Właściwie to w związku z akcją „Tak dla obwodnicy Marek” mogę mieć do siebie jedną pretensję. Zaniedbałem poranne bieganie. Na szczęście w sobotni poranek przezwyciężyłem lenistwo, wskoczyłem w dres i zacząłem biegać po mareckich ulicach i uliczkach. Widać na nich lekkie zmiany. Gdzieś się coś buduje, gdzie ktoś zasiał nową trawę, gdzieś ktoś wyrzucił obok ścieżki cichcem śmieci… Gdy wracałem, już solidnie wymęczony (i zadowolony), znalazłem na płocie plastikową torbę. Z zaciekawieniem zerknąłem i okazało się, że mam przed oczami najnowszy numer „Echa Podwarszawskiego”. I co widzę na pierwszych dwóch stronach? Dwa teksty o Markach. Same pozytywy – o akcji dotyczącej obwodnicy (więcej na ten temat na stronie www.obwodnicamarek.pl) oraz o petycji matek (i ojców) mareckich (wspominałem o niej na blogu), którzy upominają się o plac zabaw dla dzieci z prawdziwego zdarzenia. Brawo! Pomyślałem – prasa pisze o dwóch obywatelskich inicjatywach, którym tylko warto przyklasnąć w ręce. Mój entuzjazm po dokładnym przeczytaniu tekstu o placu zabaw błyskawicznie jednak opadł… 

Tytuł w porządku – stricte informacyjny: „Marki chcą placu zabaw!”. Ale w pierwszych zdaniach (tzw. lead) piszą w „Echu”, że „Marki na brak placów zabaw narzekać nie mogą”. Oooo! Droga redakcjo – jeśli Państwo posiadają tajemną wiedzę, gdzie to w Markach są prawdziwe (czytaj: otwarte dla wszystkich, porządne, kolorowe, bezpieczne, chronione nocą przed wandalami, dedykowane i dla trzylatka i dla dwunastolatka) place zabaw, to może by się tak nią podzielić z tymi, którzy takich miejsc z utęsknieniem wyczekują … Może gdzieś w przestrzeni mareckiej takowe istnieją, tylko my, maluczcy, jeszcze do nich nie dotarliśmy… O tym, że plac zabaw to towar deficytowy, piszą kobiety na mareckim forum internetowym. Warto tam czasem zajrzeć, zanim postawi się w tzw. leadzie tak śmiałą tezę. Dodam, że w okolicy, gdzie mam przyjemność mieszkać, widziałem dwa place w prywatnych przedszkolach (czyli z definicji zamknięte dla osób postronnych) i jeden przy szeregu segmentów (też zamknięty).

Czytam dalej. „Jest ich (ma się rozumieć placów – przyp. aut.) w mieście kilkanaście, głównie osiedlowych, i takich pod nadzorem miasta da się kilka znaleźć. Do dobrego szybko się jednak przyzwyczajamy – matkom z Marek marzy się duży, nowoczesny plac zabaw z dala od drogowego hałasu”. Przecieram oczy ze zdumienia. Gdzie jest to OWE DOBRO, do którego mieliśmy się przyzwyczaić???!!! Może to przy fabryce Briggsów? Jechałem tam kiedyś rowerem w niedzielę rano. Nie dość, że plac jest nieosłoniony od Alei Piłsudskiego (hałas), ubogi w zabawki, to na dodatek był tak ZASYFIONY (nie boję się użyć tego słowa – jest adekwatne), że łzy niemal same z oczu płynęły.

Kiedy moje dzieci chcą się pobawić na placu zabaw z prawdziwego zdarzenia, to wiozę je do Warszawy – albo do Parku Bródnowskiego (oj, dzieje się tam sporo), albo do Ogrodu Krasińskich, albo w Aleje Ujazdowskie. I tam się rzeczywiście do dobrego mogą przyzwyczaić –  w Markach jeszcze nie. Zresztą dowodu dostarcza „Echo Podwarszawskie” – pusty plac zabaw z porozrzucanym śmieciami na pierwszym planie. Strzelacie sobie samobója! Piszecie tekst, który jest niespójny w przekazie ze zdjęciem.

Żebym jednak nie został uznany za czepialskiego – jest kilka pozytywnych stron tej publikacji. Po pierwsze – sam fakt, że o petycji napisano, po drugie – że połowę tekstu stanowi treść petycji (i podany jest jej adres internetowy, gdzie można się pod nią podpisywać), po trzecie – poznajemy stanowisko władz Marek. Burmistrz Werczyński mówi: „to ciekawa inicjatywa, ale gdzie miałby on powstać”? I tu widać – o ile redakcja dobrze to oddała – hierarchię problemów związanych z tą inwestycją. Po pierwsze – brak miejsca, po drugie – ewentualne protesty mieszkańców, którym hałasująca młódź może przeszkadzać. Nie ma ani słowa o pieniądzach. Czyli – jak rozumiem i zapytam naiwnie – nie byłoby problemu z finansowaniem inwestycji?

Tadeusz_1972