Mam kilku znajomych w Markach, którzy mają podobny tryb pracy. Wstają rano, pracują w Warszawie więcej niż osiem godzin, na życie rodzinne mają czas wieczorem i w weekend (o ile korporacja nie każe im się wykazywać w soboty i niedziele). Kiedy pojawia się ogłoszenie o rekolekcjach, smętnie spuszczają głowę, bo nie mają szans, by w dzień powszedni dotrzeć do kościoła na szóstą czy nawet siódmą wieczorem. Do takich m.in. środowisk stara się dotrzeć ks. Jacek Wiosna Stryczek, duszpasterz środowisk biznesowych. Redakcyjnie wspieraliśmy jego rozliczne akcje na rzecz ubogich rodzin (stąd Wiosna – nazwa stowarzyszenia, którą znaleźliście między jego imieniem i nazwiskiem). Dziś punktualnie o 12 odprawi Drogę Krzyżową, której motywem przewodnim jest tytuł dzisiejszego wpisu.

Korporacje to miejsca, gdzie ludzi często traktuje się jak trybiki w maszynie. Z czasem pracownicy firm również zaczynają tak o sobie myśleć. Ja jednak wciąż widzę tam ludzi, nie maszyny. Ludzie, którzy tam pracują cały czas czują, przeżywają, myślą i mają wiele rozterek, również moralnych. Ci ludzie mają swoje przekonania. W części to są osoby wierzące. Noszą krzyżyki na szyi, choć na zewnątrz widać tylko niebieskie kołnierzyki” – napisał we wstępie ks. Stryczek.

Zapraszam do lektury tej nietypowej Drogi Krzyżowej.

Jezus nie urodził się i nie działał na małej wyspie, otoczony jedynie rodziną. Żył i umarł w świecie, który pod wieloma względami był podobny do naszego: struktury społeczne, stereotypy, myślenie korporacyjne. Denerwował innych ludzi właśnie dlatego, że naruszał zastany przez siebie system. Inaczej myślał. Zupełnie inaczej się zachowywał. Ale za to żył prawdziwie. Zapraszam do rozważania korporacyjnej drogi krzyżowej. W świecie ograniczeń też można być człowiekiem.

Stacja 1: Skazanie na śmierć.

„Nie wychylaj się” – to podstawowa reguła w wielu korporacjach, jak również w małych firmach. Najczęściej plotkuje się o tych, którzy coś robią. Ci, którzy nic nie robią, mają czas, by osądzać innych. Jednak tak naprawdę możemy być dumni z tego, że inni nas osądzają. Przynajmniej wiadomo, że stajemy się Kimś.

Stacja 2: Jezus bierze krzyż.

 To jest duży problem wielu ludzi w firmach. Jeśli pokażesz, że ci się chcę, że umiesz i że radzisz sobie, prawdopodobnie dostaniesz więcej pracy. Ludzie akceptują to, że komuś innemu się nie chce lub nie jest w stanie niczego się nauczyć. Przyzwyczają się. I tak trudno takie osoby zwolnić. Firma musi jednak działać. Tworzy się instytucja konia pociągowego. I to właśnie osoba w takiej roli jest najczęściej atakowana za to, że czegoś nie zrobiła lub że nie chce podjąć się nowych obowiązków. Przecież wszystkim robota kojarzy się właśnie z nią. Ja uważam, że warto ciężko pracować i podejmować obowiązki. Z jedną, całkiem wewnętrzną różnicą. Koń pociągowy ciągnie, a nie rozwija się. Krzyż to nie tylko ciężar, ale też rozwój.

Stacja 3: Jezus upada po raz pierwszy.

Nie ma biznesu bez porażek. Wszelka działalność wolnorynkowa oparta jest o ryzyko. W czasie ostatniego krachu finansowego okazało się, że wiele osób na całym świecie uznało, że ryzyko łączy się z pewnym zyskiem. To co w Stanach jest naturalną częścią mitu drogi na szczyt – czyli porażka i bankructwo – u nas jest zjawiskiem nieakceptowanym społecznie. Tak samo w szkole: uczeń ma mieć same sukcesy. Uczymy się jednak na błędach. Jezus, biorąc krzyż, miał świadomość możliwych upadków.

Stacja 4: Spotkanie z Matką.

