Z radością obserwuję obywatelskie inicjatywy mareckie. Jedną z nich jest akcja „Plac zabaw”. Kiedy przymierzałem się do dzisiejszej publikacji na ten temat, zajrzałem do wpisu z 19 marca, zatytułowanego „W czasie wiosny dzieci się nudzą”. Minęło niecałe pół roku i znów nabrał aktualności.

Pozwólcie, że zacytuję większy fragment:

Marzy nam się w Markach solidny, główny plac zabaw dla dzieci – z różnymi zestawami sprawnościowymi, huśtawkami, piaskownicami, ławkami dla rodziców, parkingiem i toaletą. Plac ulokowany w ocienionym przez stare drzewa miejscu – gdzieś w sercu miasta, ale jednocześnie oddalony od ul. Piłsudskiego, gdzie nie słychać motoryzacyjnego hałasu i nie czuć spalin. Plac z małym barkiem, gdzie rodzice mogą kupić pociechom lody, napój czy gofra (oczywiście bez piwa). Marzy mi się wreszcie plac zabaw, który – podobnie jak Park Ujazdowski – jest chroniony przez 24 godziny. (…) Panie burmistrzu, który kawałek ziemi można oddać dzieciom we władanie? Gdzie może zaistnieć takie miejsce w Markach? Prosimy w ich imieniu plac zabaw z prawdziwego zdarzenia”  – pisaliśmy z żoną w marcowy wieczór.

I właśnie o to kilka miesięcy później wystąpiła grupa rodziców. W imieniu pociech napisano ciekawą petycję do władz miasta. Ciekawą, bo dowiedziałem się z niej o rzeczach, o których nie miałem pojęcia. Choćby o tym, że Marki są miastem o bardzo wysokim przyroście naturalnym (wskaźnik 7,2 na 1000 mieszkańców w 2006 r.). To dawało nam 14 miejsce w Polsce!

Bardzo prosimy, w imieniu naszych dzieci i własnym, stwórzmy coś niepowtarzalnego i pokażmy, że nie tylko słyniemy z wysokiego przyrostu naturalnego, ale również, a może przede wszystkim, że potrafimy o nasze dzieci należycie zadbać” – tak wzięły pod włos naszych włodarzy (nie pierwszy zresztą raz w tym dokumencie) autorzy petycji.

Kiedy w sierpniową noc rozklejaliśmy plakaty o akcji „Tak dla Obwodnicy Marek” i staliśmy na placyku przed urzędem, zaczęliśmy dyskutować o kwestii placu zabaw. I wtedy ad hoc wytypowaliśmy dla niego wstępną lokalizację przy Sportowej. Nie jest to może miejsce w 100 proc. idealne, ale pewnie takiego nie udałoby się znaleźć. Zalety? Położone w centrum miasta, z dobrym dojazdem, z częścią ocienioną, blisko przyszłej sieci miejskiego monitoringu, budowanego mozolnie komisariatu policji i już istniejącej przychodni lekarskiej. Wada – jedna i zasadnicza. Teren znajduje się dość blisko Al. Marszałka Piłsudskiego. Ten problem można rozwiązać (albo się sam rozwiąże) w dwójnasób. Po pierwsze, na tej wysokości można pokusić się o montaż ekranów antyhałasowych, po drugie, już za kilka lat obwodnica Marek powstanie (nieustannie zapraszam na www.obwodnicamarek.pl) i nagle przy głównej arterii miasta zrobi się ciszej oraz sympatyczniej. Już w tej chwili znajduje się w tym miejscu mini plac zabaw – a zatem nie ma – jak mniemam – prawnych przeszkód, by się o coś takiego pokusić. Trzeba tylko znaleźć kasę. Ale na mareckim portalu społecznościowym podnoszą się głosy, że nie ma na to pieniędzy. Na to akurat pieniądze powinny się znaleźć. Poza tym wśród osób, które pisały petycję, znajdują się specjaliści ds. pozyskiwania unijnych pieniędzy, którzy obiecują miastu wszelką pomoc w tym zakresie.

Miasto moje widzę przyjazne” – tak kiedyś z żoną zatytułowaliśmy tekst w „Gazecie Mareckiego Stowarzyszenia Gospodarczego”. Chodziło nam wówczas o poprawę bardzo szeroko rozumianej sfery usługowej miasta. Budowa centralnego plac zabaw idealnie wpisywałaby się w to realne, ale wciąż jednak marzenie.

Tadeusz_1972