Dawno nie pisałem o miejskim monitoringu. O sprawie przypomniałem sobie przy przygotowywaniu ostatniego wpisu na blog, dotyczącego napadu, dokonanego na rogu Fabrycznej i Piłsudskiego. Na młodego faceta napadło dwóch agresorów, przydusiło go do ziemi i zabrało aparat telefoniczny. Gdyby kamery już były zainstalowane (a jedną z nich przewidziano w tamtym punkcie), byłaby szansa na szybszą interwencję policji. A tak napadnięty musiał iść na komendę i dopiero potem siły porządku przystąpiły do – jak się potem okazało – skutecznej akcji.

Zajrzałem więc do dokumentacji przetargowej (bip.marki.pl), czy już został wybrany wykonawca zamówienia. Pierwotnie terminem otwarcia ofert był 20 kwietnia. Sprawa się jednak znacznie przedłużyła. Oferenci mieli mnóstwo pytań. Najpierw termin rozstrzygnięcia przełożono na 4 maja, potem na 17 maja. Koperty podobno już otwarto i – jak wynika z nieoficjalnych informacji – najtańsza oferta przekraczała budżet zaplanowany przez miasto. O ile na wykonanie pierwszego etapu monitoringu Marki zaklepały sobie w budżecie ponad 0,5 mln zł, to „najmniej pazerny” wykonawca winszuje sobie 0,7 mln zł.

Teraz piłeczka jest po stronie władz miasta. Nie jestem specem od zamówień publicznych, ale możliwe są przynajmniej dwa rozwiązania: unieważnienie postępowania lub zwiększenie budżetu i wykonanie zamówienia. Wolałbym to drugie rozwiązanie i mam nadzieję, że tak postąpią nasi włodarze.

Tadeusz_1972