Nie ma nic gorszego, jak zapomnieć o rozpoczętym temacie. Dziennikarz, który popełni ten niewybaczalny grzech, naraża się na reprymendę szefa. A nie daj Boże, jeśli konkurencja podchwyci temat i go przejmie. Dlatego – kierując się tym branżowym przykazaniem – wracam dziś do dwóch kwestii, o których miałem okazję (bo na pewno nie przyjemność) pisać przed urlopem. Tak, tak, niestety, wczasy już za mną i zazdroszczę tym, którzy dopiero zaczynają pakować walizki. Ale do rzeczy.

W połowie maja napisałem, że przy stacji Orlenu (ul. Fabryczna) nie działa kompresor. Chciałem wtedy dopompować koła roweru, ale – niestety – nie dane było mi to zrobić. Po powrocie z wczasów znowu podjechałem na Orlen. Z zadowoleniem spostrzegłem, że kompresor znowu działa, z czego ochoczo korzystali kierowcy. Brawo…

Nie mogę niestety bić oklasków służbom miejskim. Chodzi o sprawę powalonego znaku drogowego, informującego kierowców o przejściu dla pieszych, a zlokalizowano przy Ząbkowskiej, niedaleko ul. Szkolnej. Gdy spostrzegłem uszkodzenia, zadzwoniłem z informacją do Zakładu Usług Komunalnych. Tam obiecano mi, że odpowiednie służby (czy to ZUK, czy urzędu miasta) zajmą się sprawą. I rzeczywiście, powalony drogowskaz zniknął, jednak jak dotąd nie ma nowego. Szkoda. Oby tylko nic złego się nie stało na przejściu…

Tadeusz_1972

Reklamy