy Szkolnej, Fabrycznej lub Lisa-Kuli? A w jakim stanie znajduje się oświetlenie wzdłuż Piłsudskiego? Widać, a raczej słabo widać, gdy się zrobi ciemno. Miejsca do parkowania? Wyłącznie w systemie naturalnym. A ma być ich około 650.

Weźmy teraz pieszych. Chodniki pamiętają poprzednie stulecie. W niektórych miejscach ich szerokość jest tak niewielka, że przejazd z wózkiem dla dzieci jest nie lada wyzwaniem. A jak spadnie deszcz, to lepiej nie stać w pobliżu przejść. W niektórych miejscach nowy asfalt znajduje się na wysokości chodnika. A rowerzyści? Ci, co mają odwagę, jeżdżą po głównej jezdni, pewnie z duszą na ramieniu. Ci, którzy nie chcą ryzykować, jadą po chodniku. Dlatego uważam, że powinniśmy otworzyć boczne ulice, zmodernizować oświetlenie, wybudować drogi rowerowe i zmodernizować chodniki. Tym bardziej, że mamy do tego unijne dofinansowanie. Nie od razu, ale na raty – zaczynając od projektu oraz prac budowlanych na Strudze.

I tak na koniec. Nie liczę na szybki remont ulicy, przy której mieszkam. Nie będę brał udziału w fejsbukowej licytacji „moja ulica jest ważniejsza niż twoja”. Ale uważam, że Piłsudskiego należy zrobić. Bo korzysta z niej praktycznie każdy z nas.

Poniższy tekst jest wyłącznie prywatną opinią autora

Koniec rynku wykonawcy

Gdy czytasz media społecznościowe, coraz częściej spotykasz się z twierdzeniem, że kończy się rynek pracownika. Dla niezorientowanych – to sytuacja, kiedy na rynku pracy warunki dyktuje zatrudniany. Przyszedł COVID-19 i sytuacja zaczęła się zmieniać. Zamiast myśleć o podwyżce pracownik zaczyna martwić się o to, czy nadal będzie mieć robotę. Ale nie tylko to zmienił koronawirus.

Kończy się także (chyba) rynek wykonawcy. Widzieliśmy go  jeszcze nie tak dawno w naszym mieście. Do przetargów stawała jedna – dwie firmy, które w ofercie wpisywały kwoty nie mieszczące się w kosztorysie miasta. Samorząd musiał podejmować decyzję – czy rezygnować z inwestycji, czy też dokładać do budżetu zamówienia. Dziś mam wrażenie, że na jakiś czas pożegnamy się z taką sytuacją…

W środę i czwartek nasze miasto otwierało oferty w dwóch, małych przetargach infrastrukturalnych. W pierwszym postępowaniu wpłynęły trzy oferty, a najtańsza była na poziomie 50 proc. kosztorysu. W drugim – siedem ofert. Ale tu było jeszcze ciekawiej. Najtańsza oferta jest na poziomie 37 proc. kosztorysu. I nie jest to wyjątkowa propozycja w tym przetargu. Kolejne firmy są niewiele droższe…

Taka sytuacja oczywiście jest na rękę zamawiającemu. Większa konkurencja wygłodzonych firm to szansa na tańszą ofertę. Problemem dla wszystkich samorządów jest jednak ich własna sytuacja finansowa, czyli przede wszystkim spadające udziały w podatkach pobieranych przez państwo. Tak więc dla wszystkich zdrowsza byłaby względna równowaga rynkowa, a nie silna przewaga jednej strony.

Przez kuchnię do serca (ofiarodawcy)

Mała Klaudia cierpi. Potrzebuje operacji, którą można zrealizować w Belgii. Jej znajomi i jej nieznajomi starają się jej pomóc. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze dużo – prawie 150 tys. zł. Tymczasem czas goni – z powodów medycznych do operacji zostały niewiele ponad dwa miesiące. Najpiękniejsze jest to, że tu nie ma załamywania rąk. Raczej – są nowe pomysły jak pomagać. Tu kreatywnością wykazała się Agata, z którą mam zaszczyt współpracować. Nie tylko pomaga w zbiórce dla Klaudii, ale sama przygotowuje podziękowania dla ofiarodawców dziewczynki. W jej kuchni powstają tortille, które otrzymują ci, którzy wsparli charytatywny projekt. Brawo za pomysł, zapał i poświęcony czas. Chciałoby się zmodyfikować stare porzekadło „przez kuchnię do serca – tyle, że ofiarodawcy…

Ps. Dorzuciłem się do zbiórki, czy możesz dorzucić się również Ty?

