Obrazek pierwszy, godzina 20.00

Samochód skręca z Piłsudskiego w Szpitalną. Nagle robi się bardzo jasno. Jak nigdy. Światło z latarni odbija się od leżącego dookoła śniegu i robi się prawie jak w bajce. Jeszcze tylko brakuje Królowej Śniegu w saniach, przytulającej do siebie Kaja – taka myśl przez chwilę przemyka mi przez głowę. Po chwili materializuje się w bardzo wykrzywionej formie. Widzę, jak nadjeżdża samochód, a za nim… rząd trzech połączonych ze sobą sanek, na których siedzą jakieś postaci. Jest mróz, ale skóra jeszcze bardziej cierpnie mi z zimna. Co będzie, gdy ktoś spadnie z sanek i wpadnie pod koła mojego samochodu? Co będzie, gdy ktoś nadjedzie z tytułu, nie wyhamuje na śniegu i nieopatrznie wjedzie w niewidocznych saneczkarzy? W czeskim serialu sprzed wielu lat „Szpital na peryferiach ” występował sędziwy doktor, który zwykł był mawiać: Gdyby głupota miała skrzydła, to fruwał(a)by Pan(i)jak gołębica”. I niech to posłuży za komentarz do tego typu „kuligu”. 

Obrazek drugi, dwie minuty później

Przecieramy z żoną oczy ze zdumienia i… radości. Jest pierwszy stycznia, czyli teoretycznie dzień wolny od pracy. A to nagle naszym oczom ukazuje się pług. Dojeżdża do kresu Ząbkowskiej, zawraca, a potem kieruje się w stronę Kosynierów. Jednak ktoś traktuje poważnie swoje obowiązki. I to w Nowy Rok.

Obrazek trzeci, godzinę później

Święta mają to do siebie, że człowiek mało się rusza, za to za dużo pochłania pokarmów. Ubieram więc górskie buty, zakładam ciepłą kurtkę i wyruszam na zimowy spacer po Markach. O ile jezdnie są odśnieżone, to na chodnikach, o które powinni zadbać właściciele posesji, leży mnóstwo śniegu. Teraz już wiem, dlaczego nad ranem  ludzie wędrowali do kościoła maszerując po ulicy. Idę w ich ślady. Skręcam w ul. Zosi. Mój wzrok przyciąga światło, które świeci się  przy dość ciemnej w sumie ul. Protazego. To maryjna kapliczka. Wstyd. Miałem o niej napisać dwa miesiące temu. Zrobiłem nawet jesienne zdjęcie, które dopiero dziś publikuję.

 

Ta fotografia nie oddaje jednak piękna zimowej scenerii. W czasie zaśnieżonej nocy oświetlona kapliczka jest dla pieszych tym, czym dwieście lat temu dla żeglarzy latarnie morskie. Coś naprawdę pięknego. Tak – właśnie tu, w Markach

Tadeusz_1972

Reklamy