Marki mają ten przywilej, że stykają się z lasami. Czasami biegam przy wschodniej granicy miasta, ciesząc się ze świeżego i czystego powietrza. Przeszkadza mi, że lasy mareckie są regularnie zaśmiecane, ale naiwnie wierzę, że kiedyś ludzie (może następne pokolenie?) staną się świadomi, iż nie jest to wysypisko śmieci.

Do tego czasu lasy muszą fizycznie dotrwać. Nie jest to wcale pewne, bo przed zielonymi połaciami pojawia się stare i powracające niczym bumerang niebezpieczeństwo – groźba podpalenia. Tak było niedawno w rejonie kompleksu leśnego Horowa Góra. 57-letni Bogdan S. musiał się chyba w czwartkowy wieczór bardzo nudzić, skoro – jak wynika z relacji przedstawicieli sił porządku – podpalał ściółkę leśną. Szczęście w nieszczęściu, że w pobliżu znajdował się jeden z leśników, który uratował sytuację. Oddajmy zresztą głos policjantom: „Dyżurny komisariatu policji w Markach w ubiegły czwartek kilka minut po 21 otrzymał informację o zatrzymaniu w rejonie kompleksu leśnego Horowa Góra w Markach mężczyzny, który dokonał w krótkich odstępach czasu podpalenia ściółki leśnej w co najmniej dwóch sektorach lasu. Zatrzymania starszego mężczyzny dokonał podleśniczy Nadleśnictwa Drewnica, który na miejsce wezwał również straż pożarną. Dzięki błyskawicznej akcji służb ratowniczych nie doszło do poważnego pożaru. Przybyły na miejsce biegły oszacował, że spaleniu uległo poszycie leśne na łącznym obszarze około 250 mkw.” – głosi policyjny komunikat.

Co w tej historii jest najbardziej istotne? Bogdan S. już poniósł konsekwencje. Policja przedstawiła mu zarzuty – tu zacytuję – „sprowadzenia pożaru zagrażającemu życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu o wielkich rozmiarach”. Sąd w Wołominie zdecydował o jego tymczasowym aresztowaniu. Bogdan S. spędzi przynajmniej dwa miesiące na państwowym wikcie. Przynajmniej, bo grozi mu nawet do 10 lat odsiadki.

 Tadeusz_1972