Napoleon miał mawiać, że są kłamstwa, wielkie kłamstwa i statystyka. Wielki Francuz nie zawsze miał jednak rację, więc mam nadzieję, że ostatnie badania, jakie przeprowadził Ipsos, dobrze oddają ducha naszego narodu. Kilka razy wspominałem na blogu o kryzysie, który przewędrował z Ameryki i spowił Europę. Bardzo się bałem, że mocno oberwie się Bogu ducha winnej Polsce i – przyznaję uczciwie – byłem w tej materii pesymistą. Wygląda na to, że mimo wszystko wychodzimy ze światowych turbulencji (przynajmniej na razie) obronną ręką. To pewnie także Twoja zasługa, drogi czytelniku.

Dlaczego? Odpowiedź przynoszą badania statystyczne. Otóż w ubiegłym tygodniu mój ulubiony portal finansowy pb.pl opublikował kwietniowe badania nastrojów konsumentów. To swoisty barometr opisujący ekonomiczne nastroje Polaków. Nie będę Was zanudzał danymi, więc od razu przejdę do meritum. – Polacy dużo częściej niż w marcu spodziewają się poprawy sytuacji gospodarczej w ciągu najbliższych 12 miesięcy – konkludują autorzy raportu. Dowodami na obronę tej tezy są mniejsze obawy przed wzrostem bezrobocia (które – nie czarujmy się – jeszcze będzie rosnąć) oraz wzrost skłonności do zakupów. To znak, że słowo „kryzys” nie paraliżuje nas przed wydawaniem pieniędzy, co pozytywnie przekłada się na całą gospodarkę: na nas (w większości utrzymujemy miejsca pracy), nasze firmy (mogą liczyć na dopływ zamówień) czy budżet państwa (choć wcale z tym ostatnim różowo nie jest).

Co to wszystko ma do Marek? Mam nieodparte wrażenie, że badania Ipsosu mogą odzwierciedlać ducha obywateli naszego miasta. Widzę to po moich sąsiadach. To, paradoksalnie, obserwacja z 1 maja. Ci sąsiedzi, którzy pozostali w mieście, zamiast urządzić sobie wielkie leniuchowanie, z reguły wzięli się za wykonywanie prac wszelakich, które uprzednio wymagały wydatkowania pieniędzy. Przykład? Sąsiad kupił terakotę i klej do glazury, po czym od siódmej rano do siódmej wieczorem w Święto Pracy układał płytki na tarasie. Z całkiem – jak się później okazało – przyzwoitym efektem. Inny sąsiad postanowił wyremontować pokój. Zdarł stare tynki i pewnie do końca długiego weekendu jego ściany nabiorą świeżości. Remontowe pomysły miało pewnie więcej osób. Gdy w pierwszy, wczesny, majowy poranek  jechałem rowerem przez miasto, starsi państwo z zapałem kładli farbę na starą, zniszczoną bramę.

Trzymam kciuki za wszelkie remontowe prace w Markach, zwłaszcza te na zewnątrz Waszych mieszkań i domów. Jeśli się za nie zabierzecie, często podziałacie mobilizująco na sąsiadów, którzy – zazdroszcząc Wam pozytywnych zmian – sami zakasają rękawy i wezmą się do prac porządkowo-inwestycyjnych. Zyskacie Wy (będzie Wam przyjemniej), zyska miasto (poprawi się jego wygląd). No i gospodarka będzie się kręcić.

Tadeusz_1972