Życie uczy, że warto się cieszyć także z małych rzeczy. Choćby ta, jak nowa wiata przystankowa położona przy ul. Kościuszki. Dawno tamtędy nie jechałem i pewnie dlatego rzuciła mi się w oczy. Nie jest to perełka architektury, raczej przypomina obiekt, który – eufemistycznie mówiąc – został przygotowany najniższym możliwym kosztem. Jego zaletą jest to, że po prostu… jest. Osoby, które oczekują na autobus linii 732, mają miejsce, gdzie mogą się schować przed deszczem albo osłonić przed wiatrem. I to mnie, mieszkańca Marek, cieszy.

Nie cieszy mnie natomiast widok przystanku przy Piłsudskiego, który jest położony obok MOK, blisko wejścia do Lukas Banku i Pekao.

To zdjęcie zrobiłem komórką, gdy jeszcze mrozy trzymały. W sobotę rano sprawdziłem – stan nie uległ zmianie.

Jak widzisz, Drogi Czytelniku, przystanek jest – jakby to powiedzieć… – mocno zdekompletowany. Prawdopodobnie to efekt działań lokalnej „elyty”. Konstrukcja od biedy chroni przed deszczem czy śniegiem. Żeby schronić się przed wiatrem, trzeba biec… do banku albo pobliskiego sklepu. Przystanek jest położony przy głównej ulicy Marek, więc zakładam, że niejeden urzędnik (urzędniczka) go widziała (widziała) i poinformowała swoich przełożonych. A jeśli tak, to dlaczego zostawiamy go w takim stanie? Czekamy na instalację monitoringu?

Już kiedyś pisałem, że zajmując się sprawami strategicznymi (budowa kanalizacji) nie można zapominać o drobniejszych sprawach. W tym wypadku opłakany wygląd przystanku przy Piłsudskiego nie wystawia miastu pozytywnej oceny. A przecież widzą go nie tylko mieszkańcy, ale tysiące kierowców, którzy przejeżdżają przez Marki…

Tadeusz_1972

Reklamy