Światowy kryzys gospodarczy dotarł do Marek. Na razie usadowił się w  przy Ikei. Nie szturmuje jeszcze sklepu szwedzkiego koncernu, do którego nadal ludzie walą drzwiami i oknami. Zaczaił się tuż obok. W eko-domku. Zobaczyłem to na własne oczy.

 

Cała historia wzięła się stąd, że któregoś dnia postanowiłem zrobić wreszcie porządek w garażu. Torby z niepotrzebnymi papierami, szklanymi opakowaniami czy plastikowymi butelkami typu PET, sięgając już do sufitu, zaczęły drażnić moją małżonkę. Mając więc dodatkową motywację zapakowałem wszystko do samochodu, by z pożytkiem dla środowiska zawieźć wszystko do małego domku przy IKEI. W tyle głowy miałem, że za odpowiednio zebrany tonaż otrzymam punkty, które potem wymienię na nagrody. Mała rzecz, a cieszy. Jakież było moje zdziwienie, gdy się okazało, że  lista nagród została diametralnie zmieniona. Kilka pozycji wyleciało, pojawiły się za to na niej tak bardzo potrzebne (!?!) w każdym gospodarstwie domowym rzeczy jak: zgniatarka do puszek (!?!) lub do plastikowych butelek (?!?). Pomysłodawca chyba chciał się zatroszczyć o moją nogę, która i bez tych mechanicznych udogodnień dałaby sobie z odpadami (które i tak przywożę do eko-domku). Ale co tam. Najważniejsze, że pozostała opcja wymiany punktów na sadzonki. Ale i tu niespodzianka. Dałbym się pokroić, że zmieniła się punktacja. Żeby otrzymać małą sadzonkę, trzeba dziś zebrać 200 punktów. A to oznacza, że trzeba przywieźć – uwaga – np. 200 kg makulatury! Jeśli chciałbym dostać dużą sadzonkę (800 punktów), muszę postarać się jeszcze bardziej i przytargać – bagatela – 800 kg makulatury! Łatwiej byłoby uzyskać ten wynik, przywożąc 40 kilogramów aluminiowych puszek. Musiałbym zbierać kilka ładnych lat…. 

Kto jest winowajcą? Ano kryzys. Firmy, które zajmują się skupem surowców wtórnych, już biją na alarm, że ich działalność się nie opłaca. Kiedyś bezdomni w klasycznym skupie dostawali za kilogram aluminiowych puszek 3,5 zł (wtedy metale na światowych giełdach były w cenie), teraz – już tylko 1,5 zł (mamy surowcową bessę). Co więcej, niektóre firmy żądają dopłat za przywiezione do nich surowce wtórne. Oby tylko nikt w firmie obsługującej eko-domek nie wpadł na ten szatański pomysł.

 

Sąsiad mi zwrócił na jeden szczegół uwagę. Ci, którzy odwozili odpady pod IKEA wyłącznie dla nagród, przestaną tam po prostu jeździć. W tej sytuacji:

1. albo wezmą udział w miejskiej mareckiej akcji recyklingowej (dobrze),

2. albo wyrzucą je jako normalne śmieci (źle),

3. albo spalą je w piecach (bardzo kiepsko, bo moje dziecko dusi się od smrodu, który wtedy opanowuje prawie pół Marek),

4. albo wyrzucą je do lasu (katastrofa).

 Ja będę dalej wozić tzw. surowce wtórne do eko-domku.  Przynajmniej do czasu, gdy nie każą sobie do tego dopłacać. Wszak czego nie robi się dla przyrody… i posprzątanego garażu.

 

Tadeusz_1972