Dwa-trzy lata temu w Polsacie emitowano serial „Ekipa”, który wyreżyserowała Agnieszka Holland. Rzecz traktowała o ludzkich charakterach i postawach w polskiej polityce. Jednym z wątków „Ekipy” były szorstkie relacje między młodym premierem a dużo starszym prezydentem. Dziś – po tragedii w Smoleńsku – przypomniałem sobie ostatni odcinek tego serialu. Prezydent postanowił polecieć do Iraku. Okazało się, że była to jego ostatnia decyzja. Rządowy samolot został strącony, a wszyscy na pokładzie zginęli. To był naprawdę przejmujący odcinek, nigdy w życiu nie przypuszczałem, że ten scenariusz może się  sprawdzić w polskiej rzeczywistości. A jednak…

W sobotę rano siedziałem przed wejściem do gabinetu lekarza. Z nudów kasowałem stare esemesy. Nagle sąsiadowi z kolejki zadzwonił telefon. Słowa „katastrofa samolotu, wypadek Kaczyńskiego, tragedia pod Smoleńskiem” spowodowały, że ciśnienie mi od razu podskoczyło, ale jakoś temu, tak po ludzku, nie dowierzałem. Zadzwoniłem do żony i poprosiłem, żeby sprawdziła w internecie informacje. Gdy byłem już gabinecie, przyszedł znaczący esemes „wszyscy zginęli…”

Wierzącym – pozostaje modlitwa za Wszystkich Zmarłych w katastrofie, niewierzącym – dłuższa zaduma i refleksja. Przez kilka dni Polska i Polacy znów będzie jedną wielką Rodziną. Jak pięć lat temu po śmierci Ojca Świętego.

Tadeusz_1972

Advertisements