Jeszcze tylko kurtka na plecy, torba z suchym chlebem do ręki, a kluczyki do kieszeni. Ostatnio dopada mnie takie lenistwo, że nawet butów nie chce mi się zawiązywać. Po chwili siedzimy w autku i jedziemy dokarmiać kaczki. To już taka weekendowa tradycja. Zatrzymujemy się w centrum miasta i maszerujemy na mostek nad rzeką Długą – ten położony w sąsiedztwie głównej drogi przecinającej Marki. A tu niemiła niespodzianka – ani kaczek, ani wróbli, ani nawet wszędobylskich wron. Inna niemiła niespodzianka to poziom wody, która w niedzielne popołudnie płynęła na dodatek wyjątkowo wartko. Tak wysokiego poziomu kanałku w moim krótkim mareckim stażu jeszcze nie widziałem. Precyzyjne dane znalazłem po sąsiedzku, na stronie Zielonki. W poniedziałek poziom wody wyniósł 3,7 metra. I niech już lepiej nie rośnie (dobrze, że w poniedziałek nie padało), bo przecież niecały rok temu – kilka kilometrów dalej – Czarna wylała, a Marki przeżyły podtopienia, które były swoistym preludium do tego, co latem spotkało sporą część Polski. Oczywiście chciałbym, żeby o Markach było głośno, ale akurat nie z takiego powodu…

Advertisements