Tak krzyknął do mnie mężczyzna, który przydybał mnie na robieniu zdjęć nowych latarni przy Traugutta. Powiecie – u licha, po co robiłeś zdjęcia latarniom? Odpowiem: bo zamurowało mnie. Pozytywnie.

Przywykłem, że w Markach stawia się wielkie betonowe słupy, na których montuje się wysięgniki z oświetleniem. Zaręczam – nic to pięknego. A tu taka niespodzianka… Przy Traugutta (między Fabryczną a Braci Briggs) zamontowano małe, zgrabne, stalowe latarnie – jak nie stąd… To było to pierwsze zaskoczenie.

Drugie jest takie, że przewody, którymi zostały włączone do systemu energetycznego, zostały schowane pod ziemią. A przecież ogromna większość latarni w naszym mieście tworzy napowietrzne sieci, który spowijają ulice niczym wielkie pajęczyny. Myślę, że wzór z Traugutta kiedyś stanie się powszechny.

Tyle słodzenia. Teraz łyżka dziegciu. Ów mężczyzna, który mnie pytał, czy przypadkiem nie pracuję w urzędzie, narzekał, że ekipy nie uprzątnęły terenu po pracy. Czy miał rację? Oceńcie sami.

Niewątpliwie rację miał w innej kwestii. Te latarnie rzeczywiście nie stoją w równym rzędzie. Chyba montażyści się za bardzo śpieszyli…

Advertisements