Gdy wróciłem z pracy, zobaczyłem na stole niespodziankę. Pachniała hmmm obiecująco. Na tyle obiecująco, że postanowiłem się złamać (który to już raz…) i mimo diety skosztować fragmencik pysznego drożdżowca, upieczonego przez płeć piękną. Jeden kawałek, drugi kawałek, potem jeszcze trzeci – najlepiej z margaryną hmmm palce lizać. W takich chwilach choć przez moment mężczyzna przestaje myśleć o kaloriach. Niestety, po takiej rozpuście przychodzi refleksja, że potem trzeba będzie gdzieś zgubić zgubne efekty łakomstwa. Najlepiej w biegu albo grając w piłkę. Najlepiej na Orliku…

Z tym ostatnim może być jednak problem. Niedawno sygnalizowałem, że władze Mazowsza – mając z powodu janosikowego wyjątkowo krótką kołderkę finansową w tym roku – mogą obciąć dofinansowanie do budowy Orlików. To pokaźna kwota – i dla samorządu, i dla województwa. Idealny układ jest taki, że wszystkie trzy strony (do tego dochodzi budżet państwa) wykładają na jedno boisko po 330 tys. zł. W przypadku Marek koszty byłyby wyższe i samorząd zarezerwował na ten cel ponad 1 mln zł. Nieprzypadkowo używam słowa „byłyby”. Sytuacja się skomplikowała. Mazowsze ogłosiło dziś program dezinwestycji, czyli m.in. cięć w wydatkach. Jednym z punktów jest cofnięcie dofinansowania do wszystkich Orlików. Klamka zapadła.

Co teraz? Jeden z wariantów zakłada, że marecki samorząd może wyręczyć Mazowsze i wyasygnować dodatkowe 330 tys. zł z własnej kieszeni, budując klasycznego Orlika. Drugi – już nakreślony w lokalnej prasie przez władze miasta – zakłada budowę boiska, ale bez części socjalnej. Trzeci i najmniej realny – że miasto przekłada inwestycję na przyszły rok, licząc, że w 2011 r. finanse Mazowsza będą w lepszym stanie i dofinansowanie jednak się pojawi. Dlaczego najmniej realny? Przecież i tak dobrze wiecie…

Tadeusz_1972

PS. Z moją grą na Orliku to oczywiście żart. Nawet nie wiem, czy się jeszcze do seniorów nadaję. I gdzie tu się pchać na boisko dla dzieciaków i młodzieży?

Advertisements