W poprzedni weekend wybrałem się na wycieczkę z cyklu „Poznaj swoje miasto”. Uzbrojony w zabawkę podarowaną przez mamę, czyli GPS, wybrałem się do Zieleńca. Nie, nie samochodem, ale rowerem, który cierpliwie czekał, aż puszczą zimowe lody. Coś mnie podkusiło, żeby – zamiast Zajączka i Sowińskiego (asfalt) – skręcić z Lisa Kuli w ulicę bez nazwy do Wesołej i Głównej.

Refleksja? Widać, że ludzie odkrywają tę część wschodnich Marek. Wzdłuż Jastrzębiej i Gołębiej powstają nowe domy. Za dwa-trzy lata zabudowa stanie się gęstsza. Na razie – żartobliwie mówiąc – są to pionierzy (skojarzenie z westernami:)), zwłaszcza jesienią i na wiosnę. W niektórych miejscach błota było tyle, że musiałem zejść z jednośladu. A mimo to owi pionierzy próbują normalnie żyć, wychodząc na trakt z dziećmi na spacer – czy to z wózkiem, czy to z rowerami, omijając wiosenną breję, mając pewnie nadzieję, że kiedyś i w tej okolicy pojawi się asfalt.

Tylko przy Wesołej robi się smutno. Z jednej i drugiej strony ulicy leżą śmieci, które powodują, że mina rzednie. Potem odkrycie – przy Głównej jest nawet jakaś knajpka. To rzadkość w Markach. Nie zatrzymuje się, nie mam blokady na rower. Może spróbuję, gdy zrobi się cieplej. Trafiam jeszcze na Baśniową – tu kiedyś oglądałem działkę. Wówczas szybko się rozmyśliłem i chyba nie żałuję. Ta „moja” Ząbkowska ma jednak niewątpliwy atut – asfalt (dziurawy jak sito, ale jednak) i – już niedługo (mam nadzieję) – odwodnienie.

Advertisements