Na początku ubiegłego tygodnia dzwoni do mnie Lepsza Połowa z informacją, że z przedniej opony naszego automobilu schodzi powietrze.  Hmmm, do tej pory wszelkich tego typu napraw dokonywaliśmy na warszawskim Bródnie. Tyle, że trzeba tam najpierw dojechać, a za oknem trzaska mróz. Wpisałem więc do jednej z popularnych wyszukiwarek słowa „wulkanizacja” i „Marki”. Okazało się, że w niewielkim promieniu od naszego domostwa znajdują się co najmniej trzy tego typu punkty. Chwyciłem za słuchawkę telefonu i okazało się, że mimo siarczystych mrozów (lepiej się upewnić :)) warsztat działa. Małżonka szybko wsiadła do samochodu i wyładowała w punkcie przy Kmicica. Tam sprawna ekipa, złożona z dwóch panów, zdjęła oponę, sprawdziła ją i na powrót założyła. Gdy usłyszałem, ile zapłaciliśmy za usługę, nie chciało mi się wierzyć. Powiem Wam tylko tyle,  że na warszawskim Bródnie kosztowałoby to nas co najmniej dwa razy drożej.

Piszę dziś  o tym nieprzypadkowo. Rok temu, gdy blog dopiero był powijakach, w pierwszym wpisie wyliczałem, jak wiele rzeczy robimy w Warszawie. Po roku rozglądania po Markach widzę, że da się tu załatwić całkiem sporo spraw za ceny niższe niż w stolicy (przy podobnej jakości wykonania). Korzyści są obopólne: ja płacę mniej, a mareccy usługodawcy mają więcej pracy. I  czy nie o to właśnie chodzi :)?

Tadeusz_1972

PS. Kilka dni później załatwilem drugą oponę. Historia się powtórzyła. Pojechałem na Kmicica, zaoszczędziłem czas i oczywiście zapłaciłem niedużo…