Pewnie zdarza Wam się, że gdy robicie duże zakupy, od razu dostajecie rabat, albo się o niego upominacie. Uprzedzacie sprzedawcę, że jeśli upustu nie otrzymacie, Wasza noga już u niego nie postanie. A teraz wyobraźcie sobie w podobnej sytuacji gminę, w której mieszkacie. Chce kupić tańszy prąd. Ogłasza przetarg, do którego nikt nie staje. Co się dzieje? Ano, za mało zużywa prądu, żeby zakładowi energetycznemu chciało się pisać ofertę. Rabacik? Wolne żarty. I tak po wsze czasy dystrybutor jest i będzie dostawcą energii po odgórnie ustalonych cenach…

No właśnie – czy będzie? Temat chodzi mi po głowie od wielu miesięcy, a niedawno przypomniałem sobie o nim, bo miasto ogłosiło przetarg na dostawę prądu do oświetlenia ulic. O ile mnie pamięć nie myli, w ciągu ostatnich lat nikt do nich nie przystępował. Z punktu widzenia gminy – są to duże pieniądze (ponad 600 tys. zł rocznie), z punktu widzenia dużego koncernu energetycznego – kropla w morzu przychodów. Jak więc podnieść atrakcyjność gminy, by dystrybutorzy energii łaskawi zwrócili na nią wzrok? Przykład daje Olsztyn.

Miasto utworzyło grupę zakupową, do której wchodzi 97 jednostek budżetowych. To ona ogłasza przetarg na dostawy energii. Efekt? Znaczący. Gdyby nie było gminnej grupy zakupowej. Olsztyn zapłaciłby w tym roku blisko 21 mln zł. Rachunki będą jednak mniejsze o prawie 2,8 mln zł. Ktoś słusznie zauważy – ale Marki to nie Olsztyn, w którym mieszka jakieś 175 tys. osób. Zgoda – ale gdyby taką grupę zakupową utworzyć na poziomie powiatu wołomińskiego? Wszak mamy 12 gmin, w których mieszka ponad 200 tys. osób. I takiego potencjału żaden zakład energetyczny już by (chyba) nie zlekceważył.

Panie starosto, spróbujmy. Podobno organizuje pan konwent wójtów i burmistrzów powiatu. To dobry temat, by dobrze zacząć jego działalność.

PS. Zapomniałbym – Poznań też zaczął tworzyć energetyczną grupę zakupową.