Pamiętacie jedną z pierwszych scen „Misia”? Świętej pamięci Bogusław Pawlik (w roli Stuwały) wchodzi do sklepu i mówi: „Pani da dwa misie, tego rudego i tego w czerwonej czapeczce”. W odpowiedzi słyszy od pochylonej nad zupą sprzedawczyni kultowe zdanie „Jem przecież”. Piękny obrazek z Peerelu, który i w dzisiejszych czasach – choć może w mniej jaskrawej formie – może się każdemu z nas przytrafić. Kiedy zamieszkałem w Markach, zdarzyło mi się raz usłyszeć coś bliźniaczo podobnego w jednym z lokalnych sklepów. Całe szczęście, że był to odosobniony wypadek.

 

Dziś napiszę o całkiem sympatycznej historii, jaka zdarzyła mi się w serwisie motoryzacyjnym przy Okólnej. W ubiegłym tygodniu z przerażeniem stwierdziłem, że wypożyczone z pracy auto nie ma państwowego przeglądu technicznego. Gdzie go zrobić? Ano gdzieś blisko. Dla osoby, która nie zna dobrze usługowej mapy Marek, znalezienie takiego serwisu to mały kłopot. Z odsieczą pośpieszyła żona. Słuchaj  mówi – a przy Piekarni Szwajcarskiej nie ma takiego punktu? Wtedy przypomniałem sobie, że zwiedzając industrialną część naszego miasta zapamiętałem serwis Automark przy Okólnej. Włączyłem komputer, znalazłem za pośrednictwem Google jego stronę internetową i namiary. Sięgnąłem po słuchawkę telefonu i usłyszałem bardzo miły, profesjonalny, kobiecy głos po drugiej stronie aparatu. Pani dokładnie i z ogromną kulturą odpowiedziała na wszystkie pytania. Tylko raz udało mi się trafić (serwis, nie panią) w czuły punkt. Okazało się, że firma nie przyjmuje płatności kartami. Ale od razu usłyszałem też możliwość rozwiązania problemu. „Niedaleko nas, przy ulicy takiej a takiej znajduje się bankomat, gdzie może pan wziąć gotówkę” – powiedziała moja rozmówczyni.

 

Następnego dnia przemknąłem się przez Marki na Okólną. Na szczęście nie musiałem stać w kolejce, co często zdarzało mi się w analogicznym punkcie w Warszawie przy Staniewickiej. Pracownik serwisu wziął ode mnie kluczyki i sprawnie załatwił sprawę bez mego udziału. Tych, którzy mają niesprawne auta i liczą na łut szczęścia przy przeglądzie, ostrzegam: był bardzo drobiazgowy. Do tego stopnia, że sprawdził nawet datę ważności gaśnicy, co mi się na wcześniejszych przeglądach w stolicy  nie przydarzało.„Niedługo mija termin, ale może ją pan zalegalizować za kilka złotych w Warszawie przy Marcinkowskiego”- doradził mi pracownik serwisu.  

 

Dlaczego o tym piszę? Ano z dwóch powodów. O pierwszym już wspomniałem. Lubię profesjonalizm przy obsłudze klienta. Ujęto mnie grzecznością i sprawnością działania (choć zastrzegam – nie wiem, jak Automark się spisuje w roli klasycznego serwisu samochodowego). Drugi powód jest stricte ekonomiczny. Czasami zdarza Wam się pewnie usłyszeć hasło „Dobre, bo polskie”. A może warto byłoby je lekko zmodyfikować i na naszym lokalnym gruncie powiedzieć „Dobre, bo mareckie”? Nie jestem ortodoksem w tej sprawie, ale jeśli mam dwa porównywalne produkty bądź usługi, w podobnych cenach, staram się wybrać te z Marek. To – moim zdaniem – forma gospodarczej, lokalnej solidarności nie tylko z lokalnym przedsiębiorcami, ale także ich pracownikami, którzy dzięki moim i Waszym pieniądzom mogą się cieszyć stałym zatrudnieniem.

 

Tadeusz_1972