Wracam po zmroku do Marek. Są dni, kiedy jadę naprawdę ostrożnie. Drogi są śliskie, a wszak jeszcze po południu padał dziś śnieg. Żałuję, że w samochodzie nie mam płyty Anny Marii Jopek. W głowie płynie dobrze znana melodia, którą kiedyś AMJ śpiewała w Sali Kongresowej przy akompaniamencie mojego ulubionego muzyka – jazzowego gitarzysty Pata Metheny’ego.

„Na całej połaci śnieg, śnieg, śnieg…
W przeróżnej postaci śnieg, śnieg, śnieg…
Na siostry i braci,
Zimowy plakacik, śnieg…. śnieg…”

Skręcam z Piłsudskiego w Szpitalną. I przypominam sobie scenę sprzed bodaj dwóch lat z okładem, gdy deweloper budował jeszcze lokum, a ja jechałem suszyć ściany, paląc węgiel w zainstalowanej prowizorycznie kozie. Śnieg wtedy przykrywał niemal wszystko. Na Szpitalnej nie było żywego ducha. Jedynymi wyróżniającymi się punktami były jaskrawo świecące lampy, które rzucały niesamowity blask na bielutki puch. Pomyślałem wówczas, że tak mogła wyglądać kraina Królowej Śniegu. Słowem – było bajkowo… Jak (nie) w Markach….

„Na naszej równinie śnieg, śnieg, śnieg,
Na każdej mieścinie śnieg, śnieg, śnieg,
Na tłoczek przed kinem,
Na ładną dziewczynę, śnieg…. śnieg…”

Są dni, kiedy i Marki wyglądają pięknie. To ciepłe miesiące, kiedy przyroda oddycha pełną piersią,  wraz z nią cała okoliczna płeć piękna. To także zimowe miesiące, kiedy spadnie śnieg. Ten puch przykrywa wszelkie niedoskonałości naszego miasta. Pod śnieżną kołderką giną śnieci i nierówne drogi. Zupełnie inaczej wygląda dym, wzbijający się z naszych domostw. Jest wtedy taki inny – taki ciepły.  Jest symbolem tego, że gdy wrócimy, nie będziemy marznąć we własnych czterech ścianach…

„Na pociąg do Jasła,
Na wzmiankę, że zgasła,
Na napis: brak masła,
Na starte dwa hasła,
Na flaszki od wódki,
Na tego te skutki,
Na puste ogródki,
Na dzionek za krótki
Na całej połaci śnieg… śnieg… śnieg”

Aż się boję, że gdy stopnieje znów będzie tak szaro….

Tadeusz_1972