Czego to ludzie nie wymyślą – tak zareagowała Moja Lepsza Połowa, gdy opowiedziałem jej ciekawą scenkę z życia w Markach. Otóż pewnie wiecie, że raz w miesiącu co czwartek odbywa się selektywna zbiórka śmieci. Do worków, obrendowanych (przepraszam za to słowo) przez miasto, trafiają papiery, plastikowe butelki i puszki. Rano sąsiedzi – jeszcze przed wyjściem do pracy – wynoszą foliowe pakunki przed bramę, które później odbiera firma sprzątająca. Ale zanim jej pracownicy wrzucą pakunki do samochodu, pojawia się starszy pan z rowerem…

 …i pieczołowicie rozpakowuje żółte torby, w których znajdują się jego skarby – aluminiowe puszki. Wyjmuje je, zgniata i chowa do paki na rowerze. To się nazywa przedsiębiorczość – zachichotałem. Zamiast latać po mieście i szukać puszek po śmietnikach, tu wszystko jest wyłożone jak na tacy. Stare porzekadło mówi, że pieniądze leżą na ulicy, w tym wypadku – w miejskich workach. Fakt – nieduże. Zapytałem bohatera mojego dziesiejszego wpisu, ile teraz płacą w skupie za kilogram aluminium. Odpowiedział, że jakieś 2,5 zł. To i tak więcej niż w czasie kryzysu, kiedy ceny metali i surowców pikowały w dół. Jeszcze rok temu z pracy woziłem puszki po coca coli i za kilogram otrzymywaliśmy raptem 1,5 zł…. Marecki szperacz powiedział, że w sumie jest w stanie wyłuskać w ten sposób jakieś 20 zł. Starczy na chleb, piwo i papierosy 🙂

 Tadeusz_1972

PS. I żebym nie zapomniał: nasz bohater – odjeżdżając – zostawia po sobie porządek 🙂

Reklamy