Mój syn-przedszkolak ma oko. Kiedy w niedzielę, tuż przed południem, wyjeżdżaliśmy z ul. Szkolnej, z okien auta zobaczyliśmy rozbity samochód. Jego właściciel (pan po pięćdziesiątce) stał pod kasztanowcem i wyglądał tak, jakby nie mógł zrozumieć, co się przed kilkoma minutami stało. Na szczęście nikt nie został ranny, więc ze spokojnym sumieniem odjechaliśmy spod świateł. I wtedy nasz chłopak krzyknął: zobaczcie, ten samochód skasował znak! Nie mieliśmy czasu na sprawdzenie jego słów, bo już po chwili mknęliśmy (oczywiście z dozwoloną prędkością) Aleją Piłsudskiego. Ale kiedy wracaliśmy do Marek, mogliśmy zweryfikować jego spostrzeżenie. Bystrzak – pomyślałem – miał rację. Po rozbitym samochodzie nie było już śladu, za to znak leżał przygnieciony do ziemi, czego dowodem jest poniższe zdjęcie.

znak

Oznaczenia przy skrzyżowaniu Szkolnej z Piłsudskiego nie mają ostatnio szczęścia do kierowców. Nie tak dawno pisałem o miejskim słupie informacyjnym, odległym zaledwie o kilka metrów od miejsca niedzielnego wypadku, który także ugiął się pod ciężarem samochodu. Wówczas zasygnalizowałem miejskim służbom, by przywróciły jego pierwotny kształt i – przyznam – sprawa została załatwiona błyskawicznie. Mam nadzieję, że i tym razem będzie podobnie. Wszak chodzi o zakaz wjazdu dla ciężarówek, którego dziś wjeżdżający na Szkolną od Piłsudskiego i Sosnowej nie jest w stanie zauważyć. Liczę, że i tym razem będę mógł napisać, że miejskie służby stanęły na wysokości zadania.

Tadeusz_1972

Ps. Dziś wieczorem wróciłem z Dolnego Śląska. Minął więc tydzień, od kiedy zaalarmowałem urzędników i napisałem o zniszczonym znaku na blogu. Znak leży, jak leżał…  Może ktoś wie, dlaczego?

Ps2. W czwartek, 23 lipca, wracałem wieczorem ul. Szkolną. Znak już stoi. Albo raczej – nareszcie.