W niedzielne popołudnie spotkałem się na Białołęce z przyjaciółmi z czasów podstawówki i uniwersytetu. Miła rozmowa, znakomita kuchnia, za oknem widok na Marki. Od słowa do słowa i okazuje się, że jeden ze znajomych mieszka w naszym mieście. Próbowałem go podpytać, co sądzi o Markach. „Tak naprawdę to tu tylko sypiamy” – taki wniosek płynął z naszej rozmowy. Bo mieszka tuż przy granicy z Warszawą, bo jest zameldowany w Warszawie, bo pracuje w Warszawie, bo dziecko pójdzie do szkoły w Warszawie, bo na imprezy kulturalne jeździ do Warszawy. Namówiłem go, by poszukał w pamięci, co go łączy z Markami. Po chwili przyszedł mu do głowy dobry sklep rowerowy przy Piłsudskiego. Potem jeszcze konieczność korzystania z Poczty przy Sportowej. Niedużo…

Rodowici obywatele Marek będą pewnie się tym denerwować. „No bo co nam po takim mieszkańcu? Nie jest zameldowany, miasto nie inkasuje od niego części dochodów z PIT, a niszczy nasze ulice” – niejeden z Was pomyśli. Moim zdaniem, to raczej powód do zmartwień niż do zdenerwowania. Mamy wolność wyboru, a ludzie sięgają po korzystniejszą ofertę. I dlatego (tu Wam podpadnę) rozumiem stanowisko mego znajomego. Ale też nie składam broni i zastanawiam się, co zrobić, żeby Marki spróbowały przeciągnąć jego oraz tysiące nieformalnych mieszkańców na swoją stronę? Bo dobre słowo i zachęta burmistrza, napisana na odwrocie podatku od nieruchomości, nie wystarczą.

Sprawę udziału w miejskim życiu można sprowadzić do dwóch wymiarów: administracyjnego (np. meldunek) i rzeczywistego. Już z tym pierwszym mogą być kłopoty, choć chodzi o drobne sprawy. Na przykład taka wymiana dowodu rejestracyjnego i paszportu. Tego się nie da zrobić w Markach. Pal licho, że trzeba za to płacić. Gorzej, że trzeba brać dzień urlopu i pędzić do Wołomina. Wielu ekswarszawiaków to zniechęca. Tymczasem miastu uciekają się tylko wpływy z podatku PIT, ale i potencjalni wyborcy, którzy mogliby się zainteresować problemami miasta i wkroczyć w jego życie przy okazji choćby wyborów samorządowych. Tu dygresja – jakimś dowodem generalnej inercji obywateli są wyniki wyborów samorządowych z 2006 r. Wystarczyło bowiem (przy podpięciu się na dobrą listę) nawet mniej niż 100 głosów, by zostać radnym! W mieście, które dziś mieszkają 24 tys. osób!

Druga kwestia to rzeczywisty udział w życiu miasta. Tu – wydaje mi się – kluczem jest sprawa jakości wszelkiego rodzaju usług, z jakich korzystamy: począwszy od odpowiedniej obsługi na poczcie, a skończywszy na poziomie nauczania naszych dzieci. Piłeczka jest nie tylko po stronie samorządu, ale także nas samych – obywateli miasta. Jeśli zaczniemy je poprawiać i polepszać, z czasem osoby, które traktują Marki jako sypialnię, zaczną wciągać się w ich życie. Zacznie się od spacerów z dziećmi na nowy plac zabaw, a skończy… – no właśnie… Oby energia i pomysły „nowych (nie)markowych” zostały spożytkowane…

Tadeusz_1972

PS. Jestem zszokowany tym, co przeczytałem dzisiaj na mareckim forum, a co się wiąże z dzisiejszym wpisem. Oddaję głos bei:

Czy wydział komunikacji w Wołominie ma szanse na tytuł najgorszego w Polsce? Moim zdaniem tak. A oto dlaczego. Chciałam ci ja dzisiaj przerejestrować samochód. Przyjeżdżam do wydziału komunikacji, a tu przy wejściu automat z numerkami do kolejki. OK… Normalka, wszędzie teraz takie są. Ale obok kartka, że do automatu trzeba się rejestrować w pokoju obok. Myślę sobie – niedobrze, pachnie Orwellem. Rejestracja do automatu z nr – paranoja. Miły pan zajmujący się ową rejestracją proponuje mi termin za trzy godziny. Jako, że jestem z Marek, oznacza to trzygodzinne czekanie lub przyjazd drugi raz. Czy ktoś z dobrze poinformowanych mieszkańców Wołomina może mnie poinstruować po co to wszystko?
Mam propozycję dla dyrektora wydziału komunikacji. Może tego pana zajmującego się rejestracją zatrudnić w nowym okienku do obsługi petentów, wtedy kolejki się zmniejszą i nie będzie potrzebna żadna rejestracja, a ów miły pan będzie wykonywał konkretną robotę zamiast zajmować się pierdołami. A petenci nie będą musieli kilka razy przyjeżdżać, żeby jedną sprawę załatwić. Bea

Czy naprawdę nie można otworzyć komunikacyjnego okienka w Markach? Nie wiem, czy jest to prawnie możliwe, ale jeśli tak, to dla chcącego nic trudnego.