Ten maj nas nie rozpieszcza. Zimne noce (piec się włącza), poranki chłodne, dni pochmurne. Człek szuka czegoś na rozgrzewkę. Nie, nie myślcie o tym, co Wam teraz przyszło do głowy. Pomyślcie raczej o sporcie, którego niedawno po dwóch latach przerwy zakosztowałem. Konkretnie – o futbolu.

Miałem przyjemność przetestować boisko przy Szkolnej. Z uwagi na ochronę danych osobowych mogę tylko ujawnić, że w doborowym towarzystwie. Na boisku zostawiłem jakiś kilogram, co skrupulatnie zauważyłem po powrocie do domu. Wróciłem cały, choć niewiele brakowało, by trzeba było mnie składać.

Gra w piłkę jest grą dla twardzieli. Stad nawet między przyjaciółmi i znajomymi może dochodzić do ostrych starć. Na własnej skórze odczułem smak pojedynku z jednym z reprezentantów naszej władzy. Tak skutecznie bronił dostępu do bramki, że wyleciałem za linię boczną. Faulu nie było, ale przez ułamki sekund modliłem się, by nie wlecieć w metalowe słupy, które podtrzymują ochronną siatkę (na zdjęciu obok). Uff, udało się. Mam jednak wrażenie, że słupy stoją za blisko linii końcowej. Podobnie jest z bocznym oświetleniem boiska. Latarnie znajdują się między murawą a bieżnią. Lepiej byłoby je odsunąć za bieżnię. Szkoda, że projektant zawczasu nie pomyślał. Mamy przed sobą budowę kolejnych boisk w mieście (np. Orlik). Mam nadzieję, że tym razem uda się uniknąć takich zagrożeń.

Ps. Per saldo byłem zadowolony. Boisko jest super. W końcu trzy strzeliłem…