Jestem fanem prasy lokalnej. Ba, chłonę ją jak gąbka. Ma, owszem, swoje wady, ale bardzo często – jak Pan Bóg przykazał – trzyma rękę na mareckim pulsie. Tym razem w moje ręce wpadł nowy numer „Informacji z ratusza”, a szczególną uwagę przykuł artykuł poświęcony budowie nowego gimnazjum. Przez chwilę pomyślałem – moje dzieci chodzą dziś do przedszkola, więc, kto wie, za kilkanaście lat być może pójdą do nowej szkoły. Ale im więcej czytałem na jej temat, tym więcej miałem wątpliwości. Tym bardziej, że sprawa tej gminnej inwestycji zaczyna przypominać brazylijski serial.

Nikt nie ma wątpliwości, że gimnazjum, które dziś funkcjonuje w Pałacyku Briggsów (czyli marecka jedynka), powinno znaleźć nową siedzibę. Brak sal i konieczność prowadzenia zajęć w sąsiedniej parafii to wystarczające uzasadnienie do wyprowadzki. Kilka lat temu zdecydowano, że nowa szkoła powstanie przy ul. Wspólnej. Gmina dysponowała tam sporym kawałkiem gruntu, na którym miały powstać gimnazjum, boiska, hala widowiskowo-koncertowa i hala gimnastyczna. Jednym słowem – full wypas. Fakt – radni dziś przyznają, że już wtedy lokalizacja wzbudzała kontrowersje (ponoć za bardzo wysunięta na północ), ale i tak sprawy zaszły dość daleko. W ubiegłym roku wybrano firmę Portal, która mała przygotować za 1,2 mln zł stosowny projekt. Miała, ale nie przygotuje. Na przełomie roku miasto kupiło bowiem grunt w południowej części Marek od prywatnego inwestora. Wtedy nasze władze doszły do wniosku, że chyba lepiej będzie wybudować nowe gimnazjum przy Żeromskiego, a nie przy Wspólnej. W efekcie przetarg na projekt został unieważniony i wszystko trzeba zaczynać od nowa.

Byłem ciekaw uzasadnienia decyzji. Okazuje się, że miasto doszło do wniosku, iż skoro budownictwo mieszkaniowe rozwija się w południowej części Marek, to i tam należy zbudować gimnazjum. „Trudne warunki lokalowe gimnazjum nr 1 od lat są przyczyną, dla której znaczna grupa młodzieży z obwodu tej szkoły wybiera realizację obowiązku szkolnego w Warszawie lub okolicznych miejscowościach. Wyborowi takiemu sprzyja to, że większość rodziców tej młodzieży zatrudniona jest w Warszawie. W interesie wspólnoty samorządowej miasta jest zahamowanie tego procesu, co można osiągnąć przez dogodne z punktu widzenia komunikacyjnego położenie nowej siedziby gimnazjum nr 1. Zlokalizowanie jej w północnej części miasta procesu tego nie tylko nie zahamuje, ale z pewnością go pogłębi” – czytamy w stanowisku rady miasta, podpisanym przez przewodniczącą Marię Przybysz-Piwko.

I tu się zaczęły moje wątpliwości. Nie ukrywam – wynikają z osobistych doświadczeń. Moja matka nie puściła ani mnie, ani mojej siostry do najbliższej, co tu dużo gadać, kiepskiej podstawówki. Stanęła na głowie, abyśmy trafili do lepszej, państwowej szkoły. Także liceum wybrałem spoza mojej dzielnicy. Postawiłem na takie, które cieszyło się zasłużoną renomą. Dlatego niczym adwokat diabła pytam – czy rzeczywiście lokalizacja szkoły jest najważniejsza? Czy przypadkiem o wiele ważniejsza dla rodziców nie będzie jakość jej nauczania? Owszem – wygoda dojazdu to zaleta. Ale czy to ona powinna decydować o lokalizacji szkoły? A może raczej należy skupić się na szybszej budowie obiektu, a następnie kreowaniu prestiżu placówki?

Żeby nie było niedomówień – w głoszeniu takiego poglądu nie mam żadnego interesu. Mieszkam w południowej części Marek i pewnie byłoby mi wygodniej jeździć z dziećmi na Żeromskiego niż na Wspólną. Ale mimo tego dochodzę do wniosku, że miasto najpierw powinno zapytać rodziców, co jest dla nich najważniejsze. O ile mi wiadomo, takiego badania nikt nie przeprowadził. A przecież wystarczyłoby przygotować stosowną ankietę, wysłać kilkunastu uczciwych i łebskich studentów na wywiadówki do pierwszych klas podstawówki i przepytać rodziców. Może wówczas okazałoby się, że władze miasta mają rację? Niemniej warto to sprawdzić. Dlatego zapraszam do internetowej sondy.

 

Jednym z argumentów, zdaniem rajców przemawiających za zmianą, jest także ograniczenie kosztów. „Zakres inwestycji będzie mniejszy i nie będzie odpowiadał zakresowi inwestycji przy ul.Wspólnej (…). W sytuacji postępującego kryzysu finansowo-gospodarczego (…) uzasadnione jest ograniczenie inwestycji do RZECZYWISTYCH potrzeb” – czytamy w stanowisku rady. Już nie będę się wyzłośliwiać, że poprzednie potrzeby były w takim razie nierzeczywiste. Rzecz jest w czym innym. Zmiana lokalizacji ewidentnie powoduje, że rozpoczęcie budowy gimnazjum się opóźni. Co do tego nikt chyba nie ma wątpliwości. A przecież chcemy szybko wyprowadzić młodzież z Pałacyku Briggsów (który – wraz z fabryką – ma trafić w ręce prywatnego inwestora). Im później zaczniemy budować gimnazjum, tym większe poniesiemy koszty. Jeszcze w tym i w przyszłym roku firmy budowlane – właśnie z powodu kryzysu (czy, jak wolę mówić, spowolnienia gospodarczego) będą się zabijać o gminne inwestycje, ograniczając cenowe apetyty. Za dwa lata sytuacja na rynku może się już poprawić i trudno będzie uzyskać stawki, jakie dziś można wytargować. Oby nie było tak, że późniejsza budowa mniejszego gimnazjum będzie niewiele tańsza od szybszej budowy większego gimnazjum przy Wspólnej…

Tadeusz_1972