Jeden z mitów wyniesionych z PRL-u dotyczył rozdzielenia świata pracy i życia rodzinnego. Praca jest pracą, rodzina to co innego. Czy można jednak żyć podwójnie. Przecież każdy z nas ma tylko 24 godziny na dobę i wszystko to, co się dzieje w tym czasie, tworzy nas. Kształtujemy się w pracy i niesiemy to w sobie do domu. To, jaki jest dom, wpływa na to, co myślimy i robimy w pracy. Zaakceptowanie tej jedności pozwala zupełnie inaczej popatrzeć na pracę, która powinna rozwijać, a nie tylko dawać pieniądze. Osiągnięcia i porażki w pracy, mogą tworzyć klimat rodziny. Wielka misja Jezusa i Jego Matki – są razem. Nie w domu, ale w drodze.

Stacja 5: Szymon z Cyreny pomaga nieść krzyż Jezusowi.

Czy w pracy jest miejsce na przyjaźń? Wiemy na pewno po czym poznać przyjaciół: poznaje się ich w biedzie. Nie chodzi o znajomych, o towarzystwo. Nie chodzi o ludzi, z którymi można się pośmiać i zabawić. Chodzi o tych, na których można polegać. Jeśli ktoś podejmuje ryzykowne decyzje, musi zadać sobie pytanie, czy w razie czego znajdzie się przyjaciel do pomocy. Praca to pieniądze. Czy da się połączyć przyjaźń i pieniądze? Wielu mówi, że nie. Wiele osób już się rozczarowało ludźmi, których uważali za przyjaciół. Dla mnie pieniądze mogą być próbą, która powinna sprawdzić przyjaźń. Szymon wracał z pracy. Nie musiał tam być. Widocznie jednak czuł jakąś więź z Jezusem. Był tam i nie zrobił nic wielkiego. Stał się przyjacielem.

Stacja 6: Weronika ociera twarz Jezusa.

Dla mnie to najbardziej intymna część drogi krzyżowej. Kobieta i mężczyzna. Tak blisko. Na oczach ludzi. Nie zapisano słów. Pozostał gest. Czy w korporacji może być miejsce na takie intymne gesty? Czy w firmie można mieć uczucia? Nie myślę teraz o korporacyjnych romansach, które mają ubarwić pracę. Intymność – zdecydowanie tak! To jest niesamowicie pozytywne, gdy widać, że ludzie się lubią i okazują to sobie szczerze. Intymność i szczerość szczególnie ujawnia się, gdy jest cierpienie. Istnieją ludzie, którzy potrafią być przy cierpiących i przegranych. Nawet w pracy.

Stacja 7: Drugi upadek

Nowa praca na początku zawsze jest walką. Trzeba przetrwać, poradzić sobie, udowodnić, że jest się potrzebnym. Z czasem czujemy się w pracy coraz pewniej. Pojawia się pokusa, aby się ustawić. Powtarzalne zadania, bezpieczny świat. Bez stresu, bez wyzwań. Zatem również bez ryzyka porażki. Trudno jest zrozumieć ludzi, którzy cenią sobie „ciepłe posady”. Przypominają tłuszcz, którym obrasta ciało. Lepsze jest ryzyko wzrostu i akceptacja upadków. Takie osoby przypominają raczej smukłe mięśnie, gotowe do prób i wysiłku. Jezus nie poddał się, nie zatrzymał. Szedł na szczyt.

Stacja 8: Jezus spotyka płaczące niewiasty.

Z doświadczenia wiemy, że najbardziej krzyczą ci, którym nic nie wychodzi. Tak jak w służbie zdrowia: dwa oddziały, podobne pieniądze. Jedni pracują i nie mają czasu na krzyk. Przecież jest tak dużo do zrobienia. Ci, którym nie wychodzi, krzyczą. Przecież robota i tak nie idzie. Wiele firm to miejsca, gdzie się krzyczy. Im ktoś jest bardziej niepewny, tym głośniej krzyczy. Ten kto dobrze pracuje, krzyczeć nie musi. Wie, że zawsze sobie poradzi. Niewiasty krzyczą nad losem Jezusa, ale tak naprawdę nie potrafią sobie poradzić ze swoim losem. Jezus odcina im: płaczcie nad sobą i nad waszymi dziećmi.