Szczegóły na https://www.siepomaga.pl/klaudia-sobczak?fbclid=IwAR2GnOki7r-_DS3dSrKbQK021negyP65yKP4xXqEFlN176Zy8GQ-HVnAwaY

Zaskocz mnie pozytywnie!

Strabag, który kończy „esósemkę”,  powoli rozkręca się. Takim poletkiem obserwacji jest skrzyżowanie Ząbkowskiej ze Szpitalną, tuż pod wiaduktem obwodnicy. Kształtu nabierają ścieżki rowerowe i chodniki. Ale tym, co pewnie ucieszy wielu mieszkańców, będzie powrót oświetlenia pod obwodnicą. Od czasu wybudowania szybkiej drogi panują tu egipskie ciemności. Jesienią lub zimą – brrrr… Jakieś dwa tygodnie temu pojawiło się okablowanie pod latarnie wzdłuż Szpitalnej, wczoraj lub dziś – wzdłuż Ząbkowskiej. Można powiedzieć – tak być powinno, ale ile rzeczy w naszym kraju powinno być, a nie ma… To ja jeszcze pomarzę… A może jeszcze przy okazji odbudujemy chodnik pod wiaduktem wzdłuż Ząbkowskiej? I asfalt zniszczony przez ciężarówki wiozące materiały na nasyp? Generalna Dyrekcjo, zaskocz mnie (i nie tylko) pozytywnie!

Ile osób podczas nabożeństwa

Od poniedziałku (20 kwietnia) zmieniają się zasady odwiedzania miejsc kultu religijnego. Do niedzieli w uroczystościach mogło uczestniczyć tylko pięć osób. Niedawno władze kraju nieco poluzowały ten rygor. Do świątyni będzie mogła wejść jedna osoba na 15 mkw. jej powierzchni. Mareckie kościoły w ogłoszeniach parafialnych podały maksymalną liczbę wiernych, którzy będą mogli uczestniczyć w nabożeństwie:

Parafia pw. św. Izydora Oracza (obok ratusza) – 50 osób

Parafia Matki Bożej Królowej Polski (Jutrzenki) – 46 osób

Parafia św. Andrzeja Boboli w Strudze (Piłsudskiego) – 20 osób

Parafia Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła (Ząbkowska)  – 16 osób

Nastaw babci (i dziadkowi) odbiornik

Z taką akcją w internecie ruszył dzisiaj Paweł. Chodzi o dostęp do nabożeństw w wersji domowej. Wiele razy już powtarzano, że osoby w podeszłym wieku są najbardziej narażone na skutki zarażenia koronawirusem. Trzeba ich przekonać, żeby pokonały przyzwyczajenia i pozostały w domu. Nie jest to łatwe – możecie usłyszeć, że i tak już jestem stary/stara, dlaczego więc mam nie pójść do kościoła. Zadanie ułatwili  biskupi, udzielając dyspensy, oraz rząd, ograniczając liczebność zgromadzeń. Na młodych ludziach pozostanie zadanie umożliwienia starszym ludziom uczestnictwa w nabożeństwie. Mamy Msze w telewizorze, ja dodam jeszcze jedno źródło, z którego czasem korzystałem. Jest taka strona Msze On-line (https://msza-online.net/). Pod tym adresem znajdują się nabożeństwa z różnych części kraju i zagranicy – i z Jasnej Góry i z Chicago, i z sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej i z Mińska na Białorusi. Strona ma ogromną zaletę: można zobaczyć Msze o różnej porze – i o poranku, i w środku dnia, i wieczorem. Są też msze dla osób w językach obcych. Także kochani – zróbcie tak, jak w tytule.

„Nie wolno być pasożytem”

Najpierw drogi, potem podatki – taki wpis znalazł się w mediach społecznościowych po opublikowaniu kolejnego odcinka z serii „Jak ugryźć 25 mln zł”. To film, który szczególnie jest dedykowany tym, którzy nie wskazują Marek w rocznym zeznaniu podatkowym. Z przesłaniem wpisu nie będę polemizował (na złość mamie odmrożę sobie uszy). Zabrzmiał on jednak tak, jakby w Markach drogi nie były w ogóle robione.

Czytaj dalej

„Namiastka USA w Markach”

Niedawno gościli w naszym mieście samorządowcy ze Świdwina (woj. zachodniopomorskie) oraz przedstawiciele NGO z Radomia (Stowarzyszenia Budujemy Przystań). Mieli okazję zwiedzić nasze placówki edukacyjne. Miło było potem poczytać ich komentarze w mediach społecznościowych. Czasem osoby z zewnątrz widzą więcej niż my sami dostrzegamy…

Czytaj dalej