Skrzyżowanie Fabrycznej róg Ząbkowskiej. Wtorek, godzina 20.00. Dzieciak (wiek  7-10 lat) na widok spacerujących po drugiej stronie jezdni policjantów zaczyna salutować. Po chwili drze się tak mocno, żeby go dobrze usłyszeli. „Ja nie chcę mandatu, ja nie chcę mandatu”. Policjanci mają poczucie humoru i się uśmiechają. Mandaty w tej okolicy by się jednak przydały…

Od kilku tygodni zamknięty dla ruchu jest fragment Ząbkowskiej – właśnie między Fabryczną a Szkolną. Przed wjazdami z obu stron znajdują się zakazy wjazdu oraz tablice z przeprosinami za utrudnienia na drodze. Ba, ulica też jest solidnie przeorana. Praktycznie została tylko połowa jezdni. A mimo to kierowcy mają w głębokim poważaniu znaki drogowe. Rozumiem, że zakaz nie dotyczy mieszkańców tej części Ząbkowskiej i to jest w porządku. Sęk w tym, że – stojąc chwilę przy skrzyżowaniu z Zieleniecką i obserwując oba krańce zamkniętej drogi – zauważyłem przynajmniej trzy auta (nie stąd), które zlekceważyły przepisy ruchu drogowego i zrobiły sobie skrót przez wertepy.

Wkurza mnie to, bo co drugi dzień uczciwie wracam rano z piekarni. Żeby ominąć korki na Piłsudskiego jadę Lisa Kuli, fragmentem Ząbkowskiej, potem Fabryczną, Traugutta, Zieleniecką, Koszalińska, Szkolną, by wreszcie dojechać do Ząbkowskiej. Nadkładam drogi, ale trzymam się litery prawa. Dura lex sed lex…

Reklamy