Jest taka niewielka uliczka w Markach, przez którą czasem rano przebiegam starając się bezskutecznie zrzucić niepotrzebne kilogramy. Znajduje się w kwadracie między Szkolną, Orzeszkowej, Zieleniecką i Koszalińską. Tylko od tej ostatniej można dotrzeć na Sadową. To po niej czasem wędrują mareckie koty Bubuliny, które cudem wyszły spod ostrzału z wiatrówki jakiegoś oszołoma. Zupełnie niespodziewanie w płocie jednego z domów znajdziecie wnękę, a w niej całkiem nową, jasną figurę Madonny, z otwartymi rekami czekającą na mieszkańców Marek i zapraszającą „przyjdźcie do mnie utrudzeni

 1.jpg

 

To niedoskonałe zdjęcie (z komórki) zostało zrobione wczesnym porankiem. Długo szukałem do niego lirycznej ilustracji. Aż wreszcie natrafiłem na maryjny wiersz Władysława Orkana. Przeczytajcie…

Płynęła światłem z rannej tęczy, mgłą, jak lekką szatą,

owinięta Córa ziemi – bez zmazy poczęta…

Przed Nią ziemia rozmodlona klęczy,

ku Niej sierot bezdomnych rączęta

świecą w rannej modlitwie i tęczy…

Wypłynęła lekką mgłą owiana,

Niepokalana…