Trasa Toruńska. Gdy mijam Carrefoura, zaczyna się strefa ciemności. I tak aż do Marek. Kierowca z ulgą wjeżdża na rzęsiście oświetlony wiadukt za centrum handlowym M1. Najpierw ograniczenie do 70 km/h, potem – do 50 km/h. Zwalniam, jak Pan Bóg przykazał, widząc, ile samochodów odbiło się już od metalowej bariery. Od trzech tygodni na łuku, prowadzącym do Piłsudskiego, odruchowo spoglądam w górę. Mój wzrok przykuwa pokrzywiona latarnia, znajdująca się po prawej stronie. Sprawia wrażenie, jakby zaraz miała spaść na maskę auta. Co gorsza, sama lampa również jest niekompletna, a jej część bezradnie zwisa z obudowy. Na wszelki wypadek odbijam lekko samochodem w lewo i zastanawiam się, kto za uszkodzoną latarnię odpowiada – czy Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, czy też nasze miasto.

lampa

Moje wątpliwości rozwiała tajemnicza Iza, która 19 lutego via internet zapytała w tej sprawie gminę. Pytanie było krótkie, treściwe i z pewnym ładunkiem emocjonalnym. „Kiedy zostanie naprawiona lampa latarni oświetlająca wiadukt przy ulicy Piłsudskiego przy zjeździe z Trasy Toruńskiej w kierunku Marek? Czy lampa zostanie naprawiona wtedy, kiedy dopiero spadnie komuś na jadące auto?” – retorycznie pytała Iza. Z odpowiedzią pośpieszył naczelnik mareckiego wydziału inwestycji. Najpierw podziękował Izie za obywatelski sygnał. Potem uspokoił ją, że przegląd lampy wykluczył „zagrożenie bezpieczeństwa drogowego”. Wreszcie obiecał, że lampa zostanie naprawiona na początku przyszłego tygodnia. Czyli którego? Bo dziś (9 marca) lampa dalej smętnie zwisa.

Może urzędnik zapomniał o sprawie, może firma remontowa dała plamę. Nie mnie tłumaczyć, dlaczego lampy nie naprawiono. Mam jednak prawo do smutnej refleksji. Nie tak powinniście traktować sygnały od obywateli – niezależnie, czy są to sprawy małe, czy duże. Pamiętajcie, że z waszej pracy pośrednio będziecie rozliczani za rok w wyborach samorządowych. Za to głosów na pewno wam nie przybędzie.

Tadeusz_1972