…czyli trzy malutkie historie, związane z codziennym życiem, jakie w ciągu ostatnich dwóch tygodni udało mi i mojej żonie doświadczyć w naszym mieście…

Doświadczenie pozytywne

Niedługo miną dwa lata, jak mieszkamy na mareckiej ziemi. Przez płot mamy sąsiadów, z którymi wymieniamy grzecznościowe „dzień dobry”. Czasami zamienimy kilka słów więcej z sąsiadką, z jej mężem nie było jakoś specjalnie okazji. Ale to on ostatnio mnie zaskoczył. I to bardzo pozytywnie. Z jakichś powodów musiałem wyjść do ogródka (nie było jeszcze tak zimno), a sąsiad zdecydowanym krokiem podchodzi do ogrodzenia i uderza w takie słowa: – Czy Państwu wyłączyli prąd? – Nie, skąd – odpowiedziałem, słysząc w tle, że radiowy DJ nie stracił animuszu. Zacząłem się zastanawiać, dlaczego pyta. Zanim znalazłem odpowiedź, sąsiad mnie uprzedził. – Bo wie Pan co? U Pana sąsiadów – tam po lewej – ktoś łazi z zapaloną latarką. Czy to nie złodzieje? – Sprawdzę – odpowiedziałem. Nie zlekceważyłem tego sygnału. Założyłem kurtkę i poszedłem na przeszpiegi. Na szczęście nic złego się nie działo. Okazało się, że sąsiad zza ściany montował oświetlenie w pokoju, wyłączył korki i potrzebował latarki. Ale w duchu serca ucieszyłem się, że ten drugi – zza płotu – ma czujne oko i jest uczulony na tego typu sprawy :).

Doświadczenie negatywne

Moja żona wybrała się z dzieciaki na zajęcia do Markach. W ich czasie ma trzy kwadranse wolnego. Postanowiła, że wpadnie do banku, który nas obsługuje, i załatwi jakąś drobną sprawę. Tak się szczęśliwie złożyło, że jeden z oddziałów znajduje się blisko miejsca zajęć dzieciaków. Ale radość żony trwała krótko. Kiedy tylko podeszła do jego drzwi, okazało się, że bank jest czynny do 16.00. Zaskoczenie. Człowiek jest przyzwyczajony, że tego typu instytucje pracują do 18-19. A tu niespodzianka – w dwa dni był krócej czynny. Oszczędność kosztów czy brak popytu na bankowe usługi? Jeśli to drugie, to zła wiadomość dla banku :(.

Doświadczenie słodko-kwaśne

Z padającego ostatnio śniegu najbardziej cieszyły się dzieci. Kierowcy i właściciele posesji pewnie mniej. Wychodząc nad ranem z dziećmi spostrzegliśmy na naszej ulicy malutki traktor z pługiem. Czasem takie można spotkać w marketach budowlanych. Pewnie jakiś (nad)aktywny sąsiad zaczął czyścić swój odcinek ulicy. Przyszła mi do głowy taka refleksja, że jeszcze trochę i obywatele przejmą od samorządu obowiązek utrzymania dróg lokalnych :(. Dowodzi tego wpis jednego z internautów na forum Marek (może to ten sam od traktora?), który napisał, że już od kilku lat sam odśnieża ulicę. Ciekawe, czy – tak jak zapowiada – potrąci sobie koszty z podatku od nieruchomości :).

Tadeusz_1972

PS. Żeby być sprawiedliwym – tego samego dnia widziałem na gminnej drodze duży pług, który rzeczywiście pracował :).