Temat placu zabaw dla dzieci towarzyszy nam od chwili przeprowadzki do Marek. Właśnie kończy się kalendarzowa zima i sprawa znów staje się aktualna. W Warszawie sprawa była prosta. Na niemal każdym osiedlu znajdował się zestaw obowiązkowy: huśtawka, karuzela i piaskownica. Gdy komuś marzyły się większe atrakcje, pakował ekipę do samochodu i wybierał się na wycieczkę do Parku Ujazdowskiego, Ogrodu Saskiego czy Krasińskich.

W Markach (przynajmniej tych, które poznaliśmy przez ostatnie dwanaście miesięcy) sprawa nie jest już taka prosta. Świadczy o tym stale powracająca dyskusja na mareckim forum i ostatni wpis justyny9926. „Mieszkam w okolicy ul. Granicznej, gdzie z miesiąca na miesiąc jest budowanych coraz więcej domów (…). Naprawdę dzieci nie mają co robić. Wiem, że te domy, bloki są budowane przez prywatnych inwestorów, ale chodzi mi o to, że liczba dzieci wzrasta, a nic ciekawego dla nich nie ma w okolicy. Może jakieś pismo do burmistrza by złożyć, a może już ktoś składał?” – bezradnie pyta justyna9926.

Najpierw napiszę coś, co pewnie wielu z wam się nie spodoba. To wy musicie wykazać się inicjatywą. Nie możecie się jednak ograniczać do pisania petycji do burmistrza i biernego oczekiwania. Jeśli macie wolny placyk przed blokiem czy osiedlem domków jednorodzinnych, spróbujcie się dogadać z sąsiadami, zrobić zrzutkę i postawić dzieciakom jedną-dwie podstawowe zabawki. Mam nadzieję, że w tym roku sfinalizujemy właśnie takie przedsięwzięcie na naszym osiedlu. Nawet zaczęliśmy w ubiegłym roku odkładać na ten cel pieniądze, by na wiosnę – daj Boże – sfinansować budowę placyku zabaw.

Nie oznacza to jednak, że miasto ma umyć ręce. To byłoby zbyt proste. Marzy mi się w Markach solidny, główny plac zabaw dla dzieci – z różnymi zestawami sprawnościowymi, huśtawkami, piaskownicami, ławkami dla rodziców, parkingiem i toaletą. Plac ulokowany w ocienionym przez stare drzewa miejscu – gdzieś w sercu miasta, ale jednocześnie oddalony od ul. Piłsudskiego, gdzie nie słychać motoryzacyjnego hałasu i nie czuć spalin. Plac z małym barkiem, gdzie rodzice mogą kupić pociechom lody, napój czy gofra (oczywiście bez piwa). Marzy mi się wreszcie plac zabaw, który – podobnie jak Park Ujazdowski – jest chroniony przez 24 godziny. To, co ostatnio zrobiono z zestawami dziecięcymi przy Sportowej (patrz – fotostory na stronie marki.net.pl), woła o pomstę do nieba i utwierdza mnie w przekonaniu, że na ochronę li tylko ze strony niebios nie ma co liczyć.

Panie burmistrzu, który kawałek ziemi można oddać dzieciom we władanie? Gdzie może zaistnieć takie miejsce w Markach? Prosimy w ich imieniu o plac zabaw z prawdziwego zdarzenia.

Tadeusz_1972 & Żona