W ubiegły czwartek wybraliśmy się na warszawską Pragę – do siedziby województwa mazowieckiego. Powód – Orlik w Markach. Chcieliśmy usłyszeć, dlaczego wypadliśmy z listy i jakie są szanse na to, że sprawa jest do odratowania jeszcze w tym roku. Żeby nie trzymać w napięciu – nikt gwarancji sukcesu nie daje, ale można spróbować. Jak w starym szmoncesie – trzeba (jeszcze raz) wykupić los na loterii.

Grunt pod naszą wizytę u Waldemara Roszkiewicza, członka zarządu województwa mazowieckiego, przygotowała „Gazeta Stołeczna”, publikując artykuł „Marki wykiwane na Orliku” (do przeczytania na www.marki2020.pl). Może dlatego początek rozmowy z mazowieckim samorządowcem, który odpowiada za departament edukacji publicznej i sportu, był dość emocjonujący i nieparlamentarny. Gdy już emocje opadły, przeszliśmy do konkretów. Najpierw zapytaliśmy, jakie były powody (poza oczywiście sytuacją budżetową Mazowsza) skreślenia mareckiego Orlika. Według Waldemara Roszkiewicza, to nie zarząd miał weryfikować listę 87 wstępnych lokalizacji. Jak tłumaczy, decyzję podejmowali radni sejmiku. Z głupia frant zaproponowaliśmy ujawnienie listy, kto jak głosował, ale oczywiście spotkaliśmy się z odmową.

Dużo ważniejsze było pytanie: co teraz? Waldemar Roszkiewicz nakreślił kilka scenariuszy. Jego zdaniem, jeszcze nigdy na Mazowszu nie udało się zrealizować wszystkich orlików. Co roku mniej niż 10 proc. lokalizacji wypada z gry. Szczególnym przypadkiem jest Warszawa. Tu – jak stwierdził Waldemar Roszkiewicz – jeśli zostanie zrealizowanych 2/3 planowanych inwestycji, będzie można mówić o sukcesie. Szczególnym przypadkiem jest ponoć Praga Południe, gdzie już dwa razy się nie udało. Waldemar Roszkiewicz zadeklarował, że pod koniec czerwca samorząd Mazowsza będzie sprawdzać, czy wybrane w tym roku gminy są gotowe do realizacji Orlika. Jeśli któraś wypadnie, pojawia się szansa na „wskoczenie” go grona wybrańców. Według niego, Marki muszą być przygotowane, by po ewentualnym otrzymaniu sygnału w czerwcu z samorządu Mazowsza uruchomić odpowiednie procedury. Naszym zdaniem, wszelkie prace przygotowawcze (np. adaptacja projektu) i tak się przydadzą – jeśli nie w tym, to w przyszłym roku. Istnieje też opcja ogłoszenia warunkowego przetargu – z takiego rozwiązania skorzystali ostatnio łódzcy samorządowcy przy projekcie o wiele wyższej wartości. W specyfikacji zamówienia na budowę obwodnicy tego miasta (stać ich na to) zaznaczyli, że jeśli nie otrzymają unijnego wsparcia, z projektu (czyli zamówienia) wyjdą nici. Może w podobnym sposób skonstruować marecki przetarg na Orlika?

Waldemar Roszkiewicz zaleca też poinformowanie ministra sportu. Sugeruje, by przedstawić mu status quo (wszak Marki spełniają wszystkie kryteria) i zadeklarować, że miasto jest w pełnej gotowości zrealizować inwestycję, gdyby któraś z mazowieckich gmin wypadła. Waldemar Roszkiewicz twierdzi, że warto poprosić ministra Giersza o możliwość podpisania umowy po czerwcu (teoretycznie nie powinno się go przekraczać), gdyby później niż na początku lata okazało się, że Mazowsze uwolniło fundusze na orlika w Markach. Samorządowiec zasugerował też możliwość wykonywania inwestycji w trybie dwuletnim – by zacząć realizować projekt z pieniędzy gminnych i ministerialnych, a w 2011 r. – z Mazowsza. Nam jednak ten wariant wydaje się ryzykowny, biorąc pod uwagę możliwe zmiany personalne po jesiennych wyborach samorządowych.

Reasumując:

– proponujemy władzom miasta, by najpierw poinformowały zarząd Mazowsza, że Marki tak czy owak szykują się do budowy Orlika i że będą przygotowane, gdyby jedna z obecnych lokalizacji wypadła. Warto rozważyć, czy nie ogłosić warunkowego przetargu na wykonanie tej inwestycji

– proponujemy władzom miasta napisanie listu do ministra Giersza, by wyraził zgodę na realizację Orlika „po terminie”, czyli czerwcu 2011 r. Oczywiście nie wiemy, czy te działania przyniosą oczekiwane efekty. Trzeba dać sobie (znowu szansę) i… wykupić (jeszcze raz) los.

W najbliższych dniach złożymy na ręce burmistrza oraz odpowiedniej komisji Rady Miasta oficjalne pismo, w którym zasugerujemy i poinformujemy, że szansa na „Orlika” w Markach w tym roku jest, ale dużo zależy od władz. Zatem piłka jest także po naszej stronie, trzeba ją odpowiednio podać. 

Jacek Orych i Tadeusz Markiewicz

Advertisements