Podobno Katon Starszy każdą mowę w rzymskim senacie kończył formułką: „A ponadto sądzę, że Kartagina powinna zostać zniszczona”. Też chyba dopracuję się własnej, stałej formułki na blogu :„A poza tym sądzę, że Marki powinny starać się o nowych  podatników PIT”. Mam dobrą okazję, by o tym przypomnieć…

Ciekawy artykuł pojawił się bowiem w piątkowym „Życiu Warszawy”. Otóż tak bogate miasto, jakim jest Warszawa, zauważyło, że pieniądze przeciekają mu przez palce. Chodzi o osoby, które mieszkają w stolicy, ale są zameldowane poza jej rogatkami. A warto wiedzieć (bo nie każdy o tym wie), że od każdej duszy samorząd dostaje część pieniędzy z podatku PIT. Dlatego Warszawa już pracuje nad Warszawską Kartą Podatnika (WKP). Ma to być zbiór przywilejów wydawanych osobom, które zechcą płacić podatek w mieście stołecznym. Szczepienia profilaktyczne? Proszę bardzo. Zniżki na przejazdy autobusem? Proszę bardzo. Rabacik na bilet do teatru? Proszę bardzo. Ba, żeby zdobyć te udogodnienia, nie trzeba się meldować i przeprowadzać całego szeregu nużących i kosztownych urzędniczych operacji. Wystarczy prosta rzecz – złożenie jednostronicowego NIP3. Miasto, któremu uciekają dochody z PIT i CIT,  nieźle to sobie wykalkulowało. Liczy, że jeśli wprowadzi WKP, zarobi minimum kilkadziesiąt milionów złotych.

A Marki? Kiedyś popełniłem na ten temat i wpis na na blogu, i nawet artykuł do gazety. W naszym mieście – zachowując wszelkie proporcje – także spore pieniądze są do ugrania. W tym roku miasto na odwrocie wymiaru podatku poinformowało, że dzięki jednemu, nowemu zameldowanego mieszkańcowi mogłoby dostawać 800 zł rocznie. Proste przeliczenie: dziesięć nowych osób to już 8 tys. zł. Sto osób – 80 tys. zł. I tak dalej, i tak dalej… Z 2 tys. tys. nowych podatników (a takich wolnych strzelców w Markach jest ponoć 10 tys.) dałoby się wybudować całkiem nowy i to wypasiony plac zabaw dla dzieci.

Czyżbym wołał po próżnicy? Ponoć w tej materii nic się nie dzieje. Nie powstał żaden system zachęt. Szkoda, bo Marki – w przeciwieństwie do Warszawy – nie muszą wydawać na niego ani grosza. Wystarczy dogadać się z lokalnym biznesem (też na tym zyska), żeby zaoferował tym „Nowym Markowym” atrakcyjne zniżki – 10 proc. u dentysty, 15 proc. w sklepie z rowerami, 20 proc. przy zakupie pizzy… Ci „Starzy Markowi” mogą oczywiście narzekać: „Jak to, oni dostają zniżki, a my?”. Odpowiedź jest prosta: „Słuchajcie, przeciągamy ich na marecką stronę. To jest także dla Was korzystne. Bo przecież pieniądze z PIT wpadają do wspólnej kasy…”

Ludzie przy podejmowaniu decyzji o przemeldowaniu szanują takie gesty. Jednym z bohaterów tekstu w „Życiu Warszawy” jest pracująca w stolicy nauczycielka z Wieruszowa.  „Perspektywa ulg i licznych przywilejów byłaby na tyle kusząca, że rozważyłabym zmianę meldunku albo przynajmniej możliwość płacenia podatku w stolicy. I pewnie nie ja jedna” – mówi stołecznemu dziennikowi.  

Wystarczy chcieć, a chcieć to móc…

Tadeusz_1972