W ostatnim, kwietniowym numerze „Gazety Mareckiego Stowarzyszenia Gospodarczego” wypatrzyłem fenomenalne zdjęcie, opatrzone tytułem „Lekcja historii po marecku”. Otóż na ścianie starej kamienicy jeden pod drugim wisiały dwa szyldy – pierwszy, jeszcze peerelowski z nazwą „ul. Świerczewskiego” i drugi, ewidentnie postpeerelowski z nazwą „Marszałka Józefa Piłsudskiego”. Cóż – pomyślałem – mamy w ten sposób pełny pluralizm w postrzeganiu dziejów ubiegłego stulecia.

Tak naprawdę zdjęcie w „Gazecie Mareckiego Stowarzyszenia Gospodarczego”  jest dla mnie pretekstem do poruszenia sprawy, o której myślę od kilku tygodni. Chodzi o tzw. identyfikację wizualną miasta. Duże aglomeracje coraz częściej starają się wprowadzać jednolity wzór szyldów – z jednej strony symbol porządku i jedności, z drugiej pożyteczne narzędzie dla mieszkańców. Tak jest z Warszawą, która od kilku lat promuje charakterystyczne niebiesko-czerwone tablice z białymi napisami, które – trzeba przyznać – są eleganckie i czytelne.

Jak jest z Markami? W naszym przypadku trudno mówić o identyfikacji wizualnej. Podróżowałem trochę rowerem po mieście i z grubsza wyodrębniłem trzy rodzaje szyldów. Miasto ma własny wzór. To charakterystyczne, żółte tablice z czarnymi napisami, czasami opatrzone godłem. Najczęściej są montowane na skraju ulic (patrz poniżej).

 mareckie

 

O wiele częściej spotyka się tablice, pamiętające jeszcze miniony system polityczny. Większość nazw po 1989 r. nie budziła kontrowersji, dlatego nikt nie próbował ich zdejmować i pewnie długo jeszcze będą wyznaczać szlaki mieszkańcom Marek i ich gościom. Tak jak ten szyld, upamiętniający słynną  postać z „Pana Tadeusza„.

 staremareckie

 

Coraz częściej w Markach pojawia się trzeci typ tablic. Z przymrużeniem oka określiłem go mianem „tęsknoty za Warszawą”. To niemal kopia szyldów, jakie montowane są dziś w stolicy. Najczęściej widać je na nowych domach – pewnie postawionych właśnie bądź kupionych przez ekswarszawiaków. Jedyna różnica jest taka, że na czerwonym pasku – zamiast „Targówek” – pojawia się napis „Marki”. Złośliwi dziś twierdzą, że gdy już Warszawa wchłonie nasze miasto, takie szyldy będą jak znalazł. 

warszawskie 

Ten pluralizm w szyldach (albo jak kto woli bałagan) potrwa pewnie jeszcze wiele, wiele lat. Ale – jeśli chcemy zachować marecką odrębność i tożsamość – symbolicznie wybierzmy miejski wzór – żółtych tablic z czarnymi napisami… Nawet, jeśli nam się bardziej podoba warszawski wzorzec.

Tadeusz_1972