Niedawno – przy okazji dyskusji na temat życia codziennego w Markach – pojawił się wpis, który krytykował burmistrza jednego podlaskich miast. „Tam burmistrz jest PiSowskim poetą (prawdziwym poetą) i jest tylko ideologia i udawanie pracy. W ciągu jego rządzenia upadły dwa największe miejsca pracy…. koszmar, kto tylko mógł to uciekł do USA i Belgii/Anglii”. Bez trudu rozpoznałem, że autor wpisu nawiązuje do sytuacji Łap i ich burmistrza – Romana Czepe.  

Rzeczywiście jest poetą (i jeszcze fotografuje), rzeczywiście należy do PiS, rzeczywiście w Łapach zamknięto dwa największe zakłady pracy. Do tego dodajmy jeszcze, że porzucił wygodny sejmowy fotel, by rządzić miastem, które – jak się potem okazało – jak mało które dostało po d…. I to zarówno od spółki Skarbu Państwa, czyli Krajowej Spółki Cukrowej (zamknięto cukrownię), jak i firmy niegdyś notowanej na giełdzie – Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego, które po wybuchu kryzysu, w konsekwencji cięć wydatków przez PKP, dokonały żywota. Niejeden samorządowiec rozłożyłby ręce i powiedział: a co ja mogę tu zrobić? Ale nie Czepe.

Burmistrz Łap zaczął kolędować u polityków w sprawie utworzenia specjalnej strefy ekonomicznej. Jest w tym wyjątkowo konsekwentny. Najpierw odkupił ziemię od Krajowej Spółki Cukrowej, a teraz – mając już błogosławieństwo polityków PO (tak, tak. ministra Boniego) – złożył wniosek o objęcie terenu statusem specjalnej strefy. Do tego przygotował dla potencjalnych inwestorów dwa duże tereny inwestycyjne, które już są objęte planem zagospodarowania przestrzennego.

Czepe zdaje sobie sprawę, że świeżo po kryzysie firmy nie będą szastać pieniędzmi na lewo i prawo i na inwestorów przyjdzie poczekać. Dlatego równocześnie robi strategiczny zwrot w stronę turystyki. Łapy mają niezaprzeczalny atut. Są położone na urokliwym terenach Górnej Narwi. Dlatego menedżment gminy zdecydował, że warto powalczyć o turystów. Jak? Budując dla nich odpowiednią bazę, a ściślej Centrum Rekreacyjno-Turystyczne z krytą pływalnią, hotelem, częścią gastronomiczną, bezobsługową wypożyczalnią rowerów, wypożyczalnią nart biegowych oraz kijków do tak modnego teraz nordicwalkingu. A do tego obok sportowe boisko ze sztuczną nawierzchnią. Zapytacie – skąd gmina bierze pieniądze? Ano z Unii. Na ten projekt dostaje pieniądze z Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Podlaskiego i Totalizatora Sportowego. I tu dochodzimy do sedna sprawy..

Czepe stworzył w urzędzie zgrany zespół, dla którego – żartobliwie mówiąc – nie ma rzeczy niemożliwych. To mieszanka doświadczenia poprzedniej ekipy (wiceburmistrz) oraz dynamicznych, młodych (dodajmy – urodziwych – zaświadczam osobiście :)) kobiet, które do perfekcji opanowały sztukę pisania wniosków o zewnętrzne dofinansowanie. Leży przede mną zestawienie za lata 2006-2010. Z Regionalnego Programu Operacyjnego, o którym wcześniej była mowa, miasto zdobyło jeszcze pieniądze na projekty drogowe (ponad 7 mln zł). Podlaskie miasto czerpie też pełnym garściami także z niedocenianego Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Zarówno na małe projekty (promocja gminnej świetlicy- 10 tys. zł),  średniej wielkości (podniesienie kwalifikacji osób bezrobotnych – 470 tys. zł), jak i te całkiem duże (załóż firmę – spełnij marzenia – około 3 mln zł). W sumie z POKL dofinansowanie otrzymało 17 wniosków! Do tego trzeba dodać jeszcze cztery zrealizowane przedsięwzięcia z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich oraz dofinansowanie na: monitoring w szkołach, budowę boiska z Programu PZU Blisko Boisko, schetynówki i oczywiście Orlik.

Mało? Czy to na pewno można nazwać „udawaniem pracy”?

Reklamy