Wieczorem zajrzeliśmy na mareckie forum i przeczytaliśmy post, który moją żonę i mnie najpierw zaszokował, a potem bardzo zasmucił. CPH napisał(a), że w nocy z posesji przy ulicy Granicznej zniknął domek do zabawy. I to w przededniu Dnia Dziecka. Jakim trzeba być zwyrodnialcem (to najłagodniejsze określenie, jakie ciśnie nam się do ust), by psuć dzieciakom w ten sposób ich święto?  „Boże, jak byście widzieli dziś rano ich zapłakane oczy i to jeszcze w taki dzień jak dzisiaj; to chyba najsmutniejszy Dzień Dziecka w ich dotychczasowym krótkim życiu” – pisze CPH. Nóż sam się w kieszeni otwiera. Autor postu z mareckiego forum przestrzega Was przed osobami, które zaoferują taki domek (http://www.smoby.com/fileadmin/templates/smoby/produits/outdoor/Z/310157_Z.jpg). Prosi też o kontakt e-mailowy (cph@gazeta.pl), gdyby próbowano komuś z Was wcisnąć okazyjną„ofertę”. Jak pisze, policja została już zawiadomiona.

A ja pokuszę się przy tej okazji o jeszcze inną refleksję. Widziałem kilka miesięcy temu zniszczony, publiczny plac zabaw przy Sportowej. Tego typu miejskie inwestycje trzeba po prostu porządnie ogrodzić i objąć monitoringiem. Skoro miasta stać na chronienie czynnego dwa razy w tygodniu i ogrodzonego targowiska, to chyba możemy taką sama przysługę wyświadczyć najmłodszym? Prawda?

 Tadeusz_1972