Jakoś tak na mareckim forum przygasła dyskusja na temat urzędu pocztowego przy Sportowej. A szkoda. Takiej dawki emocji już dawno nie widziałem. „Szlag mnie chyba trafi, jak coś z tym bastionem socjalizmu nie zrobią, nic nigdy nie mogą znaleźć (…), a najgorsze jest to, że można im skoczyć. Zawsze mogą powiedzieć: jak się nie podoba, to idź pan do konkurencji. Tylko gdzie tej konkurencji szukać”- pytał retorycznie macarthur. Wtórowała mu nicola30. „Ta poczta chyba żyje swoim życiem i rządzi się swoimi prawami. Nigdzie nie ma takiego bardaku jak tam – nic nigdy nie mogą znaleźć, nic nie wiedzą i mam wrażenie, że wcale się nie śpieszą” – pisała nicola30.

W każdym razie wpisy na forum były na tyle „skuteczne”, że gdy miałem wysłać list polecony, zrobiłem to z Warszawy, a nie z urzędu przy Sportowej. Ot tak, na wszelki wypadek. Wtedy jednak przyszło mi do głowy, że nie wszystkie kontrolowane przez państwo instytucje, działające w naszym mareckim otoczeniu, działają źle. Powiem więcej – niektóre funkcjonują – przynajmniej na poziomie relacji z klientem – na w miarę poprawnym poziomie. I pewnie się zdziwicie, gdy powiem Wam, że chodzi mi o miłościwie nam panujący Zakład Energetyczny Warszawa Teren (ZEWT).

Na początku byłem pełen złych przeczuć. Bardzo długo czekaliśmy na podłączenie prądu, a to warunkowało odbiór techniczny budynku i podpisanie aktu notarialnego. „To spółka skarbu państwa, czego tu się od niej spodziewać” – pomyślałem sobie. I na dzień dobry mieli u mnie krechę. Trochę ją zmazali w dniu przeprowadzki. Tak nieszczęśliwie wieczorem była podłączana elektryczna kuchnia, że szlag trafił dwie fazy i trzeba było się dostać do zaplombowanych korków. „Ładny numer” – pomyślałem. Żona nie straciła zimnej krwi, chwyciła za telefon i zaczęła molestować pogotowie energetyczne, żeby ktoś natychmiast przyjechał. Na tyle skutecznie, że nie minęła godzina i charakterystyczny żołty bus ZEWT pojawił się na podwórzu, przywracając nam wiarę w energetyków (oraz oczywiście napięcie).

Potem trzeba było przepisać licznik. Aby to zrobić, czekała mnie pielgrzymka do Wołomina. Odstałem swoje w kolejce do biura, mieszczącego się w obskurnym peerelowskim baraku. Nagrodą za brak wrażeń estetycznych była kompetentna obsługa. Sympatyczna, starsza pani zadała kilka pytań i wyceniła, że mój rachunek wyniesie 120 zł miesięcznie. Mając w pamięci megafaktury z warszawskiego Stoenu byłem naprawdę bardzo zadowolony z takiej prognozy. Tyle, że jak przyszło do płacenia rachunków, okazało się, że blankieciki ZEWT opiewają na niemal dwukrotnie wyższe kwoty niż owe 120 zł. Trochę mnie to rozeźliło. „Znów mają krechę. Dlaczego chcą się kredytować moim kosztem?” – zadawałem sobie retoryczne pytanie.

Takimi dylematami nie trudziła się moja żona, która wzięła sprawy we własne ręce. Po czterech miesiącach okazało się, że prognoza zużycia nijak się ma do stanu rzeczywistego (była oczywiście przesadzona). Wtedy małżonka chwyciła za słuchawkę i – o dziwo – została wysłuchana przez miłą panią z ZEWT, która poinformowała nas, że w związku z przeszacowaniem zużycia nie musimy płacić dwóch kolejnych rachunków.

Buchalterzy z ZEWT są jednak bardzo uparci. Gdy przyszło kolejne zestawienie, ponownie okazało, że mamy płacić ponad 200 zł miesięcznie. Po kilku miesiącach powtórzyliśmy akcję z telefonem. I tu z początku czekała nas niemiła niespodzianka. Zamiast miłej pani w słuchawce pojawił się głos niespecjalnie sympatycznego pana, który życzył sobie przywiezienia pisma lub ewentualnie wysłania faksu! Moją małżonkę nie tak łatwo – jak to się mówi w młodzieżowym slangu – spuścić na szczaw. Po negocjacjach stanęło na e-mailu (dla zainteresowanych: bok12@zewt.com.pl). Na szczęście nie musieliśmy długo czekać na ponowną weryfikację. Otrzymaliśmy zwrotny telefon z informacją, żeby kolejnych faktur również nie płacić.

Ciekaw jestem tylko, czy ZEWT wyciągnie wnioski z dotychczasowych danych licznika i zweryfikuje prognozę naszego zużycia w dół. To byłaby naprawdę miła niespodzianka, w którą jednak nie chce mi się wierzyć. Wszak ZEWT to część Polskiej Grupy Energetycznej, która w tym roku ma wejść na giełdę. A skoro na wejść na giełdę, to musi pokazać dobre wyniki…. Oczywiście sprawę przesadzonych prognoza załatwiłyby nowoczesne liczniki, które same przesyłałyby rzeczywiste dane do centrali dystrybutora. Podobno takie już gdzieś są. Ciekawe tylko, czy dożyjemy ich montażu…

Tadeusz_1972