Jeszcze zdążyłem zjeść obiadokolację i wypakować wypełniony po brzegi samochód z darami od powodzian, które zebrali pracownicy mojej firmy… Jeszcze żona wsiadła do auta i pojechała na zakupy przed Bożym Ciałem… Jeszcze przez chwilę zdążyłem odsapnąć… i nagle środowe niebo zrobiło się ciemne.

 

Takiej ulewy w Markach (fakt – mam wciąż krótki staż) nie widziałem. Gdy wyszedłem na moment na zewnątrz, zauważyłem, że system rynien nie daje sobie rady z taką masą wody. Wypatrywałem powrotu Mojej Drugiej Połowy, która nie znosi jeździć Ząbkowską w trakcie i po obfitych opadach. Dojechała szczęśliwie, ale nie wszystkim było to dane zrobić w normalnym czasie.

Zacząłem odbierać telefony/dzwonić od przyjaciół z alarmującymi sygnałami. Jeden z nich powiedział, że przy MOK zwalone zostało drzewo i że jedzie do domu, bo wie, że będzie musiał wypompowywać wodę z piwnicy. Zadzwoniłem do drugiego, a ten – że nie może rozmawiać, bo próbuje (z trudem) przejechać przez nasze miasto. Potem jeszcze zadzwoniła jadąca od Zielonki siostra, która opisała sytuację na Fabrycznej i dodała, że w Markach musiało co najmniej kilka szamb wybić, bo „capi niemiłosiernie”. W tym czasie woda zbierała się w naszym ogródku. Mamy wprawdzie system drenów, ale – w starciu z taką ilością wody – okazał się niewydolny. Woda przez dwie godziny stała na wysokości 10-15 cm. Ale w końcu spłynęła.. Pogodowego obrazu dopełniły relacje z Internetu. Przy Kasztanowej i Norwida miał wylać zbiornik z wodą burzową, a wokół centrum M1 miało być 30 cm wody.

Nie wiem, czy pamiętacie, ale za komuny zwykli ludzie złościli się, że na 1 maja zawsze świeci słońce, jest pięknie i sucho, a na Boże Ciało – regularnie pada deszcz. Komuny już nie ma, ale tradycji stało się zadość. Dziś znów są zapowiadane burze. Może procesje zdążą przed nimi, ale będą musiały przejść po wielu zalanych ulicach, dodatkowo „zasilanych” wężykami wypompowującymi wodę z wielu mareckich piwnic. Sąsiadka już to robi.

Tadeusz_1972

Advertisements