Sprawę, której chciałbym poświęcić dziś kilka słów, dobrze ilustruje stary szmonces. Oto przed sądem rabinackim toczy się sprawa rozwodowa. Żona narzeka na męża i wiesza na nim psy. Rabi-sędzia oświadcza jej: Wiesz, ty masz rację. Potem zeznaje mąż i też wiesza psy na żonie. Na to rabi: Wiesz, ty masz rację. Wtedy wtrąca się jeden ze świadków. Jak to? I ona ma rację i on ma rację. Rabi, ty tak nie możesz! Na to rabi: Wiesz, ty też masz rację…

Zimą siedzieliśmy z sąsiadem w garażu i gadaliśmy o budowie kanalizacji. Zmęczeni wzywaniem wozów asenizacyjnych, zastanawialiśmy się, kiedy ruszą przetargi budowlane w naszej okolicy. Wówczas sąsiad zwrócił mi uwagę na problem (?) związany z przyszłą taryfikacją.  Dotyczy on tych osób, które mają ogrody, ogródki, trawniki (niepotrzebne skreślić) i w upalne dni obficie zraszają je, korzystając z dobrodziejstwa miejskiej sieci wodociągowej. Dziś sytuacja jest prosta. W wielu miejscach nie ma kanalizacji, więc woda zużyta do podlewania roślin jest taryfikowana po bożemu, czyli po 2,89 zł plus VAT. Doczekamy się jednak budowy sieci odprowadzającej ścieki. Co wówczas? Czy wówczas wskazanie wodomiaru „na wejściu” będzie równoznaczne z ilością wody odprowadzonej do ścieków? Jeśli tak, to woda, zużyta latem do podlewania, będzie bardzo droga, bo w jej cenę będzie wliczone także odprowadzenie do kanalizacji (choć przecież do niej nie trafi). Przypomnę, że dziś metr ścieków w Markach kosztuje 6,19 zł plus VAT, a będzie drożej. Unia przecież nie daje całości kwoty na inwestycje kanalizacyjne, trzeba zaciągnąć kredyty, które trzeba spłacić. Być może jednak pojawi się opcja wmontowania drugiego wodomiaru – nazwijmy to – technicznego, który będzie odliczał wodę zużytą do podlewania ogrodu.

Nie potrafię, jaka będzie polityka Wodociągu Mareckiego w tym zakresie. Wiem jednak, że władze spółki mają bardzo – nazwijmy to – ekologiczne podejście do sprawy. Ich zdaniem, często marnujemy to, co daje nam przyroda. Gdyby mieszkańcy Marek zbierali deszczówkę i używali jej do podlewania, zużycie z miejskiej sieci było nieco niższe. Nie sposób odmówić tutaj racji. W tym roku rzeczywiście opady byłyby wyjątkowo obfite. Widać to było po mareckich ulicach. Z iluż posesji wyprowadzano wężyki, którymi wylewano wodę na drogowe szlaki, byle tylko pozbyć jej się z działki. Gdyby choć część opadów trafiło do specjalnie przygotowanych pojemników… A przecież latem Wodociąg Marecki wieczorami musi sięgać do zbiorników retencyjnych, by zaspokoić wzrastające zużycie wody. Kto wie, może po wybudowaniu kanalizacji pojemniki na szambo zaczną być traktowane jaki zbiorniki na deszczówkę?

W tej historii zderzają się co najmniej dwie racje – ekonomiczna (kieszeń obywatela) i ekologiczna. No i kto ma rację, rabi?

Tadeusz_1972

Advertisements