Powinienem się cieszyć, nie powinienem narzekać. Mieszkam przy asfaltowej ulicy (inna sprawa, że dziurawej jak sito, ale inni w Markach o takiej mogą tylko pomarzyć), każdej (no prawie) nocy świecą latarnie, jest chodnik (fakt – matce z wózkiem ciężko przejechać), zaraz (?) będzie kanalizacja sanitarna, a może i deszczowa. A tu serce mi się kraje, gdy widzę kolejny element małej architektury, który został zniszczony i który stwarza realne niebezpieczeństwo dla użytkowników Ząbkowskiej.Nie tak dawno pisałem o pękniętej pokrywie studzienki telekomunikacyjnej nieopodal przedszkola Bambi. Po interwencji radnego Jarocha została naprawiona. Niestety, historia powtórzyła się kilkadziesiąt metrów dalej. I tym razem pokrywa studzienki jest tak pęknięta – tak, że nieuważna osoba (nie daj Bóg dziecko) może sobie krzywdę sprawić. Proszę zresztą zobaczyć na zdjęciu.

Czasem mam wrażenie, że Ząbkowską – małą obwodnicę Marek – jakiś pech prześladuje. Znikają znaki drogowe, ze słupów smętnie zwisają kable, a po wielkich deszczach droga tonie w wodzie (mimo że w newralgicznych miejscach są ślady po kratkach ściekowych). Dziś mam infrastrukturalnego „doła”, ale pozostaję optymistą, wierząc, że karta się odwróci. Czy jesienią obudzimy się w nowej rzeczywistości – ze zrobioną kanalizacją i obiecanymi od bodaj dwóch lat lepperami? Odpowiem w oklepany sposób: pożyjemy, zobaczymy…

Advertisements