Miałem okazję przyglądać się z boku kampanii wyborczej dwóch panów: Marcina i Michała. Wcale nie mieli łatwego zadania. Jeden wylądował na liście kandydatów dopiero na trzecim miejscu, drugi – na ostatnim, jedenastym. Obaj przyjęli dwa, mocno różniące się scenariusze działań. Marcin postawił na reklamę zewnętrzną. Jego twarz można było zobaczyć nieomal na każdej ulicy w okręgu nr 2. Do tego wielka przyczepa z plakatem, zaparkowana strategicznym miejscu, czyli przy jednym z popularnych sklepów. Michał, który startował w „jedynce”, mniej dbał o reklamę zewnętrzną. Owszem, dogadał się z właścicielką piekarni, która użyczyła miejsca pod jego reklamówkę. Zdecydował się jednak przede wszystkim na kampanię „od drzwi do drzwi”. Efekty? Obaj weszli do rady, obaj na swoich listach uzyskali największą liczbę głosów (Michał 96, Marcin 94) – mimo że nie byli liderami list. Brawa za skuteczność!