Nie tak miał wyglądać ten wieczór. O 20.00 spotkaliśmy się z fotoreporterem „Gazety Wyborczej”, następnie rozmawialiśmy jeszcze z Marcinem, który włączył się (z ciekawymi pomysłami i spostrzeżeniami) do akcji  „Tak dla Obwodnicy Marek”. Potem mieliśmy się zająć plakatowaniem miasta. Mieliśmy…

Stojąc na rogu Szkolnej i Piłsudskiego usłyszeliśmy ogromny huk. Za dobrze znam ten dźwięk. To hałas gniecionych blach. Odwróciliśmy jak na gwizdek głowy w stronę Piłsudskiego. Na skrzyżowaniu leżał przewrócony motor, obok niego drugi uczestnik „dzwonu” – samochód. Nie mieliśmy żadnych wątpliwości, co trzeba robić. Plakaty i kubeł z klejem został w samochodzie, a cała nasza czwórka podbiegła na skrzyżowanie pomóc poszkodowanemu. I dobrze, że się tam szybko znaleźliśmy. Choćby z tego powodu, że jeden ze świadków był gotów wymierzać samodzielnie sprawiedliwość. Na szczęście Szczepan, który jest słusznej postury, zawczasu go powstrzymał. Nie nam jest bowiem orzekać o winie. O tym zdecyduje sąd, bo wygląda na to, że sprawca wypadku będzie mieć regularną sprawę. Do czasu przyjazdu policji, a potem przebijającej się karetki przez coraz bardziej zakorkowaną Aleję Piłsudskiego, zajmowaliśmy się rannym i leżącym na asfalcie motocyklistą, który na szczęście cały czas zachowywał przytomność.

To skrzyżowanie jest pechowe. Jest bohaterem trzeciego mojego „komunikacyjno-wypadkowego” wpisu. Z tą różnicą, że tym razem byłem świadkiem zdarzenia, którego naprawdę nikomu nie życzę. Ani poszkodowanemu (z oczywistych względów), ani kierowcy samochodu – (niezależnie od tego, czy jest winny czy nie).

I jeszcze jedno. Często widzicie na samochodach naklejkę „Motocykle są wszędzie”. Miejcie oczy szeroko otwarte.

Tadeusz_1972

Ps. Zdjęcia ze Szkolnej znajdziecie na www.ObwodnicaMarek.pl