Przez kilka miesięcy było cicho o Fabryce Briggsów – zaniedbanej historycznej nieruchomości, która – bardzo na to liczę – w przyszłości stanie się wizytówka naszego miasta. Ostatnie „Informacje z ratusza” przyniosły istotną informację. Otóż projekt rewitalizacji fabryki położonej po wschodniej części miasta ubiega się o unijne dofinansowanie z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego. I dobrze, bo to ogromny wydatek.

W „Informacjach z ratusza” padają nawet konkretne kwoty. Koszt rewitalizacji szacowany jest na ponad 62,5 mln zł. O ile dobrze zrozumiałem, ponad 51 proc. pokryje Bruksela. Miasto zaś wyda tylko 258 tys. zł. Jak to możliwe? Ano w ten sposób, że do przedsięwzięcia zostanie zaproszony ten trzeci, czyli zewnętrzny inwestor. Będzie się on musiał liczyć z wydatkiem około 30 mln zł. Dużo. Jak podkreśla autor artykułu  (podpisany jako P.M), taki partner musi dysponować „odpowiednim doświadczeniem”. Władze miasta marzą bowiem, by fabryka Briggsów stała się prężnym centrum kulturalnym.

Kiedyś nasi radni zostali zawiezieni na wycieczkę do stołecznej Fabryki Trzciny. To sugerowałoby, że takim przedsięwzięciem może być zainteresowany Wojciech Trzciński, który utworzył prężne centrum kulturalne w postindustrialnych obiektach warszawskiej Pragi. Czy jest coś na rzeczy? Kilka miesięcy próbowała go o to zagaić moja znajoma, ale nie chciał na ten temat rozmawiać…

Wiem jedno – warto, by odpowiednie służby miejskie spróbowały zrobić trochę „piarowskiego” pozytywnego zamieszania w mediach centralnych. Niech się Polska dowie, że w Markach można zrobić ciekawy projekt rewitalizacyjny. Wtedy być może łatwiej będzie o inwestora zasobnego w gotówkę i ciekawe pomysły.

Tadeusz_1972

Ciekawi mnie, dlaczego tak późno informacja o złożeniu wniosku o unijne dofinansowanie znalazła się w „Informacjach z ratusza”. Marki aplikowały o wsparcie 1 września, a numer miejskiej gazety ukazał się w połowie listopada. Minęło dwa i pół miesiąca…

Advertisements