Jadąc z Białołęki do Marek ul. Kościuszki zauważyłem, że za siedzibą kancelarii podatkowo-księgowej Skłodowscy (nowy, duży budynek z oddziałem BZ WBK na parterze) rozpoczęto kolejną inwestycję.  Skala nieduża, ale zawsze cieszy, że ktoś mimo zwalniającej gospodarki decyduje się uruchomić nowe przedsięwzięcie. Nie miałem specjalnie dużo czasu, żeby się budowie przyjrzeć, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że w Markach powstanie nowa, samoobsługowa myjnia samochodowa (koszt 250-500 tys. zł). I mam wrażenie, że może to być strzał w dziesiątkę.

Kilka lat temu na warszawskim Bródnie prekursorem tego typu przedsięwzięć był Niebieski Słoń przy ul. Wysockiego. Przyznam – nigdy z niego nie skorzystałem. Wolałem wybrać się na myjnię automatyczną, zapłacić i w trakcie szorowania powłoki lakierniczej posiedzieć w ciepłym samochodzie. Pewnie tkwiła też we mnie irracjonalna obawa przed nowością. Przełom nastąpił – a jakże – w Markach. Pomógł mi fakt, że zimą źle zaparkowałem przy jednej z zasp i uszkodziłem plastikowe części błotnika. W tej sytuacji nie mogłem już wykpić się i pojechać na myjnię automatyczną. Raz kozie śmierć – pomyślałem. Wsiedliśmy z żoną do brudnego jak nieboskie stworzenie samochodu i podjechaliśmy na stację paliw przy Fabrycznej. Mieliśmy szczęście. Akurat do samoobsługowej myjni nie było dużej kolejki, a miła pani z obsługi opowiedziała nam, jak to zrobić i ile pieniędzy przeznaczyć. Przynajmniej mniej zapłacę – pomyślałem.

To był ten pierwszy raz. W ten sposób stałem się regularnym klientem myjni przy Fabrycznej. Choć później za każdym razem musiałem stać w kolejkach, potraktowałem to jako fascynującą okazję do obserwacji i rozmowy z innymi oczekującymi. Najczęściej spotykane osoby? Młodzi faceci (niekoniecznie w dresach) w starych samochodach BMW. Zwykle można ich zobaczyć w sobotę – przed imprezami. Pucują (dla dziewczyn?) maszyny, ile wlezie. Inna kategoria użytkowników – zamożni. Tych oczywiście można rozpoznać po marce samochodu, długości mycia (oj, długooooo) i błyszczących ozdobach (na szyi bądź palcu). Nie jest to też typowo męskie zajęcie. Do myjni przyjeżdżają również kobiety. Te młodsze – robią to samodzielnie, te mniej młodsze (jeśli akurat nie ma męża czy partnera pod ręką) – zapraszają kogoś z obsługi, dyskretnie wrzucając im do kieszeni napiwek. A jeśli ktoś się śpieszy, nie warto ustawiać się za samochodami dostawczymi. Ich kierowcy są bardzo sumienni i poświęcają mnóstwo czasu na wypucowanie blach.

I tak się ten biznes kręci. Dlatego nowa myjnia przy Kościuszki, położona wszak przy dość ruchliwej ulicy, może odnieść sukces. I trochę rozładować korki na stacji przy Fabrycznej…

Tadeusz_1972

myjnia