Aktywo niepracujące. Trudny termin? Bynajmniej. Mowa o majątku firmy, który – choć powinien – nie przynosi im dochodu. Choć Marki to nie przedsiębiorstwo, to jednak ma takie aktywo niepracujące. No, może pracujące na jedną trzecią gwizdka. To bazar przy Paderewskiego. Ktoś się pewnie oburzy – zaraz, zaraz…. Jakie aktywo niepracujące? Przecież we wtorek i piątek bazar oraz przyległe ulice tętnią życiem. No właśnie – we wtorek i w piątek. A co z pozostałymi czterema dniami tygodnia? Wtedy bazar jest zamknięty na cztery spusty…

Do napisania tego tekstu  natchnął mnie wpis na miejskiej stronie internetowej. W połowie czerwca Elżbieta zapytała, czy bazar mógłby funkcjonować także w sobotę. „Będąc na urlopie wychowawczym uczęszczałam często na bazarek. Obecnie dla osób pracujących jest on praktycznie nieosiągalny. W sobotę jadę po warzywa albo na bazarek w Ząbkach albo do Warszawy przy Trockiej. Myślę, że bazarek w sobotę w Markach byłby strzałem w dziesiątkę i z korzyścią dla mieszkańców” – napisała Elżbieta.

Nic dodać, nic ująć. Ratusz pośpieszył z wyjaśnieniami. „Rada Miasta Marki na posiedzeniu  17 grudnia 2008 r. podjęła uchwałę w sprawie ustalenia regulaminu targowiska miejskiego, na podstawie której dopuszcza się funkcjonowanie targowiska przez sześć dni w tygodniu od poniedziałku do soboty w godz. od 5.00 do 15.00. Ze względów formalnych nie ma więc do tego żadnych przeszkód. Nie było jednak zainteresowania ze strony osób handlujących” – napisał sekretarz miasta.

 Jest grudzień 2008 r. „Informacje z ratusza”, prasowy organ urzędu, publikują tekst, zatytułowany „Targowisko miejskie”. Wtedy właśnie kończyły się prace modernizacyjne przy Paderewskiego, wykonywane za ponad milion złotych przez firmę DKM-Laskowscy. „Jeszcze w trakcie remontu do Urzędu Miasta Marki wpłynęło 21 pism kupców, którzy są zainteresowani prowadzeniem działalności gospodarczej na targowisku przez cały tydzień, proponują również różne formy zmiany formy handlu” – pisze autor artykułu, podpisany skrótowcem K.W. Co się stało, że nic z tego planu nie wyszło? Tego nie wiem. Wiem, że zamierzony efekt – handel przez sześć dni w tygodniu – nie został osiągnięty. Przez chwilę pomyślałem – a może targowisko jest kurą znoszącą miastu przez dwa dni w tygodniu złote jaja i dlatego odpuszczono sobie jego promocję. Nic z tego. Miasto w sprawozdaniu z wykonania budżetu przyznaje, że w 2008 r.  wpływy z opłaty targowej (z  dwóch bazarów) wyniosły zaledwie 32,7 tys. zł, o niemal 20 proc. mniej niż w 2007 r.! Owszem, przy Paderewskiego przeprowadzano wtedy remont, ale handel trwał w najlepsze przy okolicznych ulicach.

Nie piszę tego tekstu, by się wyzłośliwiać. Piszę, by coś z tym targowiskiem zrobić. Skoro pojawiają się sygnały (czy są one wystarczająco silne, o tym pod koniec tekstu), że mieszkańcy Marek częściej korzystaliby z bazaru przy Paderewskiego, to trzeba się zastanowić, jak wykorzystać ich zapał i… ten teren. Nie jestem odosobniony w takich poglądach. Po tym, jak opublikowałem tekst „Targowa inicjacja”, napisał do mnie radny Jan Orłowski. Zasugerował władzom miasta, by poszczególne dni zadedykować różnym dziedzinom handlu. „Zaproponowałem np. w poniedziałek handel rzeczami używanymi (na Kole istnieje dwa razy w tygodniu), we wtorek bazar tradycyjny, w środę handel zwierzętami domowym (który nie istnieje w okolicach Warszawy), w czwartek giełdę roślinną, a w piątek bazar tradycyjny. Na  Komisji Rewizyjnej  (…) pomysł się spodobał. Na najbliższej sesji rady przewodnicząca komisji przedstawiła wniosek radzie. Rada wniosek odrzuciła – pisze z widoczną goryczą Jan Orłowski, który zastanawia się, czy komuś jeszcze na tym zależy.

Jeśli miastu zależy na rozkręceniu targowiska w pozostałe dni tygodnia, podsuwam dwa pomysły do rozważenia. Do realizacji obu potrzebny jest kluczowy element – osoba (lub osoby) z żyłką menedżera-marketingowca (nie mylić z inkasentem). Pierwszy wariant zakłada, że taka osoba znajdzie się pośród urzędników i w imieniu miasta postara się rozkręcić handel na bazarze. Będzie mieć dwojakie zadanie – po pierwsze, znaleźć chętnych do handlu w inne dni tygodnia niż tylko wtorek i piątek. Ubiegłoroczne sygnały od kupców świadczą o tym, że może to być zadanie wykonalne. Po drugie – pomóc kupcom i postarać się o stosowną promocję tego wydarzenia. Pomysłów na prostą kampanię reklamową jest bez liku – od propagandy szeptanej, po ulotki, publikacje w lokalnej prasie czy ogłoszenia na billboardach przy Piłsudskiego. Ba, nawet w pierwszym okresie można rozlosowywać wśród kupujących  drobne prezenty kuchenne – taki magnes, który przyciągnie ich na bazar w nowe dni. 

Jeśli jednak miasto nie czuje się na siłach, by zająć takim przedsięwzięciem, niech sprawy w swe ręce przejmą kupcy – o ile są w stanie się zorganizować. Jeśli wezmą sobie do serca hasło „Kupą mości panowie”, niech wystąpią do miasta o kilkuletnią dzierżawę targowiska (nie mylić ze sprzedażą gruntu, który powinien zostać w gestii miasta), zobowiązując się do płacenia rocznego czynszu, utrzymania terenu oraz – co najistotniejsze – handlu przez sześć dni w tygodniu. Wtedy to na nich spoczną kwestie, związane z promocją targowiska.

Pozostaje jeszcze jedno, kluczowe pytanie dla tych rozważań. Czy mieszkańcy Marek rzeczywiście chcą, by bazar tętnił życiem dłużej niż dwa dni w tygodniu? Ponieważ pewnie nikt takiego badania pewnie nie przeprowadzi, zapraszam do internetowej sondy. Może ona rzuci choć trochę światła na sprawę.

Tadeusz_1972