Minął rok, od kiedy przeprowadziłem się do Marek. Mając na karku więcej niż trzy krzyżyki porzuciłem Warszawę, by zapuścić tutaj nowe korzenie. I po dwunastu miesiącach pojawiła się refleksja – czy rzeczywiście zapuściłem tutaj korzenie? Czy chcę i czy mogę z czystym sumieniem powiedzieć „Jestem z Marek”? Pewnie takich osób jak ja jest dużo, dużo więcej. Mieszkamy w Markach, pracujemy w Warszawie. Wyjeżdżamy bladym świtem, stoimy w korkach na Radzymińskiej, Trasie Toruńskiej czy na przejeździe kolejowym w Ząbkach, dajemy się na osiem-dziesięć godzin ponieść warszawskiemu wirowi, by pod wieczór wrócić do własnych czterech kątów, zjeść kolację, włączyć telewizor, a potem zasnąć w mareckiej sypialni. A gdy już przychodzi weekend, znów wsysa nas stolica kusząc milionem wątpliwych i niewątpliwych atrakcji. Niespecjalnie interesujemy się tym, co się dzieje na lokalnym podwórku. Po jakimś czasie uznajemy, że dziurawe jezdnie i krzywe chodniki to lokalny standard i traktujemy to jako normę. Mijamy twarze mieszkających tu od lat sąsiadów. Poznajemy z widzenia, ale poza grzecznościowym „dzień dobry” niewiele albo nic nas z nimi nie łączy. A szkoda. Firmy co roku przygotowują bilans. Ja też takowy uczyniłem. Na pierwszy rzut oka niewiele mnie z tym miastem wiąże. Do pracy jeżdżę do Warszawy, dzieci chodzą do przedszkola w Warszawie, codzienne sprawunki robię w Warszawie, lekarzy też mam w Warszawie, ba – nawet na niedzielną Mszę wybieram się do Warszawy. Słowem – nietutejszy. Ale tylko na pozór. Coraz częściej łapię się na tym, że chwytam po lokalną gazetę, wchodzę na miejski portal, z zaciekawieniem (i nadzieją) przyglądam się pracom przy budowie kanalizacji. Chce mi się uczyć Marek. Wierzę, że z pomocą tych „nowych-markowych” (jak ja) jak i tych, którzy mieszkają tu z dziada pradziada (jak część moich sąsiadów), ta nauka będzie łatwiejsza. Dlatego chciałbym Państwa namówić do współredagowania tego blogu. Będę się dzielił z Wami swoimi mareckimi spostrzeżeniami, pisał o małych i dużych sprawach, o teraźniejszości i przyszłości, oddając należny szacunek historii. Jeśli ktoś chce do mnie dołączyć – zapraszam. Czekam na ciekawe historie, spostrzeżenia i pomysły. Żyjemy przecież wszyscy razem w małej, lokalnej ojczyźnie. To od nas zależy, czy przemierzając przez lokalne ulice z satysfakcją będziemy mogli pomyśleć – jestem z Marek.

 

Tadeusz_1972