Bukieto zapytał mnie, jak wyglądała sytuacja z dojazdem do Warszawy przez Radzymińską. Wszak tuż przed weekendem zamknięto ulicę Naczelnikowską na Targówku Przemysłowym, by przygotować dojazd do Kauflandu. A przecież tamtędy wiedzie droga wielu kierowców z Marek (i nie tylko) do stolicy. „Nie miałem (być może na szczęście) okazji sam się przekonać” – napisał Bukieto. No i rzeczywiście miałeś Pan szczęście.

Ja zresztą też. W piątek napisałem na blogu, że może trzeba będzie się przeprosić z pociągiem. W weekend już się nad tym specjalnie nie zastanawiałem. Wystarczyło, że przypomniałem sobie, jakie korki panowały na Radzymińskiej, kiedy modernizowano wiadukt kolejowy obok Tesco. Dlatego spakowałem torbę i wybrałem się na dłuższy 25-minutowy spacer. Kierunek – stacja Ząbki. I tak znów doceniłem rolę transportu publicznego.

Kiedy po dwadzieścia po ósmej nadjechał pociąg, byłem szczerze zdziwiony. W przedziałach było jeszcze sporo miejsc. Usiadłem przy oknie i obserwowałem to, co się dzieje z dojazdem „z” i „do” Warszawy. Po raz pierwszy widziałem wiadukt obok OBI, który stał zakorkowany w obie strony. Część kierowców jeszcze nie wiedziała o utrudnieniach i próbowała się przebić na Targówek Przemysłowy, część – pewnie spostrzegłszy błąd – wracała na Radzymińską. Potem znajomi w pracy potwierdzili – to był istny komunikacyjny koszmar. Ba, nie było też łatwo wieczorem. Gdy przejeżdżałem (oczywiście pociągiem) obok przejazdu przy Naczelnikowskiej, nie było widać końca sznura pojazdów, stojących na Ząbkowskiej i oczekujących na podniesienie szlabanów. Stanowczo – jutro też wybiorę pociąg.

Advertisements