W piątek rankiem wszystkie drogi prowadzą na Paderewskiego. Kilka razy próbowałem przekonać się na własne oczy, jak działa miejskie targowisko, ale zwykle miałem pecha, bo nie trafiałem w handlowe dni. Przy kolejnej, nieudanej próbie trafiłem jednak na dwóch sympatycznych panów, którzy wyjaśnili mi, że trzeba się tutaj pofatygować we wtorek lub piątek.

Tu drobna dygresja. Moja żona lubi robić zakupy na targowisku. Powód wydaje się oczywisty. Większość drobnych handlowców dba o to, by wystawiony przez nich towar był dobrej jakości  i świeży. I dlatego moja lepsza połowa jeździ na bazar – tyle że na Bródno. Pojechałem więc w piątek rano na targowe, mareckie przeszpiegi. Szczerze przyznaję – nie liczyłem na zbyt wiele. Zakładałem, że na placu targowym znajdzie się kilka, kilkanaście samochodów, które będą sprzedawać głównie owoce i warzywa. I bardzo się pomyliłem. W piątek przed południem handlowe serce Marek przenosi się właśnie na Paderewskiego. I to nie tylko na bazar, ale i przyległe ulice! Przez chwilę przypominało mi to targ w Krościenku nad Dunajcem, który regularnie w odwiedzałem  w ubiegłoroczne wakacje. Szybko sobie jednak uświadomiłem różnicę – tam wszystko organizowano na żywioł, nie dysponując żadną infrastrukturą. Na dodatek sprzedawano głównie towary przemysłowe.

W Markach – przynajmniej w ubiegły piątek – miałem do czynienia z handlową równowagą. Owoce, warzywa, mleko, jajka, ciasta, sery, mięso, wędlina, ubrania, kwiaty, zabawki – dla każdego coś miłego. Część stoisk to pełny profesjonalizm, część – wspomnienie peerelu. Obok siebie stoją starszy pan z siekierą w ręku przy stoliku turystycznym, na którym wykłada porąbane kawałki mięsa, oraz czyściutki samochód z lodówką, w której sympatyczna pani zachęca do zakupu wieprzowiny bez kości. Obok siebie stoją pan z metalową bańką mleka i z lejkiem do nalewania oraz pani, która – oprócz mleka w kartonach – sprzedaje całą paletę produktów nabiałowych. Zapomniałbym o panu, który sprzedaje ziemniaki i który podświadomie chyba czuje, co to marketing. Nie zmieścił się przy Paderewskiego i na Jasnej przystanął sfatygowanym dostawczakiem. Chyba pewnie miał w tyle głowy hasło „Dobre, bo polskie”, bo na kawałku tektury reklamował ziemniaki jako produkt z własnej uprawy, próbując odbić rynek  bliźniaczym produktom z Cypru czy Grecji.

Handel umiera, ludzie przenoszą się do hipermarketów” – zawyrokowała jedna z pań, która sprzedawała ubrania tuż przed wejściem na plac targowy. Próbowałem ją przekonać, że wcale tak być nie musi i po chwili dyskusji przyznała, że część ludzi rzeczywiście przedkłada zakupy na bazarze ponad sprawunki w sieciach handlowych. Ale przyszła mi do głowy inna refleksja. Plac przy Paderewskiego tętni życiem przez dwa dni w tygodniu do południa. Przez pozostałe jest niewykorzystany. Z targowych rozmów wynika, że podobno w martwe dni ma się stać terenem dla nauki jazdy. Trochę szkoda, że tylko tak próbuje się go wykorzystać. Potrzebny jest dobry pomysł na ciekawą, na przykład sobotnią giełdę – coś, co stałoby się charakterystycznego dla Marek. Targ staroci? Tekstylny outlet pod chmurką? Giełda kwiatowa? Może ktoś z Was ma jakiś pomysł?

Tadeusz_1972

Tytułowa targowa inicjacja tak naprawdę nie nastąpiła. W piątek niczego nie kupiłem. Ale być może już w ten wtorek wybiorę się,  by kupić prawdziwe jaja. Wiejskie…

Reklamy