Vatos Locos napisał, że powinienem być reporterem. „Jest wreszcie ktoś, co pisze o Markach jako dobrym mieście” – zauważył. A mnie przypomniała się dziennikarska anegdota, która trochę wiąże się i z tym spostrzeżeniem, i z dzisiejszym tematem wpisu. Nie pomnę nazwiska, ale jeden z dziennikarzy starszej daty barwnie wspominał, jak zaczynał pracę w branży. Pierwszego dnia szedł do redakcji myśląc, że od razu będzie pisać o ważnych sprawach. A tu zimny prysznic. ”Pękła rura na Francuskiej” – usłyszał od przełożonego  – „Jedź się czegoś dowiedzieć”.

Zatem – korzystając ze sprawdzonych wzorów –  zdobywam dziennikarskie szlify. Mam tylko nadzieję, że mareccy urzędnicy nie mają mnie jeszcze dosyć. Bo przecież co i rusz wysyłam sygnał, że coś trzeba w mieście naprawić. A to hydrant cieknie przy Fabrycznej, a to znak drogowy został skasowany przy Szkolnej… Dziś niestety wieczorem na miejską skrzynkę wysłałem kolejnego e-maila. Kiedy niedawno wróciłem z Dolnego Śląska, zauważyłem przy Sosnowej, niedaleko skrzyżowania z Piłsudskiego, przewrócony znak przystanku autobusowego. Najpierw leżał na ziemi, potem ktoś się nad nim ulitował i oparł go o płot nowopowstającego przedszkola. I tak sobie leży. Przystanek może nie należy do newralgicznych, ale w dzień powszedni zatrzymuje się na nim 50 razy autobus linii 732,  łączący Pustelnik z warszawskim Żeraniem.

DSC00026

Jeśli naprawa przewróconego znaku należy do kompetencji miasta (a wszelkie znaki na ziemi i niebie na to właśnie wskazują), nie czekajmy, aż znakiem „zaopiekują się” złomiarze lub menele. Wystarczy dwóch mężczyzn, dobry szpadel i trochę betonu. I tyle.

I co? Mam zadatki na mareckiego reportera?

Tadeusz_1972

Ps. Minęło dziesięć dni. Znak wreszcie stanął jak Pan Bóg przykazał.