Obrazek z piekarni. Początek tygodnia. Kupuję chleb (koniecznie razowy, by gubić zbędne kilogramy) i przypominam sobie o gazecie do porannej herbaty. Z głupia frant więc pytam.

– Wie Pani co… A gdzie jest najbliższy kiosk z prasą?

Ekspedientka (z którą już trochę znam z cotygodniowych sprawunków) jest bardzo zdziwiona. Patrzy przenikliwym wzrokiem i…

– Nie wiem pan?! Jest pan z Marek i pan nie wie?

No właśnie. Jestem z Marek i nie wiem… 

– Pani kochana, ja się wciąż tego miasta uczę – odpowiadam.

– No dobrze, powiem panu. Musi pan…

PS. Wiem, że od prawie tygodnia nie pisałem. Jednak wszelkie informacje i plotki o tym, że się wyprowadziłem, pojechałem na długie wakacje czy zabalowałem na kilkudniowej imprezie (niepotrzebne, a raczej wszystkie skreślić), są nieprawdziwe. Gdy tylko pokonamy (nieprzypadkowo używam liczby mnogiej) wszelakie choróbska, znów będę Was zanudzać wpisami. Mam nadzieję, że już niedługo…

Tadeusz_1972

Advertisements