Czy ktoś słyszał na temat fitnessu 4 Fit w markach przy ulicy Żeromskiego na przeciwko wodociągu? – zapytała Aldona 678 na mareckim forum internetowym. Mając wolne przedpołudnie, wsiadłem do auta i podjechałem na miejsce. Z dwóch powodów – nowy punkt usługowy na mapie miasta to temat dla lokalnego blogera, a i od czasu do czasu przychodzi mi do głowy inny sposób zrzucania kalorii niż li tylko bieganie i stosowanie diety „żetpe”*.

Przyznam, że byłem nieco zaskoczony. Klub fitness kojarzy mi się z drewnianym parkietem, wielkim lustrem, wytrenowanym liderem zajęć i rzędem ćwiczących pań i panów. Tymczasem menedżer 4 Fit pokazał mi duży pokój, w którym znalazło się osiem łóżek, na których klient(ka) oddaje się relaksowi. Właśnie – relaksowi? Nie wiem, czy to do końca trafne określenie. Mój rozmówca wolał użyć słowa „gimnastyka”, której efektami ubocznymi nie będą ani zadyszka, ani wzrost ciśnienia, a pożądanymi – porzucenie zbędnych kilogramów i pozbycie się bólów kręgosłupa.

Mam wrażenie, że 4 Fit może być przyjaźnie nastawiony do klienta (to w wielu wypadkach wciąż jeszcze nie jest oczywista oczywistość). Po pierwsze – klub w dni powszednie jest czynny do 20.00. Ci, którzy pracują w warszawskich korporacjach, mają szansę zdążyć :). Po drugie – promowani są ci, którzy będą się gimnastykować w dłuższym dystansie. Karnet na 10 seansów (każdy po 80 minut) jest tańszy niż gdyby kupować zajęcia pojedynczo. Od razu zastrzegam – nie skorzystałem. Po namyślę wolę jednak swoje bieganie. Cieszę się jednak, że co i rusz w Markach coś się dzieje w sferze usługowej.

*żryj połowę

Advertisements