Stacja 9: Trzeci upadek

Nie wierzę w karierę „zawsze wznoszącą”. Zwykle, na skutek wielu sukcesów, mózg wypełnia się „wodą sodową”. Nie jest to ani nic złego, ani nadzwyczajnego. Tak po prostu jest. Dlatego dobrze jest upaść. Wręcz trzeba upaść przed ostatecznym celem, by nabrać dystansu do siebie i na nowo zrozumieć tych, którzy są na dnie. Taki trzeci, ostateczny upadek uwalnia mózg od „sody” i pozwala myśleć trzeźwo. Tak rodzi się prawdziwy, dojrzały szef. Tak, jak za chwilę zrodzi się w Jezusie nowy rodzaj przywództwa: zarządzanie przez krzyż.

Stacja 10: Obnażenie z szat

Jest taki charakterystyczny momenty w firmie: odchodzi pracownik, a wraz z nim cała mgła, którą wokół siebie tworzył. Wtedy okazuje się, co naprawdę robił. Podobnie wielu ludzi nie lubi, gdy ktoś rozlicza ich z wyników. Wolą pogadać, opowiedzieć. Mgła. Praca to jednak konkret. Umowa zobowiązuje. Proste pytanie: jaka jest moja praca? Ta praca, której nikt nie kontroluje. Jezus żył prawdą. Nie bał się bycia szczerym i prostolinijnym.

Stacja 11: Jezus przybity do krzyża

Stałym elementem opowieści korporacyjnych jest zdanie: tu nic nie można. Takie poczucie bycia trybikiem w maszynie. Korporacje przechodzą na formę bezosobową. Krzyż oznaczał właśnie to, że Jezus już nic nie mógł. Ręce i nogi przybite do krzyża. Na głowie korona cierniowa, a w głowie – wiele bólu. To jest klasyczny moment życia, który dość dobrze znam. Wtedy rodzi się pytanie o wolność. Nie tę z zewnątrz, ale wolność wewnętrzną. W praktyce wszyscy jesteśmy z różnych stron ograniczani. Niektórzy traktują to jak usprawiedliwienie. Inni odkrywają, czym jest duchowość i to, jak można sobą przemienić nawet najgorszą firmę. Swoją osobą – swoją głębią.

Stacja 12: Jezus umiera na krzyżu

Jedno wiem: nie warto umierać za biznes. W końcu to tylko pieniądze. Nie wolno dać się zabić, złamać. Trzeba szanować siebie. Trzeba mieć zasady. Trzeba być człowiekiem, myśleć i działać po ludzku. Do końca. Ile razy możemy usłyszeć o ludzkiej krzywdzie właśnie wtedy, gdy decydent zaczął mówić nieludzkim, korporacyjnym głosem. Faryzeusze, uczeni w Piśmie, Arcykapłani przemówili głosem korporacyjnym: niech lepiej zginie jeden człowiek, a nie cały naród. Liczy się każdy człowiek.

Stacja 13: Zdjęcia ciała Jezusa z krzyża

Lubię moment, w którym przestaję być w centrum. Ludzi są już rozluźnieni i mówią to, co mają w sercu. Zwłaszcza, gdy odnoszę porażkę. Wtedy nagle wiele osób wypowiada swoje wnętrza i można usłyszeć ich serca. Czy Jezus wtedy cokolwiek słyszał? Im wydawało się, że nie. A On właśnie słyszał. Nie chodzi mi o podsłuchiwanie. Chodzi o to, że porażka dodaje siły tchórzom. Wcześniej bali się coś powiedzieć. Nie podobało im się, że ktoś coś robi, że się stara, ponieważ sami boją się i nie podejmują wyzwań. Teraz są w siódmym niebie – mogą opowiadać o tym, co przeczuwali. Że to dobro, to jednak było zło. Na szczęście Jezus miał kilku przyjaciół.

Stacja 14: Złożenie ciała Jezusa do Grobu

„Nie wiem co dalej” – to jest ciekawy moment w życiu. W każdym z nas co jakiś czas pojawia się pytanie: co dalej? Przeczuwamy, że to, co było, już nas nie kręci. Nie widzimy w tym sensu. Dlatego trudno się starać. Wydaje mi się, że wzorem Jezusa warto poczekać, przemyśleć. Po zimie przychodzi wiosna. Nadzieja rozwija się z małego ziarenka. A ziarenko musi umrzeć, by dać nowe życie. Grób jest potrzebny.

Stacja 15: Zmartwychwstanie

Już krótko: Jezusowi po tym wszystkim chciało się. Warto zadać sobie pytanie: czy mi się jeszcze chce? Nie warto żyć, jeśli się nie chce. Tego jestem pewien.

Rozważania ks. Stryczka ukazały się w piątkowym „Pulsie Biznesu”

Advertisements